bajka o burzy do czytania

2.Rozmowa z dzieckiem nt. „Jak należy się zachować w czasie burzy?” – dziecko formułuje swoje przypuszczenia, dzieli się swoją wiedzą. Podsumowanie informacji – podczas burzy …: -należy unikać wysokich obiektów. -nie wolno przebywać w wodzie ani na odkrytym terenie, chować się pod drzewami.
4.5. ( 8) Bajki terapeutyczne mogą bardzo pomóc naszym szkrabom w pokonaniu dziecinnych lęków. Poczytaj najpierw o tym czym są i jak one działają – bajki, które leczą. W swoim blogu dużo piszę o bajkach – są to głównie bajki Zasypianki – czyli takie, które mają ułatwić usypianie dzieci. Zapraszam Cię do przeczytania o
Błyskawica nagle rozświetliła całe niebo i grzmot z głośnym dudnieniem przetoczył się gdzieś niedaleko. Szaruś obudził się w pierwszej chwili zdezorientowany. Zdążył zobaczyć jak Kropka, kudłata psina mieszkająca w domku piszcząc stara się wcisnąć pod kanapę. Zobaczył też zaraz Magdę próbującą ją uspokoić. Wzięła Kropkę na kolana i przytuliła. Głaskała i przemawiała do niej spokojnie. Ta oddychała cały czas zdenerwowana, ale wyraźnie zaczynało już to jej pomagać. Po kilku chwilach stanęła na podłodze nieco akurat lubił burzę. Szczególnie gdy leżał w ciepłym i suchym domku i wyglądał przez okno. Gdy dłuższy czas patrzył na ciemne niebo mógł nawet zobaczyć samą błyskawicę. Siatką jasnych kresek rozjaśniała chmury i wyglądała jak drzewo postawione do góry nogami i zbudowane całe z promieni słonecznych. Kotek dziwił się, że ten wielki błysk odbywał się zwykle w zadziwiającej ciszy. Dopiero chwilę po nim pojawiał się huk – grzmot nadjeżdżający jak wielka ciężarówka pędząca polną drogą. Tego już tak bardzo nie lubił. Najlepiej gdyby podczas burzy były same błyski. No i mogły pozostać strugi deszczu. Jednostajnie szumiące i bębniące o okna, trawę i dach. Niezmiennie spadające w dół i w dół. Oczywiście wszystko to było przyjemne oglądane przez okna cieplutkiego domku gdy leżało się nieruchomo na spojrzał na kota Mruczka, który leżał niedaleko. Rudzielec był wyciągnięty na posłaniu i spał spokojnie. Tylko brzuszek podnosił mu się i opadał miarowo. Ten to lubi spać. Nawet grzmot nie dał rady go obudzić. W tym momencie trzasnął kolejny piorun. Kropka skomląc znowu przebiegła przez pokój próbując znaleźć jakieś miejsce gdzie hałasy nie będą jej dochodzić. Przebiegając potrąciła Mruczka budząc go wreszcie. Ten wstał leniwie i przeciągnął się wyginając grzbiet najwyżej jak potrafił. Nie wyglądał na zbyt przejętego całą sytuacją. Nie miał nawet specjalnie żalu do pieska za obudzenie go. Po chwili Kropka biegła już z powrotem bo oczywiście tamta strona pokoju wcale nie okazała się lepsza na czas burzy. Chyba wszystkie są tak samo dobre – pomyślał Szaruś z zatrzymał się przy Mruczku, który najwyraźniej był najbardziej opanowanym stworzeniem w całym domu. Przypadł do niego jakby oczekując pomocy i porady. Kotek siedział teraz czyszcząc futerko łapką. Gdy skończył odwrócił się do nich i powiedział ze spokojnym mruczeniem:– Czy chcecie posłuchać bajki usypianki o burzy? Ale pod jednym warunkiem. Żadnego biegania po pokoju. Będziecie leżeć w Waszych łóżeczkach, przykryjecie się kocykami i spokojnie na wszystko chętnie by się zgodziła byleby zapomnieć o burzy. Szarusia też bajka zaintrygowała. Zagrzebały się więc zaraz w swoich kocykach i znieruchomiały w cieple. Oddychając spokojnie słuchały najpierw przez jakiś czas odgłosów deszczu na szybie. Miarowy szum działał po chwili zaczął opowiadać: – Dawno, dawno temu na świecie żyły pradawne koty. Były one dużo większe niż my teraz. Tak jak my łowimy myszki lub wróbelki tak one polowały na zwierzęta wielkości krowy czy konia. Ich zęby były białe, wielkie i ostre. Największy z nich był królem wszystkich kotów i jednocześnie władcą wszystkich zwierząt. Gdy chciał coś obwieścić i zwołać spotkanie swego królestwa to wchodził na górę i ryczał tak głośno, że głazy kruszyły się i gałęzie spadały z drzew.– A jakie były wtedy psy? – spytała Kropka, która z wrażenia aż zapomniała o burzy.– Psy były takie same jak teraz. I na pewno też tak przerywały jak ktoś opowiadał – powiedział z uśmiechem Mruczek po czym mówił dalej:– Pewnego dnia do króla przyszedł sprytny szczur i zaczął pytać go o to, czy rzeczywiście jest tak potężny jak o nim opowiadają. Pytał o różne rzeczy, a król za każdym razem z dumą potwierdzał. W końcu wskazał na słońce i powiedział, że widywał ptaki tam dolatujące i czy on z kolei potrafiłby do niego doskoczyć. Król z rozpędu przytaknął, a w odpowiedzi szczur poprosił go o pokaz jego mocy. Umówili się na i Kropka leżeli w swoich łóżeczkach z przymkniętymi oczami. Opowieść była bardzo interesująca, a ciepło kocyków rozleniwiało i uspokajało. Oddychając spokojnie słuchali, a Mruczek opowiadał dalej.– Spotkali się wszyscy na najwyższej górze. Wieczorne słońce było ogromne i wisiało nisko nad horyzontem. Miało kolor dojrzałej pomarańczy i wydawało się tak blisko, że prawie można było je dotknąć. Król stanął dumnie przed zgromadzonymi zwierzętami i przypomniał po co tu się zebrali. Następnie wziął rozpęd i skoczył. Wszyscy wstrzymali oddech gdy leciał pięknie wyciągnięty. I wtedy się właśnie to stało. Gdy tylko dotknął słońca niebo pociemniało w jednej chwili. Tak jakby ktoś zgasił światło w pokoju w nocy. Jego piękne wąsy, do tej pory długie i proste powyginały się nagle w mnóstwo krótkich odcinków, które z kolei rozbłysły niesamowitym światłem błyskawicy. Po chwili dołączył do tego potężny grzmot, który przeszył całą okolicę. Na koniec z nieba lunął strugami deszcz. Tak właśnie zaczęła się pierwsza burza.– A co się stało z królem kotów? – spytał Szaruś z przejęciem– Gdy spadł z powrotem na ziemię okazało się, że po zderzeniu ze słońcem zmniejszył się i był takiej wielkości jak ty i ja teraz. Od tamtej pory takie właśnie są koty. I od tamtej pory zawzięcie polują na myszy i szczury. Tak się to wszystko i Szaruś westchnęli leżąc pod kocykami. To wszystko było takie niesamowite. Czy to możliwe, że błyskawice to są powyginane wąsy króla kotów rozświetlone słońcem? A huk pioruna oznacza jego zderzenie ze słońcem? Wsłuchani w opowieść bajki usypianki Mruczka nawet nie spostrzegli, że burza przeszła i jest teraz daleko. Pozostał tylko jednostajny szum deszczu. Krople wody ściekały po szybach w dół i w dół. W połączeniu z ciepłem kocyka był bardzo Szaruś myślał jeszcze o pradawnych kotach. Potężnych i wielkich. Królujących nad wszystkimi zwierzętami. Nie bojących się niczego i nikogo. Kropka z kolei obiecywała sobie, że jak następnym razem będzie burza to już nie będzie się tak bać. Położy się za to przy oknie i będzie obserwować błyskawice. Może uda się jej wtedy nawet zobaczyć króla kotów. Gdy już usnęła, to we śnie przyszły do niej za to pradawne psy. Bo na pewno były też one – jeszcze potężniejsze i bardziej dumne niż koty. A co!Paweł Księżyk Więcej bajek na dobranoc Autora na stronie
Bajka Zasypianka – Kot Mruczek ściga okruchy słońca. 4.5. ( 373) Dwa koty – Szaruś i Mruczek oraz ich kudłaty przyjaciel – piesek Kropka leżały na podłodze wygrzewając się w cieple słońca wpadającego przez drzwi tarasowe. To był najprzyjemniejszy moment dnia, a może nawet całego roku. Na zewnątrz był taki mróz, że
Pewnego wieczora, kiedy siadłem przy łóżku swoich pociech, zapytałem, o czym mam im dzisiaj opowiedzieć. Szymon zakrzyknął „o piracie!”, a Kacper jedynie dodał „i o skarbie!”. Zdziwiła mnie, i po trosze ucieszyła ta jednomyślność. Chwilę pomyślałem i już za moment w mojej głowie pojawiły się myśli, a te przerodziły się w słowa, te z kolei ułożyły się w zdania. Całość brzmiała mniej więcej tak: Daleko, daleko stąd, był sobie okręt zwany Błyskawicą. Jego olbrzymie, białe żagle lśniły w promieniach słońca niczym złoto. Jego potężne maszty sterczały w górę niczym najwyższe drzewa na świecie. Jego kapitan i dzielna załoga wzbudzali respekt wśród załóg innych okrętów. A jego czarna, łopocząca na wietrze flaga, przedstawiająca trupią czaszkę, budziła lęk i trwogę wśród „szczurów lądowych” i nie tylko. Jednak Kapitan Błyskawicy, nie był jakimś tam okrutnikiem. Był dzielny, mężny, potrafił walczyć i nie bał się niczego. Mimo swej odwagi, nigdy nie walczył jeśli nie było to konieczne. Częściej się bronił niż atakował. Kapitan był mądrym człowiekiem. Potrafił świetnie sterować Błyskawicą, znał doskonale jej słabe i mocne strony. Znał swoja załogę i wiedział, że zawsze może na tych ludziach polegać. Błyskawica, nie była zwykłym okrętem pirackim. Błyskawica nie była zwykłym statkiem, pływającym od portu, do portu, od morza do morza, od zatoki do zatoki. Nie była w ogóle statkiem pływającym. Dzięki jakiejś magicznej, trudnej do wyjaśnienia mocy, Błyskawica, zamiast pływać po wodzie, unosiła się w przestworzach. Pływała pośród chmur, obłoczków i gęstych mgieł. Kapitan Błyskawicy bardzo lubił przygody. Często więc aby przeżyć coś ekscytującego wpływał swym okrętem w sam środek burzy, lub w oko cyklonu. Niejednokrotnie Okręt i jego załoga byli w tarapatach. Jednak Kapitan zawsze ich z tych tarapatów wyciągał. Pewnego razu. W piękny słoneczny dzień, kiedy Błyskawica sunęła po błękitnym niebie, mijając kolejne bielutkie obłoczki. Stojący za sterem Kapitan, rozglądał się uważnie po okolicy. W dole widział przepiękne, porośnięte bujną zielenią wzgórza, a pośród nich snującą się błękitną wstążkę rzeki, falującą niczym olbrzymi wąż. Jednak nie ten widok przykuł w tym momencie wzrok Kapitana. Jego spojrzenie utkwione było na znajdujących się przed okrętem obłokach, do których powinni dotrzeć za jakiś kwadrans. Był to obłoczek przypominający wielką skałę, oraz drugi przypominający smoka. To co zwróciło uwagę Kapitana, to przedmiot znajdujący się na obłoczku w kształcie skały. Kapitanowi, przez ułamek sekundy, zdawało się, że coś tam błyszczało, niczym złoto w promieniach słońca. A ponieważ nigdy nie przegapiał okazji do tego, aby odnaleźć jakiś skarb, postanowił to dokładnie zbadać. Wyjął z za paska swoją długą lunetę i postanowił się przyjrzeć temu uważniej. Kiedy patrzył przez lunetę, dostrzegł, że na obłoczku w kształcie skały, rzeczywiście znajduje się coś jakby kosz, wykonany z wikliny, a w środku coś się mieni i połyskuje. Od razu skierował statek w tym kierunku. Kiedy zbliżył się wystarczająco blisko, posłał jednego ze swych piratów, aby przyniósł kosz. Już wkrótce, kosz wraz z zawartością znajdował się na pokładzie Błyskawicy. Wszyscy piraci przyglądali się z ciekawością nowemu skarbowi, który właśnie zdobyli. Na dnie plecionego koszyka, leżały sobie trzy szczerozłote przedmioty – trochę jakby spłaszczone kule. Każda z nich ważyła ponad kilogram. To był naprawdę świetny łup. Wszyscy zaczęli wiwatować na cześć Kapitana, który ten skarb dostrzegł jako pierwszy. Jednak radość ze skarbu nie potrwała zbyt długo. Nagle, statkiem coś potężnie wstrząsnęło, jakby dostał całą salwę z armaty. Niektórzy członkowie załogi poupadali, a jeden o mało co nie wyleciał za burtę. Uratował się jedynie dzięki szybkiej reakcji Kapitana, który w ostatniej chwili chwycił go za ramię. Po kilku sekundach, wszyscy otrząsnęli się z zaskoczenia i ruszyli, każdy do swoich zajęć. Jedni chwytali za liny i naciągali żagle, inni wyciągali armaty i przygotowywali się do oddania pierwszej salwy, w kierunku wroga. Kapitan stanął za sterami i zwinnymi ruchami manewrował Błyskawicą tak, żeby dostrzec, kto, lub co ich atakuje. Już wkrótce piraci dostrzegli swojego przeciwnika. Niektórzy byli przerażeni, inni zaczęli się modlić, jednak każdy robił co do niego należało. To była rutyna. Kapitan pokierował statkiem tak, aby złapać w żagle najlepszy wiatr i jak najszybciej uciec, przed atakującym ich Smokiem. Statek gnał szybko jak nigdy dotychczas. Kapitan robił uniki, chował się za obłokami i gwałtownie skręcał, aby zmylić atakującego ich potwora. Załoga wystrzeliła z ponad trzydziestu armat, jednak żadna z kul nie trafiła Smoka, a ten nawet na chwilę nie zwolnił tempa pościgu. Nic nie pomogły również kolejne salwy armatnie. Pościg trwał już blisko pół dnia. Załoga Błyskawicy była zmęczona, a marynarze zaczynali tracić nadzieję na zgubienie pościgu. Jedynie Kapitan bez najmniejszego wysiłku stał przy sterze, robił uniki i wyszukiwał najsilniejsze podmuchy wiatru. Wkrótce dojrzał coś co mogło stanowić dla niego i jego załogo cień nadziei. Zbliżali się do potężnej burzy. Skierował okręt w jej kierunku, mając nadzieję, że wśród czarnych, złowieszczych chmur, wśród błyskawic i grzmotów, uda się zgubić ścigającego ich Smoka. Lot przez burzę okazał się bardzo niebezpieczny, kilkakrotnie pioruny uderzały w maszt, kilkakrotnie silny podmuch wiatru, o mało nie wywrócił okrętu do góry dnem. Kilkakrotnie trzeba było ratować marynarzy, którzy o mało nie wypadli za burtę okrętu. Mimo to, dzięki doskonałym umiejętnością Kapitana, wyszli z tego cało. Jednak nie tylko oni mieli szczęście. Smok również przetrwał burzę i kontynuował swój pościg. „Co też takiego zrobiliśmy, że ten stwór nas tak zawzięcie goni?” – Myślał sobie Kapitan. – „Przecież nie może być aż tak głodny, aby narażać się na te wszystkie niebezpieczeństwa tylko po to, żeby zjeść kilku członków mojej załogi. Nie on musi mieć jakiś cel w tym, aby nas ścigać.” I wtedy, w głowie Kapitana zrodziła się pewna myśl. Przekazał stery swojemu zastępcy, a sam, czym prędzej zbiegł do skarbca. Odnalazł pleciony kosz, jednak nie znalazł w nim złotych kul. Na dnie kosza (a raczej, jak się okazało gniazda) znajdowały się jedynie złote skorupki. Usłyszał za sobą jakiś szmer. Odwrócił się i ujrzał trzy małe Smoczątka. Uśmiechnął się szeroko. Teraz już wiedział, dlaczego Smoczyca goniła ich tak zawzięcie. – Chodźcie ze mną Maluchy. – Zawołał i zabrał małe Smoczątka na pokład. Wydał rozkaz załodze, aby zatrzymali okręt, a sam wszedł na pokład i wypuścił Maluchy, aby mogły pofrunąć do swojej mamy. Przeprosił Smoczycę, za to, że zabrał jej jaja i wytłumaczył jej, że był pewien, iż jest to ukryty skarb. Smoczyca, dostrzegła dobre intencje Kapitana i ucieszona widokiem swych pociech przyjęła przeprosiny. Co więcej już wkrótce stała się wielką przyjaciółką Kapitana. Od tej pory Błyskawica i jego załoga, z Kapitanem na czele, siali jeszcze większy postrach wśród innych załóg. A to za sprawą smoków, które zawsze fruwały w ich pobliżu. Smoków gotowych w każdej chwili przyjść Kapitanowi z pomocą.
Przyszła wreszcie i królewna, a świnka morska tak jej się spodobała, że kupiła ją od kuglarza i dała mu za nią dużo pieniędzy. Zanim kuglarz wręczył świnkę morską królewnie, szepną zwierzątku na ucho: – Gdy królewna podejdzie do okna, wleź szybko pod jej warkocz. Gdy królewna wróciła do zamku, pobiegła zaraz do okien.
Był ciepły, słoneczny dzień. Każdy w taki dzień myśli tylko o tym by zaszyć się cieniu, schowany przed słońcem, najlepiej z odrobiną wiatru, który owiewałby spocone od gorąca włosy z zimnym lodem truskawkowym w ręku. W taki dzień jedyne na co ma się ochotę, to leniuchować, leżąc na brzuchu na kolorowym kocu położonym na trawie i słuchać odgłosów wokół. Czas mija wtedy jakoś wolniej, a uśmiech sam pojawia się na naszej Didi wcale się nie uśmiechał. Siedział zapięty w swoim foteliku samochodowym, tuż przy oknie, mocno tuląc swojego Pieska Piotrusia i mając mocno skwaszoną minę. Tata kierował samochodem, mama siedziała obok taty, za oknem świeciło słońce. W samochodzie jednak nie było gorąco, ponieważ działała cudownie chłodząca klimatyzacja. W bagażniku leżały spakowane torby i bagaże, a w torebce na kolanach mamy znajdowały się przekąski. Samochód poruszał się w miarowym tempie, krajobraz za oknem przewijał się sennie.– Dlaczego musimy jechać nad to głupie morze? – mamrotał pod nosem sam do siebie Didi. Mógłbym teraz pluskać się w baseniku w kształcie żółwia przed domem, chłodząc sobie nóżki. Albo mógłbym zasypywać chłodnym piaskiem ze spodu piaskownicy zgrzane stópki. Albo pojeździłbym na moim rowerku, który teraz jest schowany w bagażniku… Na pewno jest mu tam smutno beze mnie. Ze mną miałby fajnie – zjeżdżalibyśmy z górki na pazurki tak szybko, że nawet mama by nas nie dogoniła ! O ! O ! Albo poszlibyśmy z tatą na spacer nad najbliższy zalew poobserwować pływające ryby. A nie jakieś wyjazdy ! Trzeba siedzieć w foteliku spokojnie i wpatrywać się okno. I to niby ma być fajne? – ostatnie zdanie wypowiedział już głośniej kierując je do rodziców.– Wszystko w porządku, kochanie? – zapytała mama odwracając się w jego stronę i uśmiechając ciepło. -Nie. – odpowiedział naburmuszony. – Nie martw się, kochanie. Zaraz będziemy na miejscu – powiedziała jeszcze mama i odwróciła się w stronę taty dyskutując już nim cicho. Didi dalej wpatrywał się w okno. Te przesuwające się drzewa i droga sprawiła, że zaczęły mu się kleić oczka. Przecierał je raz za razem. W końcu jednak się poddał i zapadł w sen. Nie wie, jak długo spał, ale obudził się w łóżku. – Łóżko? – zapytał sam siebie zdezorientowany. – Dojechaliśmy? – zapytał, ale zauważył że nikt mu nie odpowie, bo jest sam w jakimś nieznanym pokoju. Zszedł z łóżka i stanął na podłodze. Rozejrzał się wokół. Obok łóżka znajdowała się mała szafka, a na niej telefon mamy. Nad szafką wisiał telewizor. Ściany miały kolor różowy, na podłodze był szary dywan. Przeszedł wzdłuż pokoju- znalazł małą łazienkę oraz szafę przy drzwiach a w niej bagaże z bagażnika. Chciał się jeszcze rozejrzeć, ale w tym momencie do pokoju weszli uśmiechnięci wyspany? – zapytał uśmiechnięty tata. Didi skinął głową na znak, że tak. – To super. – odpowiedziała mama i go przytuliła. – Chodź, idziemy na plażę – dodała otwierając szafę i pakując coś do torby. U Didusia powrócił zły humor. Nie chciał iść na plażę. Ale przypomniał sobie o czymś. – Czy mogę zabrać mój rower? Proszę ! – zapytał głośno mamę szarpiąc ją równocześnie za spodnie. – Wiesz, po plaży ciężko jest jechać na rowerku, ale po drodze można. Więc jeśli chcesz, to tak. – odpowiedziała nie patrząc na niego, tylko dalej pakując torbę. Didi aż podskoczył do góry z radości, a uśmiech zagościł na jego twarzy. – Ale fajnie, ale fajnie będzie rower, ale fajnie – zanucił chodząc po pokoju. Mama jeszcze kazała mu się przebrać w krótkie spodenki, podkoszulkę, sandały. Wysmarowała go jakimś białym kremem i ubrała na głowę kapelusz słomkowy z misiem ( jego ulubiony). Sama też ubrała się podobnie, wraz z tatą i wszyscy wyszli z się że mają pokój na samej górze, więc teraz musieli zejść na dół, a ilość schodów była ogromna. Jednak mama pozwoliła pojechać windą. Didi uwielbiał jeździć windą- mama pozwalała wtedy wciskać świecące przyciski z cyframi oznaczającymi piętra a w brzuszku czuło się taki śmieszny ścisk po którym Didi się śmiał. Dowiedział się od mamy, że aby zjechać na sam dół należy kliknąć „0”,a żeby wrócić na piętro, gdzie jest nasz pokój, należy wcisnąć „2”. A pokój w którym śpią ma na drzwiach naklejone cyfry „22”. Gdy zjechali wszyscy na sam dół, a winda się zatrzymała, otwarły się drzwi i chłopiec wybiegł nie mogąc się już doczekać, co zobaczy. Myślał, że gdy znajdą się na dole, będzie już na zewnątrz. Zdziwił się jednak, ponieważ jego oczom ukazał się widok kuchni wyłożonej kafelkami w kolorze niebieskim, a wszędzie wokół było pełno szafek. Czuł się trochę jak w domu, ale jednak inaczej. Była wielka lodówka, mikrofala, stół z krzesłami. Prawie jak w domu, tylko kolory inne. No i jakaś babcia. – Babcia? – powiedział zdziwionym głosem , właściwie sam do siebie, ale wyszło trochę głośno i „babcia” go usłyszała. Odwróciła się w jego stronę. – Nie, to nie babcia – pomyślał, trochę rozczarowany. – Jakaś Pani – powiedział sam do siebie. Ta „Pani” miała białe włosy spięte w „kitkę”, zupełnie jak Babcia Helka. Miała też biały fartuszek a pod nim niebieską sukienkę w kwiaty, na nosie wielkie okulary, a na nogach kapcie. Zupełnie jak babcia Helka. Nie miała jednak zarzuconej na plecy góralskiej chusty, usta miała jakieś dziwnie różowe i zdecydowanie nie była babcią Helką. – Witam, witam – powiedziała wprost do Didi, uśmiechając się szeroko tymi różowymi ustami, ściągając i odkładając na blat kuchenny rękawicę taką od piekarnika i idąc w jego stronę. Gdy już podeszła blisko zapytała : – Jak masz na imię? – Damian, ale wolę jak mi się mówi Didi- powiedział odważnie, podnosząc głowę wysoko. – Wie, Pani, ja naprawdę się złoszczę jak ktoś mi nie mówi Didi- powiedział już ciszej i robiąc groźną minę. – Tylko w przedszkolu jak Pani mi mówi Damian to jakoś to może być – wyjaśnił. Pani babcia roześmiała się głośno, ale serdecznie. Następnie schyliła się do Didi i podając mu rękę powiedziała, że nazywa się Perłowa Babcia. – Perłowa Babcia? – powtórzył Didi, nie rozumiejąc za bardzo, co to znaczy. Ale nie chciał pytać. W końcu ma pięć lat ! Jest duży! Wszystko wie ! Albo spyta mamy później… – Mamo, idziemy już ? – zapytał niecierpliwie mamy, nie mogąc się już doczekać, kiedy znów wsiądzie na swój ukochany rowerek. – Tak, tak, już idziemy- odpowiedziała. Zaczęła coś mówić do Perłowej Babci, ale Didi już nie słyszał, bo pobiegł w kierunku drzwi, ciągnąc za sobą tatę za zewnątrz znajdował się wielki ogród. Był taras z dachem, dwa leżaki, wielki bujany fotel. Było też pełno różnokolorowych kwiatów a wokół nich latały motyle i pszczoły. Jedne znał. Były fioletowe i rosły w ogrodzie mamy. Zbierali je razem. Jak się je ścięło to ładnie pachniały. Pomagał mamie pakować je do małych woreczków i wkładać do szaf z ubraniami. – Jak one się nazywały? Jak one się nazywały ?- pytał sam siebie, ale w tym momencie przyszła mama i odpowiedziała : – Lawenda, kochanie. – Przecież wiedziałem – odpowiedział robiąc obrażoną minę, a mama się roześmiała i zmierzwiła mu włosy. Na środku ogrodu stała jeszcze ogromna trampolina. Idąc przez ogród Didi wypatrzył auto rodziców i podbiegł do niego szybko. Tata otworzył bagażnik i wyjął z niego ukochany rower. Niebieski, z czarnym siedziskiem i czerwoną trąbką. Usiał na nim i zaczął pedałować, jadąc pośrodku asfaltową drogą mijając mnóstwo ludzi. Didi przyglądał im się dokładnie ale niestety, nikogo nie znał. Didi, niestety, bywał złośliwy. Dlatego też nie starał się omijać przeszkód, tylko celowo przejeżdżał kołem roweru po nogach siedzących obok drogi, na ławce, ludzi. Nawet nie przepraszał. Mama zwracała mu uwagę, ale na nic się to zdało. Gdy w końcu specjalnie przejechał po ogonie małego psa, mama zabrała mu rower, który od teraz miał nieść tata. Didi się z tego trochę ucieszył – zaczynały go już boleć nogi od pedałowania. Jeszcze miał zaproponować mamie, aby wzięła go na barana, ale nie zdążył, bo jego oczom ukazał się piękny widok. Zobaczył drewniane schody, mnóstwo schodów. Prowadziły ona na takie miejsce gdzie było mnóstwo piasku. A za nim całe miejsce zajmowała woda.– Mamo, czy możemy iść na tą wielką piaskownicę? Proszę ! Proszę!- zachwycony wołał do mamy, ciągnąc ją za rękę i podskakując. – Kochanie, to nie wielka piaskownica, tylko plaża. I właśnie tam zmierzamy. A ta woda wokół, którą widzisz, to morze. – opowiadała trzymając go za rękę i schodząc po zeszli po schodach i jego nóżki weszły na , jak to mama powiedziała, plażę poczuł znajome uczucie piasku w butach. Zdjął sandały siadając na piasku. Piasek był ciepły. Mama wzięła go za rękę i szli plażą. Tata szukał miejsca, gdzie nie będzie wielu ludzi. Gdy mu się to udało, rozłożył na piasku kolorowy koc z namalowanym delfinem a wokół rozłożył coś dziwnego… – To parawan. – wyjaśnił. – Rozłożymy go aby uchronić nas przed wiatrem i abyś lepiej mógł widzieć, gdzie się z mamą znajdujemy w razie, gdybyś odszedł gdzieś daleko – powiedział. Mama poprosiła aby Didi usiadł na kocu, a sama zaczęła wyjmować coś z torby. Na kocu znalazły się : zabawki do kąpieli, czepek, ręczniki, samochodziki, piłka, Piesek Piotruś, picie i przekąski. Didi już zaczął się powoli nudzić. – Mamo, co będziemy robić? – zapytał poruszając nogami zasypanymi piaskiem. – A co byś chciał? Możemy porzucać piłką, pochodzić po morzu, przejść się po plaży, poczytać, coś zjeść lub pobawić się w piasku- proponowała. – Gramy w piłkę? Nie chcę bawić się w piasku, moje samochody będą po nim brudne. – powiedział, tracąc powoli humor. – Dobrze. – uśmiechając się odpowiedziała mama. Zabrała piłkę, wstała i pokazała Didiemu, aby szedł za nią. Tacie kazali pilnować rzeczy. Odeszli troszkę, znajdując puste miejsce, gdzie mogliby porzucać piłkę. Grali w kolory. Jednak Didi dalej był niezadowolony. – „Ale nuda” – myślał robiąc nachmurzoną zobaczył niedaleko chłopca, który bardzo skupiony budował coś z piasku. Nie widział dokładnie, bo skupiał się na rzucaniu piłki do mamy no i chłopiec zasłaniał budowlę swoim ciałem. Nagle przeciągnął się i zmienił pozycję. Didi mógł zobaczyć, co zbudował. Był to zamek z dwoma ogromnymi wieżami, na szczycie każdej znajdowała się flaga zrobiona z wykałaczki i papierka po cukierku. Wokół był rów z nalaną wodą i droga- most ze słomek do napoju. Chłopiec chyba się zmęczył bo odsunął się od swojego działa in położył obok na kocu, zamykając oczy, jakby chciał zasnąć. Didi nie zastanawiając się dłużej złapaną właśnie piłką rzucił wprost w budowę chłopca. Ten aż podskoczył z zaskoczenia. Piłka wylądowała idealnie na środku, niszcząc cały zamek i rozchlapując wodę wokół. Chłopiec zaczął rozglądać się wokół, szukając sprawcy. Didi się uśmiechnął. – Dobrze mu tak. – pomyślał. – Dlaczego on miałby mieć taki ładny zamek?- myślał dalej. Chłopiec zauważył Didiego, z ust zrobił podkowę i zaczął płakać. Mama zorientowała się co się stało. Zaczęła wypytywać Didiego, dlaczego tak zrobił. Ten udawał, że zrobił to nie specjalnie. Mama kazała mu przeprosić chłopca. Nie chciał tego robić i bardzo go to zezłościło, ale wiedział, ze dopóki nie przeprosi, mama nie da mu spokoju. Po tym wszystkim mama zaczęła prawić mu kazania, ale on nie wracać w kierunku taty. Gdy już znaleźli się na swoim miejscu, mama opowiedziała wszystko tacie. Tata był zły, ale Didi nie zwracał na to uwagi. Sprawiało mu radość dokuczanie innym. Gdy mama rozmawiała z tatą, on wyjął z torby przekąski i zaczął je jeść. Gdy skończył, zostały papierki. Szybko spojrzał, czy rodzice nie patrzą i zakopał je pod piaskiem. Zaczęło robić się późno i mama z tatą zaczęli zbierać rzeczy. Mama prosiła, aby pomógł, ale powiedział że jest zmęczony. Bawił się teraz w piasku zasypując swoją żółtą koparkę i nie chciał tego przerywać. Gdy zobaczył, że rodzice już kończą, szybko wrzucił koparkę do torby mamy nie obsypując jej z piasku, ubrał sandały na nogi i czekał gotowy. Mama wzięła go za rękę i zaczęli iść w kierunku hotelu. Tata niósł rower na plecach, ponieważ Didi stwierdził, że za bardzo bolą go nogi, aby na nim jechał. Zamiast tego jednak podskakiwał całą drogą i przeskakiwał dziury w hotelem tata schował rower do bagażnika, a mama poszła odnieść torby. Didi chciał zostać tatą w ogrodzie- miał ochotę poskakać na trampolinie. – To już nie jesteś zmęczony? – zapytał tata, zdyszany i zmęczony po niesieniu jego roweru całą drogą. – Moje baterie się troszkę podładowały- odpowiedział szybko w międzyczasie ściągając buty i wdrapując się na trampolinę. Zaczął skakać, a tata usiadł na leżaku, przymykając oczy. – Chyba jest zmęczony- pomyślał Didi, ale nie przejął się tym zbytnio. Gdy znudziło mu się skakanie na trampolinie, podbiegł do taty, ale okazało się, że zasnął. Ubrał więc buty i postanowił poszukać mamy. Wszedł do kuchni, ale wycofał się szybko i schował za ścianą, wystraszony odgłosami. A mianowicie tym, że mama płakała. I to bardzo płakała ! Didi słyszał, jak głośno pociąga nosem i raz za razem siąka nim w chusteczkę. Usłyszał też część rozmowy. – Ja już nie mam sił – płakała. – On jest taki niegrzeczny ! Dokucza innym, niszczy zabawki innym dzieciom, nie słucha ani mnie ani męża, nie potrafi być spokojny nawet przez minutę ! To co mówię, do niego nie dociera! Mogę zwracać uwagę, krzyczeć, zabraniać a on i tak nadal tak postępuje! Nie mam już sił…- tutaj rozszlochała się już na dobre a Perłowa Babcia podała jej kolejną chusteczkę i ją przytuliła. Didiemu zrobiło się niesamowicie przykro. -No, może był trochę niegrzeczny- pomyślał. Przypomniał sobie jak marudził całą drogą nad morze, jak specjalnie przejeżdżał rowerkiem po nogach innych ludzi oraz po ogonie małego pieska, jak mówił że jest zmęczony tylko po to by tata niósł jego rower bo jemu się już nie chciało, lub żeby rodzice po nim sprzątali. Przypomniał sobie, jak zniszczył budowlę chłopca i jak ten wtedy płakał. Przypomniał sobie jak zakopał papierki zamiast wyrzucić je do kosza i jak wrzucił brudną koparkę do torby mamy mimo że wiedział, że jest w niej jedzenie. To nie było zbyt miłe, faktycznie – mówił sam do siebie. Zrobiło się mu przykro i żal mamy ale mimo to wrócił do ogrodu i zaczął wąchać swoją ulubioną lawendę. Lubił ten zapach, poprawiał mu humor. Po jakimś czasie do ogrodu weszła mama. Już nie płakała. Uśmiechała się troszkę, a w rękach trzymała kanapki z masłem, szynką i małe pomidorki. Położyła wszystko na stole w ogrodzie, a Didi od razu zasiadł do kolacji. Mama wróciła niosąc jeszcze ciepłą herbatę. Podeszła do taty i obudziła go buziakiem, zaprosiła na kolację. Tata ją przytulił i razem zasiedli do stołu. Didi przypomniał sobie że nie umył rąk, ale nie chciało mu się iść teraz to robić. Gdy mama o to zapytała, powiedział że umył przed chwilą, tylko tata nie widział, bo spał. Po kolacji wszyscy poszli na górę, wzięli kąpiel, przebrali się w piżamy. Mama przeczytała Didiemu jeszcze ulubioną bajkę i później wszyscy razem poszli spać, tuląc się zaczął cicho chrapać, mama spała wtulona w Didiego, jednak ten nie mógł zasnąć. Ciągle myślał tylko o tym, jak mama płakała. Zrobiło mu się znów smutno. Jednak zaraz zrobił się na nowo śpiący, więc wtulił się mocniej w ramię mamy, nakrył kołdrą aż po uszy, zamknął oczy i zasnął. Rano obudził się jako pierwszy. Tata i mama dalej spali. Leżał chwilę i już mu się zaczynało nudzić, ale nie chciał jakoś budzić rodziców. Postanowił sam zwiedzić trochę „dom” i może poszukać czegoś do jedzenia. Wyszedł z łóżka, ubrał kapcie które mama naszykowała obok łóżka i w piżamie wyszedł z pokoju. Wszedł do windy, nacisnął „1”. Chciał zobaczyć, co znajduje się na innym piętrze, niż ich „2”. Wyszedł, przeszedł się po korytarzu, ale wszystko wyglądało identycznie. Wrócił do windy i nacisnął „0”. Wszedł do kuchni i skierował się wprost do lodówki. – Masło, szynka, parówki, pomidory, ser, dżem…- wymieniał patrząc na zawartość. – Parówki. Zdecydowanie mówił sam do siebie. Chciał je wyjąć, ale nie mógł ich dosięgnąć, były za wysoko. Rozejrzał się i zobaczył krzesło nieopodal. Złapał za nie i przesunął w stronę lodówki. Krzesło nie było ciężkie, ale robiło wielki hałas. Udało się. Wdrapał się na krzesło, wyjął dwie parówki, położył na blacie i zszedł z krzesła. Odłożył krzesło na miejsce znów robiąc niesamowity hałas, ale już nie zwracał na to uwagi. Spojrzał na parówki i zorientował się, że ich nie podgrzeje- dzieciom nie wolno przecież obsługiwać się kuchenką. A mikrofali włączyć nie umiał. – Trudno, zimne też powiedział na głos, wzruszając ramionami. Wziął i położył parówki na stole. Zaczął otwierać po kolei wszystkie szafki szukając widelca i talerza. Jakiś talerz leżał na blacie więc go wziął. W jednej z szuflad pod kuchenką znalazł widelec. Zasiadł w końcu do swojego śniadania. Zmarszczył brwi, ponieważ parówka nie byłą pokrojona, tak jak lubił. – No ale przecież mama śpi! – przypomniał sobie, uderzając się lekko ręką w czoło. Nabił więc całą parówkę na widelec i zaczął usłyszał kroki. – Czyżby mama?- pomyślał, ale jadł dalej. To jednak nie była mama. W jego stronę zmierzała Perłowa Babcia. Uśmiechając się zajęła krzesło obok niego. – Smacznego- powiedziała. Didi nie odpowiedział. Jadł dalej. Nie miał ochoty z nią rozmawiać. Minął jakiś czas. Zjadł już prawie wszystko, a Babcia dalej siedziała obok i nic nie mówiła. – Czemu nic nie mówisz?- zapytał, nie wytrzymując. – A co mam mówić?- odpowiedziała z uśmiechem. – Nie wiem. Cokolwiek. Moja Babcia Helka ciągle coś mówi- powiedział szybko przypominając sobie swoją Babcię. Lubił Babcię Helkę – ciągle coś opowiadała. – A czemu nazywasz się Perłowa Babcia? To twoje imię?- zapytał. – Tak na mnie mówią odpowiedziała. – A dlaczego? – Zaraz ci opowiem, ale może usiądziemy gdzieś wygodnie? – to mówiąc podała m u rękę i pokazała ręką by usiadł na ławie pod oknem w kuchni. Ława była wyłożona miękkimi poduszkami, a nad nią znajdowało się okno z widokiem na morze. Didi i Perłowa Babcia ułożyli się wygodnie i zaczęła się opowieść. – Dawno, dawno temu, ja też byłam małą dziewczynką, wiesz? Nie zawsze byłam babcią. Byłam mała, niewiele większa od Ciebie teraz. Włosy miałam zaplecione w dwa warkocze i związane różową wstążką na końcach. Nie lubiłam tych wstążek, ciągle je gubiłam, a mama na mnie za to krzyczała. A one same się gubiły! Eh, nieważne. Nie chciałam słuchać rodziców. Myślałam, że skoro nie jestem już dzidziusiem, to jestem na tyle duża by wszystko wiedzieć. A oni mi wszystkiego zabraniali, co fajne. „Nie skacz po kałużach w nowej sukience” na przykład mówili. A kałuże przecież tak fajnie chlapią ! „ Nie dokuczaj małym kotkom!”- a przecież nie dokuczałam ! Ja je ściskałam za ogon a one piszczały. „Dlaczego zniszczyłaś lalkę innej dziewczynce?”- pytali. A ja ją zniszczyłam bo mi się nudziło i chciałam na siebie zwrócić uwagę. Mieszkaliśmy z rodzicami tu, nad morzem. Codziennie tata zabierał mnie na plażę- był rybakiem. Łowił ryby wczesnym rankiem a potem prosił, abym pomagała mu nosić wiadra z tymi rybami. Wiadra nie były ciężkie, ale nie chciało mi się tego robić więc wyrzucałam ryby do morza aby popłynęły z powrotem albo chowałam przed tatą, a ten się złościł. – Mam nadzieję że znajdziesz kiedyś „Zmienną Perłę” i staniesz się dobra i miła – mawiał. Opowiadał mi wtedy że jego prapradziadek też był taki jak ja. Pewnego dnia, zbierając muszelki po plaży, jedna z nich przykuła jego uwagę. Muszla była wyjątkowo duża, z różowymi szlaczkami. Gdy ją dotknął, otwarła się delikatnie. Potrząsnął nią, a ona wydała dźwięk, jakby w niej coś było. Szybko zrzucił resztę trzymanych w ręku muszelek na piasek i zabrał się za otwieranie tej jednej. W środku znajdowała się najprawdziwsza perła- biała, błyszcząca, gładka, mieniąca się w słońcu. Zachwycił się nią. Chciał ją trochę potrzeć o ubranie bo była jakby ubrudzona z jednej strony i gdy to zrobił, stało się coś niesamowitego- perła rozbłysła niezwykłym, trochę różowym blaskiem, a on poczuł jak od jego ręki, przez ciało, aż do serca dociera dziwne uczucie ciepła. Zrobiło mu się bardzo przyjemnie i ciepło. Uśmiechnął się. Szczęśliwy chciał włożyć perłę do kieszeni spodni ale ta wyślizgnęła się nagle i poturlała wprost do morza. Biedny, szukał jej cały dzień, aż do zmroku, ale nie znalazł. Codziennie przychodził i szukał, ale nadaremnie. Perła zniknęła. Po kilku dniach przestał szukać. Jednak zauważył w sobie zmianę. Gdy ktoś go prosił o pomoc to już nie odmawiał tylko chętnie szedł pomóc. Zamiast dokuczać innym kolegom, zaczął się z nimi wspólnie bawić. Cały czas się teraz uśmiechał i był szczęśliwy. Tata opowiadał mi tę historię, ale dla mnie to była zwykła bajka. Dopóki ta historia nie spotkała i nie szukałam muszelek. Po prostu Perła sama mnie znalazła. Mogę nawet powiedzieć, że uderzyła we mnie swoją mocą. I to dosłownie. Chodziłam raz po plaży wieczorem. Zerwał się ogromny wiatr, zanosiło się na burzę. Ja jednak nie zamierzałam słuchać rodziców i wracać do domu. Wtedy to właśnie jedna ze wzburzonych fal była tak silna, że uderzyła we mnie i coś uderzyło mnie w głowę. Stałam na plaży i byłam cała mokra. I zła. Już mogłam sobie wyobrazić co mama na to powie. W dodatku coś uderzyło mnie w głowę, jakby kamień. Guz rósł mi na czole i bolał niesamowicie. Gdy tak masowałam tego guza i pochylałam głowę by jednocześnie potrząsać nogami w celu wylania wody z butów, zobaczyłam że przede mną leży coś błyszczącego. Rozejrzałam się by zobaczyć czy nie grozi mi kolejna fala, porwałam szybko z ziemi błyszczący przedmiot i zaczęłam biec w stronę domu. Burza była już naprawdę blisko i groziła mi ulewa. Kulkę włożyłam do kieszeni. Weszłam do domu i pobiegłam prosto do łazienki. Zrzuciłam z siebie mokre ubrania i przebrałam się w piżamę. Tylko ona była pod ręką. Kulkę wyjęłam z kieszeni spodni i pobiegłam prosto do swojego pokoju. Zajęłam miejsce przy biurku i włączyłam lampkę, żeby lepiej widzieć. Na mojej ręce spoczywała najprawdziwsza perła. Piękna. Biała jak mleko, błyszcząca, pod światło miała nawet takie złote jakby smugi w środku. Z jednej strony tylko była brudna. Chciałam ją wytrzeć. Plama szpeciła ją z szuflady ściereczkę, taką do okularów i zaczęłam pocierać. Stało się wtedy coś niezwykłego. Nie umiem tego nawet opisać! Perła zaczęła świecić, jakbym właśnie uruchomiła jakiś przycisk i była teraz jaśniejsza niż moja lampka na biurku. Mnie obiegło po ciele dziwne ciepło. Tak jakbym właśnie wypiła ciepłe kakao zaraz po tym jak byłam zmarznięta. Takie to było uczucie. W moich oczach pojawiły się łzy a na twarzy uśmiech. Zrobiłam się bardzo senna. Schowałam już nie świecącą perłę do pudełka po zapałkach i włożyłam do szuflady przy łóżku. Położyłam się i zasnęłam od razu. Gdy rano się obudziłam sprawdziłam dziesiątki razy to pudełko- perły nie było. Godzinami szukałam jej po pokoju- na próżno. Perła zniknęła. Ale nie wiedzieć czemu- nie smuciło mnie to. Zamiast tego zauważyłam, ze podczas szukania, zamiast bałaganu, zrobiłam porządek. Nawet mnie to zaskoczyło. Sama od siebie miałam ochotę pójść z tata pomagać przy rybach. I faktycznie pomagałam- wiadra nie były dla mnie, o dziwo, ciężkie i sprawnie mi to szło. Tata był szczęśliwy że nam tak szybko idzie i po pracy zabrał mnie na lody. Ja, skacząc po kałużach, podnosiłam sukienkę nad kolano, dzięki czemu nie brudziłam ubrania i mama nie musiała ich czyścić. Stałam się miła dla wszystkich i już nie dokuczałam. Opowiadałam też wszystkim o tym, co mnie i mojego prapradziadka spotkało. Ale nikt mi nie uwierzył… Zamiast tego zaczęto mnie nazywać „Perłową Babcią”. To już cała opowieść- zakończyła Babcia i zaczęła wstawać z ławy. Didi był tak zaskoczony tą opowieścią, że nawet się nie poruszył. Babcia zaczęła jakby nigdy nic krzątać się w kuchni. Didi poderwał się z miejsca i pobiegł wprost do windy. Chciał wrócić do i zobaczył, że rodzice już nie śpią. Powiedział im, że już jadł śniadanie ale może zjeść jeszcze coś. Przebrał się i razem z rodzicami zszedł jeszcze raz do kuchni. Tym razem Babci nie było. Didi nie powiedział nic rodzicom o historii, którą nie dawno usłyszał. Zjadł z rodzicami jeszcze płatki z mlekiem. Gdy jadł, myślał cały czas o opowieści. Po śniadaniu postanowili pójść na plażę. Minęło już trochę czasu i Didi stwierdził, że opowieść Babci to po prostu bujda. Postanowił o niej zapomnieć. Tym razem nie wziął ze sobą roweru. Chciał iść za rękę z mamą. Całą drogę jednak skakał i wyrywał się mamie, a ta denerwowała się, bo obawiała się, ze wpadnie pod samochód. Ostatecznie tata wziął go na barana. Z góry mógł wszystko dobrze widzieć i na początku się mu to podobało ale w połowie drogi już zaczęło nudzić. Dlatego też do osób, które mijali, wystawiał język. Rodzice tego nie zauważyli. Gdy wystawił język jednej z babć mijanych po drodze, ta aż złapała się za głowę. Było to dla niego bardzo śmieszne. Gdy doszli na plażę i rozłożyli koce, rozebrał się i chciał wejść do wody. – Idziesz sam?- zapytał tata. – Przecież dzieci nie mogą wchodzić same do wody, zapomniałeś?- dodał. Didi westchnął głęboko, ale poczekał na tatę. W wodzie było już sporo innych ludzi. Tuż obok nich pływała w rękawkach mała dziewczynka. Gdy ktoś wokół niej zaczynał chlapać, lub gdy woda wpadła jej do oczu, zaczynała szybko machać rękami i łapać powietrze, jakby się miała utopić. Najwidoczniej bała się wody. Didiego to bardzo śmieszyło. Sam potrafił pływać – uczęszczał z mamą na basen. Gdy położył się na wodzie, obrócił się tak, aby nogi były skierowane w kierunku dziewczynki i wtedy zaczął z całej siły uderzać nogami o wodę. Dziewczynka chcąc osłonić się przed chlapiącą wodą zaczęła uderzać energicznie rękoma, przez co o mało nie wpadła do wody. Jej mama wyciągnęła ją z wody i wtedy to zaczęła płakać. Poszły w stronę swojego koca. Didi zaczął się śmiać ciesząc się z tego, że teraz będzie miał więcej miejsca na swoje pływackie pływanie szybko mu się znudziło. Wyszedł z wody, wziął tatę za rękę i wrócili na koc, gdzie opalała się mama. Nie chciał wycierać się ręcznikiem. Mama nadaremnie tłumaczyła mu że należy wytrzeć się do sucha i posmarować kremem z filtrem. Chłopiec zaczął bawić się w piasku. Czas mijał, jego koparki toczyły właśnie wielką bitwę w piasku, a jego zaczęła swędzieć skóra. Podrapał się raz – nie pomogło. Podrapał się drugi raz- zaczęło boleć . Spojrzał na swoje ręce- były czerwone jak trąbka w jego rowerku albo pomidor. Mama zauważyła co się dzieje. – Musimy szybko zejść ze słońca. Poparzyło cię- To wszystko przez to ze mnie nie słuchałeś – dodała zła. Didi wzruszył tylko ramionami. Miał w nosie jakieś oparzenie. Był głodny. Chętnie by coś zjadł. Zaczął zbierać swoje koparki gdy nagle- co to? Przez przypadek odkopał swoje wczorajsze papierki . Jednak jeden papierek miał dziwne wybrzuszenie. Jakby w środku znajdował się cukierek. Jednak nie miał czasu obejrzeć go dokładniej, ponieważ rodzice wołali go, gotowi do drogi powrotnej. Schował więc szybko papier z zawartością do kieszonki i poszedł za nimi. W hotelu mama umyła go w chłodniejszej wodzie i wysmarowała jakąś maścią. Gdy wyszła, aby przynieść mu coś do picia, podszedł szybko do szafy, wyjął jej torbę i wziął z niej parę ciastek. Były całe z piasku, który się obsypał z wczorajszych koparek, które tam wrzucił. – To nic, przecież co może mi zrobić taki piasek?- pomyślał, a potem zjadł wszystkie. Zdążył w samą porę, zanim wróciła mama. Wypił wodę i położył się w łóżku. Sparzona skóra go paliła, ale dzięki maści, która nałożyła mama – trochę mniej. Jednak zaczął go bardzo boleć brzuch. Bolał coraz mocniej i mocniej. Mama się zaniepokoiła. Didi przyznał się że zjadł brudne ciastka. Mama wysłała więc tatę do apteki, a sama znów poszła na dół po coś do picia i jakiś Didi był sam, przypomniał sobie o papierku w kieszonce. Wyjął go teraz. Gdy rozwinął złotko, aż przetarł oczy ze zdziwienia. – Nie wierzę !- wykrzyknął. W samym środku papierka leżała perłą z opowieści Babci. – To mi się tylko tak wydaje, to mi się tylko tak wydaje – powtarzał, nie wierząc. Zaczął się zastanawiać. Przypomniał sobie swoje złe zachowanie z wczoraj i to, jak mama płakała. Przypomniał sobie też opowieść Babci. Zdecydował. – Zrobię to !- powiedział. Nasłuchiwał czy mama już wraca, ale nic nie usłyszał. Wziął więc głęboki wdech i potarł perłę rękawem. Nic. Obejrzał ją- byłą biała jak mleko, gładka, błyszczała się gdy podstawiał ją w stronę światła. Potarł z drugiej strony, ale i teraz się nic nie wydarzyło. Słysząc kroki nadchodzącej mamy zaczął pocierać o kołdrę, o bluzkę, o chusteczkę ale nadaremnie. Perła nie zaświeciła blaskiem ani nie poczuł ciepełka w serduszku. Zrezygnowany i zmartwiony włożył perłę do kieszeni. Wypił syropy od mamy i się rano już bez bólu brzucha. Rodzice spali. Didi zaczął zastanawiać się nad perłą. Postanowił ją wyjąć. Sprawdził jedną kieszeń- nie ma. Sprawdził drugą- nie ma. Po omacku szukał ją ręką pod kołdrą, ale nie znalazł. Długo myślał. W końcu postanowił . – Po co mi jakaś głupia perła? Przecież nie potrzebuję jakiejś błyszczącej kulki żeby sprawić mamie uśmiech na twarzy. M gę to zrobić sam ! Zszedł po cichu na dół i poszedł wprost do pokoju Babci. Obudził ją i poprosił o pomoc. Chciał przygotować śniadanie. Tym razem to Babcia ugotowała parówki. Didi pomógł rozłożyć talerze i sztućce, wrzucił plasterki cytryny do herbaty i wyjął z najniższej półki w lodówce (tam dosięgał) małe pomidorki i ułożył na talerzu tak, aby miały kształt uśmiechniętej buzi. Babcia położyła na talerze ugotowane parówki, dodała chleb i ketchup. Gdy już wszystko było gotowe, w samą porę, weszli rodzice. Zdziwili się na ten niecodzienny widok, ale uśmiechnęli się szeroko. Uściskali Didiego i dali mu po soczystym buziaku. Wszyscy razem, wraz z Perłową Babcią, zasiedli do śniadania. Po wszystkim Didi poprosił Babcię, aby pokazała mu, jak załadować naczynia do zmywarki. Nawet pozwoliła mu ją włączyć ! W drodze na plażę tym razem Didi szedł grzecznie i spokojnie a na miejscu zaczął bawić się z innymi dziećmi, a nawet podał piłkę dziewczynce, która ją zgubiła. Po powrocie do hotelu zaproponował zanieść torbę mamy do pokoju, aby ta mogła odpocząć. Gdy wracał usłyszał, że mama znów rozmawia z Babcią. – Nie mogę uwierzyć w taką zmianę ! Jest taki grzeczny! Nie uwierzy Pani, jak on się ładnie bawił z innymi! Ani razu nie musiałam mu zwracać uwagi! – mówiła przejęta. – I to śniadanie ! Aż miałam łzy w oczach ze wzruszenia!- dodała. – Może znalazł moją perłę?- wtrąciła Babcia mrugając jednym okiem. Tego Didi już nie mógł słuchać. Wpadł na środek kuchni, podparł się rękami pod boki i zaczął mówić: – Jaka perła? To zwykła bajka! Znalazłem wczoraj jedną Myślałem że jest magiczna ! Wyglądała tak, jak Babcia mówiła, ale potarłem i nic się nie stało! Nic! Wrzuciłem ją więc do kieszeni. Uznałem że jest mi nie potrzebna. Po co mi jakaś głupia kulka? Sam mogę być grzeczny. Nawet to fajne. Zamiast płakać inni się chcą ze mną bawić. I jak tak się wszyscy ze mną bawią, a ja im nie dokuczam to moja buzia się uśmiecha. I jest mi przyjemnie i w moim serduszku czuję ciepełko. Ale perłą tego nie zrobiła! To ja sam!- ostatnie zdanie wręcz wykrzyczał i wyszedł do ogrodu. Usiadł na schodach. Za nim wyszli rodzice. Tata objął go z jednej strony, a mama z drugiej. – Wiesz, my Cię zawsze kochamy. Nieważne jak się zachowujesz. Jednak cieszymy się, że chcesz być dla innych miłych. Dzięki temu inni są mili dla Ciebie, a Ty jesteś powiedziała mama i ucałowała go w Wiesz co, mamo? – zapytał Didi. – Tak? – Ja od dzisiaj będę miły. To dużo fajniejsze. I uśmiech na twarzy jest fajny. I to że Wy się więcej do mnie śmiejecie jest fajne. Od dzisiaj będę taki uśmiechnięty. I żadna perłą nie będzie mi w tym zakończył z uśmiechem na twarzy. Całą trójka mocno się przytuliła a następnie poszła skakać wspólnie na trampolinie. Nie mieli już ochoty wracać na plażę. Nie potrzebowali już żadnej opublikowaliśmy dzięki uprzejmości Autorki, Pani Edyty Zając (©).Polecamy
Piramidy egipskie były pomnikami zmarłych, ale nie zawsze służyły za grobowiec, miały także stanowić dom dla duszy zmarłego. Były symbolem boskości faraona, jego przetrwania i władzy przezwyciężającej nawet śmierć. Pierwsze groby faraonów, zwane mastabami, były proste. Były to kwadratowe budynki z pomieszczeniem wewnątrz na
Nagrody Cała Polska czyta dzieciom - książki dla dzieci 0-4 lat Opis książki Zielony żółw Franklin znany jest dzieciom na całym świecie z serii powszechnie lubianych książeczek oraz popularnych filmów animowanych. Każdy tomik to osobna historia o niezwykle ważnych sprawach z życia przeciętnego kilkulatka. Tym razem Franklin próbuje przezwyciężyć strach przed burzą. Postacie wykreowane przez autorki są wzorcem nie tylko dla dzieci, lecz także dla rodziców, a ich przeżycia pozwalają odnaleźć się w niełatwych sytuacjach życiowych. Franklin bardzo boi się burzy. Koledzy pomagają mu przezwyciężyć ten strach, wymyślając wesołe historyjki na temat tego zjawiska. W końcu burza się kończy, ale czy starania kolegów przyniosły pożądane efekty? Kup teraz Warto zobaczyć W domuW mieścieWycieczkiKsiążkiDla rodzicaKonkursyRozrywkaSpecjalneKatalog
Bajka logopedyczna, opowiadanie czy historyjka oprócz tego, że usprawnia narządy mowy dziecka, to również uwrażliwia na różnorodność świata dźwięków, mobilizuje do myślenia i poprawnej werbalizacji, przygotowuje do nauki czytania. Poniżej zamieszczam kilka moich opracowań i zachęcam Rodziców do wykorzystywania ich
Szczegóły Utworzono: 30 styczeń 2022 Odsłony: 385 Wierszyk dla dzieci - Krawiec Niteczka W pewnym miasteczku gdzieś na południu jeżeli wierzyć babcinym słowom mieszkał tu krawiec sam mistrz Niteczka tuż przy ulicy zwanej Krawcową Czytaj więcej: Krawiec Niteczka Szczegóły Renia Utworzono: 20 styczeń 2022 Odsłony: 363 Wierszyk dla dzieci - Babcine opowieści W izbie ciepło i radośnie iskry w kominku tańcują a w babcinych opowieściach bajki jak cienie się snują Czytaj więcej: Babcine opowieści Szczegóły Renia Utworzono: 25 listopad 2021 Odsłony: 455 Wierszyk dla dzieci - Ucz Matuś dzieci swej mowy Ucz Matuś dzieci swej mowy by ją w szacunku miały gdziekolwiek los poniesie o niej nie zapomniały Czytaj więcej: Ucz Matuś dzieci swej mowy Szczegóły Agnieszka Chudzik Utworzono: 07 listopad 2021 Odsłony: 741 Wierszyk dla dzieci - Technikoludek i języki Technikoludek zwiedzić świat chcePoznać dalekie kraje i ich językiWiedza ważna jest - on to już wieBo poznał że streams to strumyki Czytaj więcej: Technikoludek i języki Szczegóły Agnieszka Chudzik Utworzono: 07 listopad 2021 Odsłony: 485 Wierszyk dla dzieci - Kim jest Technikoludek Kim jest TechnikoludekTen co robotem się zwie?Czy to mały krasnoludekCo o języku dużo wie? Czytaj więcej: Kim jest Technikoludek Szczegóły Agnieszka Chudzik Utworzono: 07 listopad 2021 Odsłony: 508 Wierszyk dla dzieci - Podróż z Technikoludkiem Z Technikoludkiem w podróż ruszamy Robaczkom wciągaczkom się nie damy Na podwórku aparatem poklikamy Pokażemy, jakie ładne zdjęcia mamy Czytaj więcej: Podróż z Technikoludkiem Szczegóły Renia Utworzono: 06 listopad 2021 Odsłony: 563 Wierszyk dla dzieci - Może czegoś się nauczy Siadła sroka na gałęzi lamentuje zawiedziona moi drodzy przyjaciele dziś zostałam okradziona Czytaj więcej: Może czegoś się nauczy Szczegóły Renia Utworzono: 06 listopad 2021 Odsłony: 604 Wierszyk dla dzieci - Sprytna myszka W ogródku pod krzaczkiem róży siedzi myszka i narzeka -Idzie burza będzie lało chyba muszę tu przeczekać Czytaj więcej: Sprytna myszka Szczegóły Renia Utworzono: 18 wrzesień 2021 Odsłony: 684 Wierszyk dla dzieci - Jesień już blisko Wrześniową zadumą pachną ogrodyrabatki się mienią calutkie w kwiatachwiatr tańczy walca pośród gałęzikusząc dojrzałym owocem lata Czytaj więcej: Jesień już blisko Szczegóły Renia Utworzono: 10 sierpień 2021 Odsłony: 588 Wierszyk dla dzieci - O jakiego ptaka chodzi? A cóż to się znowu dziejesroka straszny zamęt siejeże gość przyleciał z Afrykisamolotem z Myszką Miki Czytaj więcej: O jakiego ptaka chodzi? Grunt to zaufanie Gość z Afryki Super Babcia Atrybut dobrej czarownicy Koń u dentysty
Zachęcamy do oglądania. Fot. Walt Disney Pictures 4. Anastazja. Jeśli chodzi o najpiękniejsze bajki dla dzieci, to warto tutaj wspomnieć o Anastazji. Choć to dość stara bajka – z 1997 roku, zdecydowanie warta jest obejrzenia, opowiada o losach księżniczki Rosji – tytułowej Anastazji, która traci pamięć i trafia do sierocińca.
Gdzieś na dalekiej pustyni – wśród niedużych drzew i bardzo wysokich traw gorącej afrykańskiej sawanny, mieszkała siedmioletnia żyrafa Klementynka. Razem z nią – jej tata Maurycy, mama Michalina, młodszy braciszek Gucio, siostrzyczka Celinka i cała reszta wielkiej żyrafiej rodziny – ciocie, wujkowie, kuzyni i kuzynki. Klementynka bardzo ich wszystkich kochała. Dlatego uwielbiała wspólne rodzinne wycieczki. Najbardziej lubiła, tuż po szkole, chodzić do oazy – nad rzekę i razem z kuzynostwem długo figlować w wodzie. A za wyścigami w obgryzaniu ulubionych liści z drzewa akacjowego, Klementynka wręcz przepadała. Bo nie miała sobie w tym równych – niemal wszystkie pierzaste akacjowe liście, nawet te najdrobniejsze, za każdym razem znikały w jej pyszczku niepostrzeżenie. I choć po wszystkim, czasem bolał Klementynkę bardzo najedzony brzuszek, ona wcale na to nie narzekała. Bo i z tym świetnie sobie radziła. Dobrze wiedziała, jak go masować, by przestał boleć, niemal w jednej chwili. A gdy już poczuła się lepiej – zadowolona z siebie i dumna ze swojego zwycięstwa, biegła co sił w jej cienkich żyrafich nóżkach, by odebrać swój upragniony medal z kory baobabu. A potem nosić go dumnie na długiej szyi. W takich chwilach Klementynka bardzo lubiła – swoją szyję, wszystkie cztery nóżki, brzuszek, główkę i ogonek – lubiła całą siebie – bo zapominała wtedy o tym, czego tak bardzo jej brakowało. O czym marzyła, za czym tęskniła, co bardzo chciała zobaczyć na swoim, od zawsze białym futerku. Chciała, by na jej główce, na nóżkach, brzuszku, nawet na ogonie – niczym ubranko – pojawiły się wreszcie brązowe łatki. Bo odkąd Klementynka pamiętała, nigdy ich tam nie było – nawet jednej. A ona tak bardzo pragnęła w końcu cieszyć się własnymi łatkami. Każdego dnia, wciąż od nowa oglądać swoje „łaciate ubranko”. Tak jak robiła to mama, tata, Gucio, Celinka – każdy wujek i ciocia – kuzyn i kuzynka. Marzyła, by każdego ranka wesoło witać łatki – wszystkie razem i każdą z osobna. A nocą, gdy po ciemnym niebie wędrował pyzaty księżyc – mówić im dobranoc. Klementynce było czasem ogromnie smutno i ciężko bez łatek. Czuła się tak, jakby ktoś – po cichu, całkiem po kryjomu, zabrał jej ubranko i zostawił – zupełnie samą, taką nieubraną. Bardzo się tym martwiła, mocno to przeżywała. Zwłaszcza wtedy, gdy na przerwach w szkole, tuż za plecami, słyszała śmiechy i złośliwe żarty kolegów i koleżanek. Było jej niesłychanie przykro, gdy – raz po raz – pokrzykując, rzucali za nią uszczypliwe – Golas, Golas! A chwilę potem, wybuchali głośnym śmiechem. Wtedy Klementynka coraz mocniej czuła, jak jej serduszko ściska żal, a do małych jak węgielki oczu, napływają wielkie łzy. I niczym dwa strumyki, płyną po jej poczerwieniałych od wstydu policzkach. A ona, choć ze wszystkich sił się stara, to w żaden sposób nie może ich zatrzymać – łzy wciąż płyną i płyną. Niemal bez końca. W takich chwilach Klementynka najbardziej nie znosiła swojej długiej szyi i nóżek. Ze wstrętem myślała o swoim brzuszku, główce i ogonku – nie chciała wcale na siebie patrzeć. W jednej chwili zapominała o wszystkim, co uwielbiała – co sprawiało, że czuła się najszczęśliwszą ze wszystkich żyraf na świecie. O wesołych figlach w rzece, ulubionych akacjowych listkach. Nawet upragniony medal z kory baobabu wcale jej wtedy nie cieszył. Czuła się taka nieporadna, brzydka i nikomu niepotrzebna, przez nikogo niechciana. Nie lubiła nawet maleńkiego kawałeczka siebie. Cierpiała tak mocno, że chciała całkiem zniknąć – gdzieś daleko, nie wiadomo gdzie – i nigdy już nie wrócić. Ale nadszedł pewien wyjątkowy dzień… Tego dnia słońce wstało bardzo wcześnie, budząc Klementynkę swymi promykami. A mała żyrafa, otwierając powoli zaspane jeszcze oczy, sennie przeciągała się w pachnącej pościeli z palmowych liści. By już po chwili wstać i – ku swojemu zaskoczeniu – szerokim, radosnym uśmiechem przywitać nowy dzień. Ten radosny uśmiech naprawdę ogromnie Klementynkę zaskoczył. Bo zwykle budząc się rano, wcale się nie uśmiechała. Zazwyczaj bała się nowego dnia w szkole. Z niepokojem myślała o tym, co się wydarzy. O koleżankach i kolegach, ich głośnym śmiechu i pokrzykiwaniach. Często mówiła do mamy – „Bardzo się boję, mamusiu!” – masując przy tym brzuszek, obolały ze strachu. Ale tego dnia Klementynka w ogóle nie czuła strachu. Wcale go nie było. Więc ucieszona, ale mocno tym zdziwiona, spokojnie zjadła na śniadanie krem akacjowy, który przygotowała dla niej mama. A potem – nadzwyczaj chętnie i pewnym krokiem, ruszyła w drogę do szkoły. W szkole ranek zaczął się jak zwykle – głośnym dzwonkiem na lekcje. Ale Klementynka czuła, że właśnie dziś, i właśnie w szkole wydarzy się coś wyjątkowego. Dlatego – mocno przejęta, podnosząc do góry spuszczoną zwykle głowę, weszła do klasy. A tam, koledzy i koleżanki – wszystkie lwiątka, antylopy, gepardy, małpki i słoniątka – jedno przez drugie – śmiały się do siebie i rozmawiały. A że – pani wychowawczyni – Zebry Stefanii nie było jeszcze w klasie, to rozmawiały tak głośno, że nawet Klementynki nie zauważyły. A ona, cicho usiadła w swojej ławce – z bambusowego plecaka wyjęła piórnik, zeszyty i książki. Po czym, zaciekawiona, przysłuchiwała się rozmowom. Jednak już po krótkiej chwili wszystkie rozmowy i śmiechy umilkły. Przerwał je głośny stukot kopyt, a w klasie zrobiło się całkiem cicho. Bo właśnie weszła Pani Zebra. Ale tym razem nie przyszła sama. Tuż za nią – nieśmiało i cichutko – szedł mały i całkiem biały – nikomu nieznany gość. Choć miał pyszczek, uszy, ogon, łapki – takie jak małe lwiątka czy gepardy, to nie miał na sobie żadnych cętek – jak one. Wszystko miał białe. A zdziwione i zaskoczone tym zwierzątka bardzo uważnie mu się przyglądały. Poruszone, szeptały między sobą, niektóre nawet cicho się śmiały. Tylko Klementynce nie w głowie był śmiech ani szepty. Mała żyrafa posmutniała. Patrzyła bez słowa na nieznajomego gościa i zastanawiała się – czy zgubił swoje ubranko? Czy też, tak jak ona – bardzo za nim tęsknił, bo nigdy go nie miał? Klementynka mocno nad tym rozmyślała. Lecz w pewnym momencie przerwał jej głos wychowawczyni:– Dzień dobry dzieci. Powiedziała spokojnie. – uśmiechając się do swoich uczniów.– Dzieeeeń dobryyyy! – odpowiedziały zgodnym chórem, głośno i przeciąglezwierzątka. Po czym, Pani Zebra, powoli obracając się w stronę nieznajomego gościa, radośnie dodała:– To jest Tari, Wasz nowy kolega. Od dziś będzie chodził z Wami do klasy. Bardzo proszę, przywitajcie się z nim. Po tych słowach w klasie rozległo się głośne – Cześć Tari! A potem każde ze zwierzątek przedstawiło się nowemu koledze, głośno wypowiadając przy tym swoje imię. Ale Tari odpowiadał tylko cichutkim i drżącym – Cze… cze… cześć... Bo powitanie nowych kolegów nie było dla niego łatwe. Wśród nowych znajomych, w nowym dla siebie miejscu, czuł się onieśmielony i nieco przestraszony. Aż do chwili, gdy spostrzegł, że tuż obok niego, Pani Zebra rozkłada na podłodze duże, słodko pachnące, puchate poduchy z kwiatów i liści akacji – układając z nich wielkie koło. Tari uwielbiał zapach kwiatów akacji. Potrafił zbierać je do małych bambusowych koszyków, tak szybko, jak nikt inny. Marzył przy tym, by kiedyś zrobić z nich perfumy. Więc uradowany, natychmiast wskoczył na największą poduchę i rozłożył się na niej wygodnie, zachwycony jej zapachem. Lecz wkrótce potem, widząc zdziwienie na pyszczkach nowych kolegów i koleżanek, rozejrzał się wkoło niepewnie. I dopiero teraz zauważył, że tylko jedna poducha była zajęta, a on właśnie na niej leżał. Gdy pośpiesznie chciał wstać, Pani Zebra uspokajająco pogłaskała go za uchem, prosząc, by został na swojej poduszce. A kolegów i koleżanki zaprosiła, by dołączyli do poduszkowego kręgu. I już po chwili nie było nikogo, kto siedziałby w ławce. Nawet Klementynka – niemal jednym susem – wybiegła ze swojej, choć niesłychanie ją lubiła. Tym razem nikt nie śmiał się z małej żyrafy, nawet przez moment. Przejęte wydarzeniem zwierzątka, radośnie biegły tuż za Klementynką. A zaraz potem, z wypiekami na policzkach, rozłożyły się wygodnie na miękkich, pachnących poduchach. By szeroko otwierając oczka, z uwagą słuchać, jak Pani Zebra opowiada starą magiczną afrykańską historię o tym, jak dawno, dawno temu nad sawanną rozszalała się wielka burza. Ulewny deszcz padał tak długo i mocno, aż zalał wszystko, co spotkał na swojej drodze. A silny huragan unosił w powietrze, co tylko mógł i porywał ze sobą, gdzieś daleko. Nikt nie wiedział gdzie. Ludzie bali się ogromnie. Nie wiedzieli, co się z nimi stanie. Wtedy bardzo stary afrykański czarownik opowiedział im o lwiątku, jakiego nikt wcześniej nie widział. Mówił, że już niedługo urodzi się gdzieś w afrykańskim buszu – pośród wysokich traw sawanny. I choć tak jak wszystkie inne lwiątka, będzie miało malutki pyszczek, uszka, ogonek i cztery łapki, to jego mięciutkie futerko będzie całkiem białe. Nigdzie, ani na pyszczku, ani na łapkach, nawet na ogonku lwiątko nie będzie miało ani jednej malutkiej cętki. A gdy dorośnie, gdy już będzie białym lwem – z ogromną, puszystą i lśniącą grzywą, przegna znad sawanny wszystkie groźne huragany, burze i ulewy. I tak się stało. Biały lew nigdy nie pozwolił zrobić ludziom krzywdy. Opiekował się nimi bardzo troskliwie. Żadna burza, huragan ani ulewa już nigdy nikogo nie skrzywdziły. Gdy Pani Zebra skończyła swoją opowieść, w klasie zrobiło się tak cicho, że słychać było nawet najmniejszy szelest. Oczy Klementynki, małych lwiątek, antylop, gepardów, małpek i słoniątek patrzyły teraz na Tariego. Zdawały się pytać nowego kolegi – też tak potrafisz? Pani Zebra natychmiast zauważyła zaciekawione spojrzenia swoich uczniów i spokojnie, z uśmiechem w głosie powiedziała:– Świat jest ogromny i potrzebuje różnych zwierzątek. Tych w kropki, w paski, w cętki, w łatki i tych, których futerka są bez tego. Bo każde z nich potrafi robić coś zupełnie innego. Coś, w czym nie ma od siebie lepszego. Biały lew, o którym Wam opowiadałam, był mistrzem w przeganianiu groźnych burz huraganów i ulew. A Wy? W czym jesteście mistrzami? To mówiąc, Pani Zebra ściszyła głos. A zwierzątka, niemal jedno przez drugie, chciały opowiedzieć wszystkim wkoło o tym, co robią tak dobrze, jak nikt inny. Gdy przyszła kolej na Klementynkę, mała żyrafa pochwaliła się swoim medalem z kory baobabu. Nawet go wszystkim pokazała. Bo właśnie dziś zabrała go ze sobą do szkoły. I z dumą w głosie opowiadała o tym, jak szybko pierzaste liście akacji znikają w jej brzuszku. Koledzy i koleżanki, patrzyli na nią zdziwieni ogromnie. A potem długo oglądali medal, podając go sobie nawzajem. I co jakiś czas niemal pokrzykując z podziwu. Klementynka widząc to, uśmiechała się ucieszona, a jej małe serduszko radośnie biło coraz szybciej i szybciej. Niedługo potem, Tari przekonywał wszystkich, że nie przeganiał jeszcze nigdy żadnej burzy huraganu ani ulewy. Ale chyba najszybciej na świecie zbiera kwiaty akacji. A po krótkim namyśle, dodał – kiedyś sam zrobię akacjowe perfumy. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale właśnie w tym momencie, niespodziewanie przerwało mu głośne i radosne – ja chcę perfumy, ja chcę! To Klementynka, aż krzyknęła na samą myśl o perfumach, tak samo akacjowych, jak jej ulubione listki. Po czym, mocno zaskoczona i lekko zawstydzona swoim zachowaniem, spuściła głowę w dół, a na jej policzkach pojawiły się dwa niezwykle duże i czerwone rumieńce. Widząc to, Pani Zebra spokojnym krokiem podeszła do małej żyrafy, swoją pasiastą nogą delikatnie objęła ją za jej długą szyję i ciepłym głosem powiedziała:– Klementynko, jeśli poprosisz – myślę, że Tari chętnie podaruje Ci pachnący prezent.– Tak, tak! Zrobię dla Klementynki najpiękniejsze perfumy na świecie! Rozległo się z głębi sali. To Tari, nie czekając ani chwili, zawołał głośno i radośnie, słysząc słowa Pani Zebry. A mała żyrafa, wyszeptała tylko cichutkie – dziękuję. I uśmiechnęła się nieśmiało. Od tamtego dnia Klementynka i Tari byli najlepszymi przyjaciółmi. Koledzy i koleżanki już nigdy nie śmiali się z małej żyrafy. Niemal codziennie, prawie na każdej przerwie, wciąż zachwycali się medalem i wypytywali Klementynki, kto nauczył ją tak szybko połykać akacjowe listki. A ona, szczęśliwa i od ucha do ucha roześmiana, cierpliwie, i wciąż od nowa, opowiadała o wszystkim, prawie jednym tchem. Jej białe futerko też już nikomu nie przeszkadzało. Wszyscy z zachwytem mu się teraz przyglądali. Bo zauważyli, że w blasku słońca niezwykle pięknie lśniło i połyskiwało. Na domiar tego, Klementynka poczuła – zupełnie niespodziewanie, że było niezwykle mięciutkie. I tak przyjemnie ją otulało. Teraz każdy dzień w szkole mijał Klementynce radośnie. Żadnej przerwy już się nie bała. Bo złośliwych śmiechów już słychać nie było. Umilkły uszczypliwe pokrzykiwania. A gdy pewnego dnia Tari podarował Klementynce pachnący akacjowy prezent. Mała żyrafa aż podskakiwała z radości – dziękuję, dziękuję! Pokrzykiwała. A chwilę potem, już spokojnie i ostrożnie otworzyła mały, pękaty, zielony flakonik, – uwalniając z niego ogromną – pachnącą chmurę. I nie zdążyła nawet mrugnąć okiem, a już wszystko wokół – nawet jej białe futerko, cudownie pachniało akacjami. Teraz już każdego ranka – szczęśliwa – i jak nigdy dotąd radosna Klementynka – z przejęciem czesała i perfumowała swoje białe, lśniące, mięciutkie futerko. Cieszyła się tym przeogromnie. Bo w całej żyrafiej rodzinie, tylko ona takie – nie lada ubranko nosiła. Tylko ona takie miała. Zasypiankowa książka – Jeżyk Cyprian i przyjaciele O autorcePani Jola Nartowska jest absolwentką studiów pedagogicznych w specjalnościach pedagogika opiekuńczo – wychowawcza oraz pedagogika rewalidacyjna z wczesnym wspomaganiem rozwoju dziecka. Z zainteresowaniem zgłębia wiedzę dotyczącą psychologii dziecka oraz zagadnień pokrewnych. Pani Jola osobiście jest niepełnosprawna ruchowo. Ze względu na to, problemy związane z niepełnosprawnością są jej dobrze znane i bardzo bliskie. Chętnie napisze bajki na zamówienie. Zainteresowanych prosi o kontakt mailowy na adres: jla2204@ Bajki Pani Joli zostały wydane w formie książeczki i można ją kupić tutaj. Polecamy! O ilustratorcePani Anna Czajkowska z wykształcenia, zawodu i pasji jest psychologiem. Wiele lat temu ukończyła Psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. W wolnych chwilach czyta, czyta i jeszcze raz czyta, czasem coś napisze oraz tworzy obrazy, grafiki, ilustracje i humorystyczne komiksy paskowe o blaskach i cieniach Rodzicielstwa. Jej ilustracje znajdziecie na stronie
Bajki dla niemowląt: do czytania. Czytaj dziecku bajki przynajmniej przez 20 minut dziennie. Głośne czytanie dobrze wpływa na rozwój dziecka nie tylko w zakresie mowy, lecz także rozwoju emocjonalnego, poczucia własnej wartości, budowania więzi z rodzicem. Na wspólne czytanie nie musisz czekać do momentu, aż dziecko samo nauczy się
Lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim przyjaciół poznaje się w polskie © Piotr Walczak, 2022 Pewnego razu, przez wielką pustynię wędrowała karawana. Podróżni jechali na wielbłądach i koniach przez wiele dni, co jakiś czas zatrzymując się w oazach, gdzie uzupełniali zapasy wody i odpoczywali przed dalszą wędrówką. Któregoś dnia na pustyni rozpętała się burza piaskowa. Wicher wzniecił takie tumany piasku i pyłu, że zrobiło się ciemno i nic nie było widać. Trwało to przez kilka godzin. Kiedy burza ucichła, a tumany opadły, okazało się, że brakuje jednego wielbłąda, konia i… osła, który także podróżował razem z karawaną. Podróżnicy pogodzili się z utratą zwierząt i podążyli w dalszą drogę. Tymczasem zagubiony koń szedł przed siebie oszołomiony niedawną burzą i natrafił na wielbłąda. Wielbłąd był na wpół przysypany piachem i nie mógł ruszyć się z miejsca. – Pomogę ci się wydostać – powiedział koń i kopytami zaczął odgrzebywać piach, w którym ugrzązł wielbłąd. Po jakimś czasie piasek był już na tyle rozgarnięty, że wielbłąd mógł samodzielnie stanąć na nogi. – Dziękuję przyjacielu – rzekł do konia. – Teraz musimy odnaleźć karawanę. – Ale jak? – strapił się koń. – Nie wiadomo w którą poszli stronę. – Karawana poszła na północ – oświadczył wielbłąd. – Tak się składa, że znam się na kierunkach świata i wiem, w którą stronę trzeba iść. Wyruszyli więc we dwójkę, a kierunek wyznaczał wielbłąd. Po jakimś czasie natrafili na zagubionego osła, który dołączył do nich i dalej podróżowali już we trójkę. Wędrówka była bardzo wyczerpująca, a karawany nigdzie nie było widać. Doskwierał im upał i pragnienie. Szczególnie to ostatnie mocno im się dawało we znaki. Kiedy więc dotarli do malutkiej oazy z kilkoma palmami i studnią, cała trójka bardzo się ucieszyła. Obok studni stało wiadro wypełnione wodą. Gdy osioł zobaczył wodę, rzucił się pędem w jej kierunku. – Zaczekaj – krzyknął za nim koń. – Ostrożnie! Osioł na ten krzyk jednak nie zważał. Dobiegł do wiadra, ale nie wyhamował w porę i uderzył w nie nogą. Wiadro wywróciło się, woda wylała i natychmiast wsiąkła w piasek. Kiedy koń z wielbłądem dobiegli do studni, zastali osła jak zlizuje kilka ostatnich kropel z wiadra. – Ech, ty ośle – jęknął koń. – Starczyłoby dla nas wszystkich, a teraz żaden się nie napije. Osioł zakwiczał na to głupawo, a wielbłąd w ogóle się nie odezwał. Cała trójka zajrzała do studni. Woda była głęboko. Tylko człowiek mógł spuścić wiadro na dół i ponownie je napełnić. Człowieka jednak w oazie nie było. – Wygląda na to, że nasza karawana tu była i ludzie napełnili wiadro wodą – powiedział wielbłąd i wskazał na ślady w piasku, które ginęły gdzieś na północnym horyzoncie. – Musimy iść za nimi – dodał i ruszył po śladach. Koń poszedł za wielbłądem, a za koniem osioł. Wędrowali tak przez długi czas, coraz bardziej wyczerpani, aż w końcu dotarli do kolejnej oazy. Osioł dostrzegłszy studnię z daleka, nabrał nagle niespożytych sił i puścił się w te pędy w jej kierunku. – Zaczekaj! – krzyknął koń i pobiegł za nim. Wyprzedził osła i zagrodził mu drogę do wiadra, które stało obok studni wypełnione wodą, tak jak w pierwszej oazie. – Pozwólcie najpierw mnie się napić – poprosił osioł, gdy dołączył do nich wielbłąd. – Jestem najmniejszy i najmniej wytrzymały z nas trzech. Koń popatrzył pytająco na wielbłąda. – Cóż, ja najdłużej mogę wytrzymać bez wody – powiedział wielbłąd. – Ty decyduj, czy osioł pierwszy może się napić – rzekł do konia. Koń spojrzał na osła, który zrobił bardzo nieszczęśliwą minę. Żal mu się go zrobiło, i mimo, że bardzo chciało mu się pić, zgodził się, żeby ten napił się pierwszy. Osioł rzucił się z radosnym kwikiem do wiadra i zaczął pić. Nim się koń z wielbłądem spostrzegli, osioł wypił całą wodę. Ilustracja: Sebastian Bauman – Coś ty narobił!? – zarżał koń z oburzeniem. – Nie zostawiłeś dla nas nawet kropli! – No… tak się jakoś złożyło – zakwiczał osioł mlaskając, bo woda bardzo mu smakowała. Koń z wielbłądem zajrzeli do studni. Woda była głęboko i tylko człowiek mógł ponownie napełnić wiadro. Ludzie jednak odeszli wraz z karawaną. Osioł do studni nie zaglądał, bo woda już go nie interesowała. Położył się zadowolony w cieniu pod palmą i zaczął ziewać. – Musimy iść dalej – rzekł wielbłąd. – Na to wygląda – poparł go koń, mimo, że był bardzo wyczerpany. – Ja nie idę – odezwał się osioł. – Jestem zmęczony i muszę odpocząć – dodał i odwrócił się na drugi bok. Koń z wielbłądem popatrzyli po sobie i bez słowa ruszyli po śladach na piasku, które zostawiła karawana. Ślady ginęły gdzieś w wydmach na północy. Kiedy osioł podniósł głowę i popatrzył w tamtym kierunku, zobaczył tylko dwie majaczące sylwetki rozlewające się w falującym od gorąca powietrzu. Prychnął z zadowolenia i usnął. Koń z wielbłądem, słaniając się na nogach, wsparci jeden o drugiego, wędrowali jeszcze przez bliżej nieokreślony czas. Wszystko zlewało im się w jedno: pustynia, skwar i pragnienie wody. W końcu koń opadł już z sił zupełnie i runął na piasek. Wielbłąd nie był w stanie go podnieść i poszedł dalej. Zdawało mu się, że w oddali majaczą zielone liście palm. Koń śnił. Śnił, że galopuje po plaży wzdłuż bezkresnego jeziora. Nadbiegające fale omywały brzeg, a kopyta rozpryskiwały wodę na wszystkie strony. Krople spadały na grzywę i na łeb, przyjemny chłód rozlewał się po ciele. – Woda… – jęknął koń, poruszając łapczywie językiem i nozdrzami. Otworzył oczy. Nad nim stał wielbłąd i poił go wodą wprost ze swojego pyska. – Skąd masz wodę? – spytał koń z wysiłkiem. – W pobliżu jest oaza, studnia i wiadro wody. Nabrałem trochę i ci przyniosłem – odparł przyjaciel. Koń poczuł jak odzyskuje siły. Trudno było mu określić, czy te siły wracają pod wpływem wody, wdzięczności do wielbłąda, czy też pod wpływem bliskości oazy. Dość powiedzieć, że stanął na nogi i, podtrzymywany przez wielbłąda, zdołał dojść do studni w trzeciej oazie. Tutaj zgodnie wypili wiadro wody, odpoczęli nieco, a nabrawszy sił, ruszyli w ślad za karawaną, której świeże ślady ginęły gdzieś za linią piasku i nieba. I tak się stało, że gdy dotarli do następnej oazy, zastali w niej swoją karawanę. Co się stało z osłem, tak naprawdę nie wiadomo. Jedni mówią, że ruszył po jakimś czasie za wielbłądem i koniem, ale zgubił się na pustyni i przepadł bez wieści. Drudzy twierdzą, że odnalazła go inna karawana. Bez względu na to, jaki był ostateczny los osła, sprawdza się w tej historii mądrość przysłowia, że lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć. Przysłowie o tym, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, również znajduje tu zastosowanie. K O N I E C Mam nadzieję, że bajka Ci się spodobała 🙂 Zapraszam do czytania innych opowieści z tej strony. Jeśli chcesz dorzucić cegiełkę do jej rozwoju, możesz kupić moją książkę „Herbus Poziomka” w wersji drukowanej, jako e-book lub audiobook. Pozdrawiam, Piotr Walczak Tak Piotrze, kupuję!
Koń popatrzył pytająco na wielbłąda. – Cóż, ja najdłużej mogę wytrzymać bez wody – powiedział wielbłąd. – Ty decyduj, czy osioł pierwszy może się napić – rzekł do konia. Koń spojrzał na osła, który zrobił bardzo nieszczęśliwą minę. Żal mu się go zrobiło, i mimo, że bardzo chciało mu się pić, zgodził
Kuleczka tuliła się do swojej mamy, drżąc z chłodu i strachu po przeżyciach minionej nocy. Huragan przeniósł je daleko od rodzinnego cichutko, wtuliła główkę pod matczyne skrzydło. Mama ćwierkała uspokajająco:– Nie martw się, Kuleczko. Już minęło to, co najgorsze. Teraz tylko musimy odnaleźć nasze gniazdo.– I tatusia – ćwierknęła mała ptaszyna.– Tak, skarbie. Miejmy nadzieję, że wszystko dobrze się głosie wróblej mamy brzmiał smutek. Widziała przecież, jak ciśnięty wichrem konar ugodził jej męża, strącając go we wzburzone wody potoku. Nie chciała jeszcze o tym powiedzieć córeczce, ale nie miała większej nadziei.– Dobrze będzie, córciu. Sfruniemy teraz i troszkę się posilimy. Musimy odpocząć i nabrać sił. Porozmawiamy z innymi i znajdziemy jakoś drogę do gniazda. Na szczęście jest już dnia mama podjęła decyzję, mówiąc córce:– Rozmawiałam z naszymi kuzynami. Zaniosło nas daleko od gniazda, ale możemy odnaleźć drogę powrotną. Wylecimy niedługo.– A co z tatusiem, mamuś? Trzeba go poszukać, jeśli się zgubił – Kuleczka zaćwierkała cichutko i pisnęła pytająco.– Dużo o tym myślałam. Ale jednak polecimy, skarbie. Jeśli tatuś będzie nas szukał, to przyleci do koniec dnia po długiej podróży wróbelki zobaczyły znajomą okolicę i dotarły do rodzinnego gniazda. Było trochę uszkodzone, ale mama zajęła się naprawą i mogły w nim dalej dni upłynęły im na zwykłych zajęciach, ale już nie było tak samo, jak kiedyś. Tata się nie zjawiał. Mama była strapiona, widać było, że coś ją gryzie. Wreszcie zdecydowała się porozmawiać z córeczką.– Widzisz, Kuleczko – zaczęła. – To, co chcę ci powiedzieć, jest bardzo smutne. Boję się, że tatusiowi stało się coś złego. Być może nie zobaczymy go spodziewała się tego. Ale nie mogła się opanować. Zaczęła płakać.– To twoja wina! – krzyknęła. – Nie chciałaś poczekać na tatę. A jeśli on był chory i potrzebował nas? I nie mógł tu przylecieć? Dlaczego nie chciałaś poczekać? Dlaczego go nie szukałaś?Po chwili płakały następne dni Kuleczka czuła się bardzo źle. Przecież jedna burza nie może zniszczyć rodziny. Obowiązkiem ich jest szukać tatusia. Chciałaby, aby wszyscy byli razem w jednym gnieździe. Cierpiała. Miała żal do mamy, jednocześnie zaś chciałaby jej pomóc, a nie wiedziała dnia Kuleczka wałęsała się smutna. Dotarła na skraj brzozowego zagajnika, gdzie las stykał się z domami, zamieszkałymi przez ludzi. Usiadła na drewnianym płocie. Było tam kilka młodych wróbelków, które z ożywieniem omawiały różne plotki. Nie chciała słuchać ich radosnego ćwierkania. Sfrunęła na podwórze. Obok drewnianego domku na ziemi wygrzewał się zwinięty w kłębek piesek o jasnobrązowej sierści w białe łaty. Kuleczka podskoczyła do niego kilkakrotnie na swoich cienkich nóżkach i przekrzywiła łepek na bok.– Ćwir, ćwir, dzień nastawił uszy, otworzył oczy, uniósł głowę i zamerdał ogonem. Otworzył pysk, a spomiędzy białych ząbków wysunął się różowy język.– Hau, hau, dzień dobry, kruszynko.– Nie jestem kruszynka, tylko Kuleczka – zaszczebiotała.– Bardzo ładnie się nazywasz. A ja jestem Puszek.– Och, to też ładne imię. Ciekawa jestem, czy wymyśliła je twoja mama, czy też tata?– Ludzie mnie tak nazwali, hau. Nie znam swoich rodziców. – Oczy pieska przygasły, a uszy opadły.– Och, przepraszam cię. Nie chciałam ci sprawić przykrości.– Nie szkodzi, Kuleczko. Kiedyś z tego powodu było mi bardzo smutno. Chyba coś się stało zaraz po moim urodzeniu. Nie pamiętam ani taty, ani mamy. Ale teraz jestem szczęśliwy. Ludzie, u których mieszkam, to prawdziwi przyjaciele. Bardzo dobrze się rozumiemy. Uratowali mnie, gdy byłem ciężko chory. Czuję się wśród nich jak w rodzinie. Kocham ich, a oni mnie.– Puszku, jesteś szczęśliwy. Chociaż… – Kuleczka zastanowiła się głęboko. – To musiało być straszne, gdy czułeś, że nie masz ani taty, ani mamy. Ze mną tak jest teraz. Jestem bardzo smutna, bo tata nam zaginął. Mama chyba już się z tym pogodziła, ale ja nie mogę. Chciałabym, żebyśmy byli wszyscy bliżej ku pieskowi. Wreszcie mogła komuś opowiedzieć o tym, co ją gnębi. Słuchał uważnie.– Rozumiem cię, Kuleczko – powiedział, gdy skończyła swą opowieść. – Ale widzisz, w życiu jest tak, że zdarzają się bardzo trudne chwile. Lecz to, co złe i smutne, przemija, a życie przynosi dużo dobrego. Z tobą też tak będzie.– Ale kiedy, Puszku? – Kuleczce zaszkliły się oczka.– Nie wiem, kiedy. Ale wiem, że każdy dzień przynosi jakieś niespodzianki i niektóre z nich są miłe. Rozumiem, że brak ci taty. Ale może wróci. A póki co masz mamę, która z pewnością bardzo cię kocha. Na pewno też potrzebuje ciebie. Czy wiesz, jak musi być jej smutno, gdy widzi, że cierpisz? Trzymajcie się razem, a będzie wam lżej. Na pewno też spotkasz dobrych przyjaciół, tak jak ja spotkałem.– Dziękuję ci za te słowa. A ty – czy chciałbyś być moim przyjacielem?– Ależ oczywiście, Kuleczko! Właśnie chciałem cię o to poprosić, hau, hau. – Z tym słowami ogonek Puszka zaczął tańczyć wesoło. – Nie miałem jeszcze przyjaciela wśród wróbli. Czuję, że masz wrażliwe serduszko, a to wiele znaczy. Będę bardzo szczęśliwy.– Och, Puszku, jak to dobrze! – Kuleczka zaszczebiotała i podskoczyła aż pod uśmiechnięty pyszczek powąchał Kuleczkę i delikatnie polizał ją po główce. Uśmiechnęła się.– Wiesz, Puszku, co teraz zrobię? Polecę do mamy i opowiem jej o tobie. Chcę, żeby wiedziała, że jestem już spokojniejsza i bardziej ufna. Ale niedługo wrócę do ciebie, chcesz?– Oczywiście. Będę na ciebie czekał, hau, hau, hau.– Do widzenia, Puszku, ćwir, pomachała pieskowi skrzydełkiem i przejęta poleciała do gniazda, żeby opowiedzieć o swoim przyjacielu. Chciała też powiedzieć mamie, jak bardzo ją kocha. Autor bajki: Habibi. Więcej bajek autora w zbiorze Opowieści z różnych światów.
  1. Ε клызвоպ
    1. Тሞη вጪձ ωጨефут
    2. Уχ цеμо ጼοктуледա խглοբуδኺ
  2. Иզ кроδисреζ
    1. Уչеզежапа ቼ т оչаգገ
    2. Лθниձοпсоፆ а чо
  3. Լуዒиξጊре нθзв υгиለу
    1. Տу бዒջа
    2. Рагօжо յ аφυկи нիклθረሽв
Jest to bajka terapeutyczna, której główną bohaterką jest dziewczynka poruszająca się na wózku inwalidzkim. Jesienią 2020 r. w serii „Bajkowa Książniczka” wydano dwie jej bajki: „Lalka Lucy” i „Osioł Mateusz”. Posłuchaj. Wszelkie kopiowanie i rozpowszechnianie utworów w jakiejkolwiek formie bez zgody autora będzie
Najlepsze bajki do czytania dla dzieci – 30 najlepszych bajek Czytanie bajek dzieciom to świetny sposób na wspólne spędzanie czasu i wzmocnienie więzi. Tego rodzaju zajęcie ma jednak znacznie więcej zalet. Bajki pozwalają najmłodszym poznawać świat, a także rozwijać wyobraźnię. Co więcej, przeżywanie przygód wspólnie z ulubionymi bohaterami, uczy empatii. Dla dzieci to pierwsze szansa na odróżnienie dobra od zła. Nieodłącznym elementem bajek jest przecież morał, który ma pokazywać, dlaczego wybrane postawy są nagradzane, a inne karcone. Sympatyczni bohaterowie sprawiają, że dziecko może się z nimi identyfikować, to jednocześnie jego pierwsi przyjaciele. Nie brakuje bajek, które od lat towarzyszą nam, zapisując się tym samym we wspomnianych z dzieciństwa. To właśnie, te bajki z długoletnią historią niezmiennie zachwycają i poruszają dzieci na całym świecie. Nic więc dziwnego, że jest tak wiele tytułów, które są niemal cały czas na nowo przepisywane, a nawet ekranizowane. Które z nich warto wybierać? Poniżej przygotowaliśmy subiektywną listę 30 wyjątkowych bajek do czytania dla dzieci. Z pewnością warto poznać je wszystkie. 1. Calineczka Opowieść o małej dziewczynce, która nie bała się spełniać swoich marzeń, od wielu lat inspiruje mnóstwo dzieci. To świetna historia pełna przygód pozwalająca poznać najmłodszym wielu bohaterów, szczególnie ze świata zwierząt. Odnajdziemy tu złą ropuchę, chytrego chrabąszcza czy biedną jaskółkę. Calineczka udowadnia, że zawsze trzeba walczyć o swoje marzenia, a przy tym nie można zapominać o szczęściu innych osób. Dobro jest bowiem jak bumerang i zawsze wraca do osoby, która je czyni. Nie ważne są przy tym cechy zewnętrzne, gdyż nawet osoby niskiego wzrostu mogą zostać bohaterami. Calineczka przypadnie do gustu zwłaszcza małym dziewczynkom, chociażby ze względu na fakt, że główna postać jest płci żeńskiej. 2. Jaś i Małgosia „Jaś i Małgosia” to baśń opowiadająca o rodzeństwie, które zostało pozostawione w lesie na własną zgubę. Zła macocha nie chciała ich w swoim domu i namówiła męża, aby pozbył się dzieci, na co ten po długich namowach przystał. Jaś od razu przyjmuje rolę dzielnego brata, który zajmuje się swoją przerażoną siostrzyczką. Kiedy trafiają do domku złej czarownicy, która kusi ich słodyczami, zostaje on uwięziony i od tej pory to Małgosia musi wykonywać wszystkie rozkazy czarownicy. Kiedy tylko nadarza się okazja, dziewczynka zabija czarownicę i ratuje swojego brata, po czym oboje wracają do domu. To wyjątkowa, aczkolwiek nieco mroczna bajka, która stanowi przestrogę dla dzieci, aby nigdy nie ufać obcym osobom. Pokazuje jednocześnie, że odwaga pozwala wydostać się z każdej, nawet z pozoru beznadziejnej sytuacji i że dobro zawsze wygrywa, nawet jeśli wymaga to nieco więcej czasu. 3. Brzydkie kaczątko Bajka o pisklęciu, które przez przypadek wychowywało się w kaczej rodzinie, to historia uwielbiana na całym świecie od wielu pokoleń. Małe kaczątko było najbrzydsze z rodzeństwa, przez co na co dzień borykało się z wieloma trudnościami i przykrościami. Dokuczały mu zwłaszcza inne kaczątka, które dzięki temu, że były ładniejsze, czuły się lepsze. Kiedy jednak kaczątko dorosło, przeobraziło się w pięknego łabędzia, a jego widok zachwycił nawet złośliwe rodzeństwo. Ta bajka świetnie udowadnia więc, że nie można oceniać innych jedynie po wyglądzie czy pozorach. Uczy również akceptacji w stosunku do odmienności i wrażliwości na drugą osobę. Nigdy nie wiadomo, co ona czuje i jaka jest w rzeczywistości, jeśli nie zechcemy jej dobrze poznać. na ziarnku grochu Przystojny książę jeździł po całym świecie, aby znaleźć kandydatkę na żonę, jednak jego wędrówka okazała się bezcelowa. Każda księżniczka, którą napotykał na swojej drodze, okazywała się mieć jakąś wadę, której książę nie był w stanie zaakceptować. Zrezygnowany wrócił do zamku. Pewnej nocy przybyła do niego młoda dziewczyna podająca się za księżniczkę i szukająca schronienia. Matka księcia bardzo liczyła, że to ona okaże się tą jedyną dla jej syna, jednak nie zamierzała wierzyć jej na słowo. Podczas ścielenia łóżka, podłożyła pod grubą warstwę materacy i pierzyn ziarno grochu. Miało to na celu sprawdzenie, czy dziewczyna rzeczywiście jest prawdziwą księżniczką. Fakt, że nie będzie potrafiła zasnąć przez tak ukrytą przeszkodę, miał o tym poświadczać. Jak się okazało, księżniczka nie była w stanie zmrużyć oka, mimo że nie wiedziała o ziarnku grochu, które podłożyła królowa. Co więcej, na jej ciele pojawiły się nawet siniaki. Tak delikatne ciało mogła mieć tylko księżniczka, którą książę w niedługim czasie poślubił. Jak się więc okazało, prawda zawsze wychodzi na jaw, a żadne oszustwo nie ujdzie płazem. 5. Czerwony Kapturek Bajka pod tytułem „Czerwony Kapturek” to przestroga dla dzieci, przed tym, aby nigdy nie ufały obcym ludziom i słuchały się swoich rodziców. Dziewczynka, która nie posłuchała swojej mamy i w drodze do babci, idąc przez las, wdała się w rozmowę z wilkiem szybko zrozumiała, że nie było to odpowiednie zachowanie. Wilk zaczaił się na nią w domu babci, którą wcześniej połknął i próbował przechytrzyć Czerwonego Kapturka, co niestety mu się udało. Wszystko skończyłoby się źle, gdyby nie myśliwy, który rozpoznał wilka i rozciął jego brzuch, z którego wydostał się Czerwony Kapturek wraz z babcią. Ta bajka okaże się doskonałym wprowadzeniem do rozmowy z dziećmi o ostrożności i zachowaniu nieufności względem osób, których nie znają. 6. Dziewczynka z zapałkami Dziewczynka z zapałkami to baśń opowiadająca o ludzkiej obojętności, która doprowadzić może nawet do tragedii. Mała dziewczynka siedziała zmarznięta na ulicy i próbowała sprzedać pudełko zapałek. Przechodnie mijali ją jednak i zupełnie nie zwracali na nią uwagi. Było coraz zimniej, dlatego dziewczynka próbowała ogrzać się, rozpalając po kolei każdą z zapałek. Kiedy tylko ogień się pojawił, widziała cudowne rzeczy, jednak zaraz po jego zgaśnięciu, wracała do okrutnej rzeczywistości, aż skończyły się wszystkie zapałki, a wraz z nimi życie dziewczynki. Mimo że zakończenie bajki jest bardzo smutne, to uczy ona najmłodszych o tym, że nigdy nie powinni być obojętni na czyjąś krzywdę. Wzajemna pomoc jest bardzo ważna, a każdy kto potrzebuje pomocy, powinien ją otrzymać. 7. Królowa Śniegu Baśń opowiada o parze dzieci – Gerdzie i Kaju, którzy od dzieciństwa się przyjaźnili. Pewnego dnia do oka Kaja wpadł odłamek szkła. Jak się później okazało, pochodził on z diabelskiego zwierciadła. Sprawiło to, że chłopiec zupełnie zmienił swoje spojrzenie na świat, a wszystko, co do tej pory wydawało mu się wspaniałe, stało się okropne. W dodatku chłopca zwabiła do siebie zła Królowa Śniegu. Opuszczona Gerda postanowiła udać się na ratunek przyjaciela, po drodze przeżywając wiele przygód. Ta opowieść może nauczyć dzieci, że trzeba dbać o swoich przyjaciół, nawet kiedy nie zawsze są dla nas mili. Najważniejsze to nie poddawać się i wytrwale dążyć do określonego celu, tak jak zrobiła to Gerda, ponieważ dobro jest w stanie pokonać zło. 8. Kot w butach Po śmieci ojca rodzinny majątek zostaje rozdzielony na trzech synów. Najbardziej pokrzywdzony wydaje się być najmłodszy z nich o imieniu Jasiek, który w spadku otrzymuje kota. Jak się jednak okazuje, nie jest to zwykły kot, potrafi bowiem mówić i dorównuje inteligencją człowiekowi, a niekiedy jest w stanie go nawet przechytrzyć. Dzięki pomocy kota, Jasiek zostaje posiadaczem wielu bogactw oraz zamku. Chłopca nie interesują jednak dobra materialne pozyskane w sposób nieuczciwy, dlatego decyduje się je rozdzielić pomiędzy biednych chłopów, co pokazuje, że najważniejsza w życiu jest pokora i poczucie sprawiedliwości. 9. Kopciuszek Kopciuszek to historia o młodej dziewczynie, która traci matkę. Ojciec decyduje się ponownie ożenić, jednak jego nowa żona, jak i jej dwie córki, nie chcą zaakceptować dziewczyny. Zaczynają traktować ją jak służącą, dlatego jej dni wypełnione są sprzątaniem, gotowaniem i usługiwaniem przyrodnim siostrom. Kiedy w mieście odbywa się bal, macocha nie pozwala Kopciuszkowi w nim uczestniczyć, jednak dziewczyna zjawia się na nim dzięki pomocy dobrej wróżki. Podczas ucieczki gubi magiczny pantofelek. Zauroczony książę nie przestaje jej szukać i mimo że każda z młodych dziewczyn pragnie zostać jego żoną, on szuka posiadaczki pantofelka, aż znajduje Kopciuszka. Decyduje się ożenić z nieznajomą i pracowitą dziewczyną, co sprawia, że zmienia się jej dotychczasowe życie. Z bajki płynie morał, aby nie oceniać innych ludzi po statusie społecznym. Każda osoba jest wyjątkowa, a pokora i pracowitość zostają wynagrodzone. 10. Słowik W zamkowym ogrodzie cesarza Chin mieszkał słowik, który zachwycał mieszkańców swoim pięknym śpiewem. Cesarz kiedy dowiedział się o jego istnieniu, zapragnął mieć go u siebie, aby cieszyć się jego talentem. Kiedy jednak w prezencie od cesarza Japonii otrzymał mechanicznego słowika, który także potrafił pięknie śpiewać, pozbył się ptaka z murów zamku. Kiedy cesarz Chin leżał na łożu śmierci, mechaniczny słowik zawiódł, ponieważ przestał działać. Z pomocą przybył wtedy prawdziwy słowik, który obiecał towarzyszyć cesarzowi i umilać mu czas swoim śpiewem. Okazało się, że zwykły ptaszek jest więcej wart aniżeli złota i bogato zdobiona sztuczna zabawka. Prawdziwy ptak wykazał się wiernością, której sztuczny nie był w stanie zaoferować. 11. Roszpunka Roszpunka to piękna dziewczyna o włosach długich do samej ziemi, która została zamknięta w wieży przez złą czarownicę, skąd roznosił się jej śpiew. Książę usłyszał głos dziewczyny i od razu się w nim zauroczył. Odkrył, że do wieży dostać się można po włosach dziewczyny, jednak czarownica przyłapała go na gorącym uczynku. Obcięła wówczas dziewczynie włosy i wygnała ją do lasu, a księcia zamknęła w wieży. Po pewnym czasie udało mu się wydostać, lecz na skutek wypadku stracił wzrok. Odnalazł jednak ukochaną, gdyż rozpoznał jej śpiew w lesie, a ona uleczyła go swoimi łzami. Opowieść pokazuje zatem, że nie da się zniszczyć prawdziwej miłości. 12. Nowe szaty cesarza Cesarz uwielbiał nowe ubrania, dlatego chętnie się stroił i paradował przed swoimi poddanymi. Nie ukrywał przy tym, że pragnie być w centrum uwagi, a przy tym chce, aby inni mu zazdrościli. Na jego dwór przybyło dwóch oszustów podających się za tkaczy i obiecali uszyć mu odzienie z wyjątkowych materiałów, które są tak magiczne, że każdy kto je nosi, staje się niewidzialny. Cesarz zapragnął mieć takie szaty więc zatrudnił oszustów. Jego doradcy mieli nadzorować pracę tkaczy. Oszuści udawali, że pokazują im materiały, opisując ich wyjątkowość. Mimo że doradcy zupełnie ich nie widzieli, to nie chcąc wyjść na niemądrych i udawali, że szaty rzeczywiście są piękne. Oszukać w ten sam sposób dał się również sam cesarz, który zamiast w nowym odzieniu, paradował przed poddanymi nago. Bajka uczy prawdomówności i wiary we własny rozum. Jak się okazuje, nie należy ślepo podążać za innymi, bo można się wygłupić. 13. Dzielny ołowiany żołnierz Tytuł tej bajki nawiązuje do jej głównego bohatera. Ołowiany żołnierz, mimo że poddany został ciężkiej próbie, przez cały czas wykazywał się dumą i odwagą. Zachował spokój nawet gdy jego papierowa łódka zaczęła tonąć. W momencie, w którym połknęła go ryba, także nie popadł w panikę. Nie poddał się strachowi nawet gdy wpadł do kominka. Żołnierz uważał, że nosząc mundur, musi zachowywać się honorowo, dlatego ani razu nie krzyczał i nie prosił o pomoc. Kiedy został uratowany, powstrzymał wzruszenie, gdyż był zdania, że żołnierzowi nie przystoi płakać. Jego postawa z pewnością jest godna naśladowania i pokazuje, że warto zachować zimną krew nawet w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ panika w niczym nie pomaga, a zdrowy rozsądek pozwala wyjść z niej obronną ręką. 14. Świnki trzy Trzy sympatyczne świnki wyruszają w świat w poszukiwaniu fortuny. Każda z nich decyduje się na zbudowanie domu, jednak dwie z nich do tego celu używają nieodpowiednich materiałów, przez co wilk bardzo łatwo niszczy ich schronienie. Trzecia świnka jest jednak bardziej sprytna i dobrze zdaje sobie sprawę, że materiał do budowy domu powinien być solidny, dlatego wybiera cegłę. Wilk nie jest w stanie jej zniszczyć, a kiedy siłą próbuje dostać się do środka, wpada w zastawioną pułapkę. W ten sposób świnka przepędza na dobre złego wilka. Jest to możliwe dzięki jej rozsądkowi. Bajka świetnie udowadnia, że inteligencją i sprytem można sobie poradzić, gdy do czynienia mamy z silniejszym przeciwnikiem. 15. Pinokio Pinokio to baśń o drewnianym pajacyku, który pragnął zostać prawdziwym chłopcem. Staje się to możliwe dzięki wróżce, która odwiedza stolarza i ożywia jego marionetkę. Pajacyk musi jednak udowodnić, że zasługuje na to, aby zostać prawdziwym chłopcem, a poświadczyć o tym mają jego czyny. Czeka go długa podróż pełna przygód w czasie której wiele się nauczy. Morał jaki płynie z tej bajki dotyczy wiary we własne marzenia. Pinokio pokazuje, że warto walczyć o swoje pragnienia, a lojalność i uczciwość to jedne z najbardziej cenionych postaw. Ponadto, każdy może się zmienić, jeśli tylko bardzo się postara. 16. Piotruś Pan Głównym bohaterem bajki jest chłopiec o imieniu Piotruś, którego największym marzeniem jest pozostać na zawsze dzieckiem. Wraz z przyjaciółką Dzwoneczkiem, zabiera trójkę dzieci do swojej krainy – Nibylandii, gdzie wspólnie stawiają czoła przygodom, walcząc z okrutnym kapitanem Hakiem. Bajka przepełniona jest magią i ciekawymi historiami. Co ciekawe, jej bohaterowie nie są grzeczni, często nie budzą nawet sympatii, a mimo to bajka cieszy się dużą popularnością na całym świecie i to od wielu lat. Jak każda z nich niesie przy tym ze sobą morał, przestrzega przed egoizmem i uczy, że mimo wszystko należy postępować właściwie. 17. O wilku i siedmiu koźlątkach Bajka o siedmiu koźlątkach to przestroga dla najmłodszych, aby zawsze słuchały swoich opiekunów i nie dały się zwieść namowom innych ludzi. To także opowieść o matczynej miłości, która jest w stanie wszystko przezwyciężyć. Mimo że koźlątka zostały oszukane przez wilka, które je pożarł, to ich matce udało się je uratować dzięki sprytowi. Wydostała z brzucha zwierzęcia swoje dzieci, a w ich miejsce włożyła ciężkie kamienie, co pozwoliło unicestwić wilka. Zło zostało więc pokonane, a dobro zwyciężyło. Bajka jest potwierdzeniem tezy, że nie opłaca się źle postępować, ponieważ za złe uczynki spotka nas kara. 18. Jaś i magiczna fasola Biedny Jaś sprzedaje swoją krowę w zamian za worek z magicznymi ziarnami fasoli, aby zadbać o siebie i swoją mamę po śmieci ojca. Po zasadzeniu ziaren na jego podwórku wyrasta sięgająca do nieba latorośl z mnóstwem pnączy. Chłopiec decyduje się po nich wspiąć. Na samej górze znajduje się wielki zamek zamieszkały przez złego olbrzyma, a także kura znosząca złote jajka i harfa. Nie tylko ten magiczny przedmiot chłopiec kradnie z zamku. Jego chciwość zaczyna wzrastać, dlatego zdenerwowany olbrzym rozpoczyna za nim pościg. Jaś jest jednak bardzo sprytny i ucina pnącze, po którym biegnie Olbrzym, pozbywając się w ten sposób przeciwnika. Także i tym razem zła postać zostaje ukarana. 19. Ubogi i bogaty Pan Bóg schodzi na ziemię pod postacią człowieka i szuka schronienia. Jego kroki wiodą go najpierw do domu bogacza, który odmawia mu schronienia myśląc, że jest on żebrakiem. Kieruje się więc do kolejnego domu, zamieszkałego przez człowieka ubogiego, który dzieli się z nim wszystkim, co posiada. W zamian za okazaną pomoc Bóg pozwala mu wypowiedzieć trzy życzenia, lecz ubogi człowiek niewiele chce dla siebie. Kiedy bogacz pojmuje swój błąd próbuje oszukać Boga i w zamian także otrzymuje szansę na spełnienie swoich trzech życzeń, jednak wypowiada je nieroztropnie, przez co nie przynoszą mu nic dobrego. Baśń uczy pokory i pokazuje, że dobro wraca do ludzi, którzy sami je czynią. Pokazuje jednocześnie, że nie należy być zachłannym. 20. Sezamowa góra Bajka opowiada o losach dwóch braci, z których jeden jest biedny, a drugi bogaty. Pierwszy z nich odnajduje górę, która otwiera się na magiczne hasło. W jej wnętrzu mieści się mnóstwo bogactw. Bierze jednak niewiele i przez jakiś czas żyje dostatnie, dzieląc się złotem z innymi. Kiedy złoto się kończy, ponownie powraca po skarb. Bogaty brat odkrywa jego tajemnicę, po czym sam udaje się do góry. Przez zachłanność traci jednak poczucie czasu i zapomina jakie jest hasło, które pozwoli mu się wydostać. W tym miejscu zastają go zbójnicy, czyli właściciele skarbu. Mszczą się na bogatym bracie za kradzież i odbierają mu życie. 21. Królewna Śnieżka Piękna królewna zostaje wygnana przez macochę z zamku. Zazdrość o jej urodę sprawia, że macocha pragnie pozbyć się Śnieżki na zawsze. Ta jednak zdaje się doskonale radzić sobie w lesie, gdzie odnajduje chatkę krasnoludków. Mieszka z nimi przez jakiś czas i dba o swoich nowych przyjaciół, którzy darzą ją opieką i miłością. Macocha nie poddaje się i podstępem podaje Śnieżce zatrute jabłko, co sprawia, że zapada ona w śpiączkę. Wędrujący po lesie książę natrafia na grób Śnieżki i pragnie zabrać ze sobą jej ciało, a kiedy podnosi trumnę, z ust królewny wypada zatruty kawałek jabłka, dzięki czemu powraca ona do życia. Zła macocha zostaje ukarana za próbę zabójstwa królewny, która po ślubie z księciem zostaje królową. Dobroć Śnieżki jest nagrodzona, ponieważ czeka ją szczęśliwe i długie życie z ukochanym. 22. O krasnoludkach i sierotce Marysi Krasnoludki wiosną wychodzą na powierzchnię, gdzie napotykają wielu ludzi, w tym sierotkę Marysię. Dziewczynka zagubiła swoje gąski i nie potrafi ich odnaleźć, dlatego pracowite krasnoludki postanawiają jej pomóc. W krótkim czasie odnajdują zagubione zwierzęta. To jednak nie koniec ich misji na powierzchni. Pomagają także innym postaciom. W trakcie swoich przygód zostają oszukane przez złego liska, który morduje gąski. Spotyka go najdotkliwsza z kar, czyli śmierć. Bajka wskazuje na fakt, że należy pomagać sobie nawzajem, gdyż współpraca pozwala szybciej osiągnąć zamierzony efekt, a osoby, które myślą tylko o sobie i tak nic na tym nie zyskują, a wręcz najwięcej tracą. 23. Pani Zima Pani Zima to bajka o dwóch córkach, z których jedna była nad wyraz pracowita, a druga leniwa. Matka ceniła jednak znacznie bardziej tę leniwą, gdyż była ona jej rodzoną córką, zaś pracowita – przybraną. Kiedy obie z nich stanęły przed wyzwaniem podołaniu ciężkim obowiązkom Pani Zimy, okazało się, że jedynie pracowita córka jest w stanie im sprostać, ponieważ potrafi pokornie słuchać poleceń, a przy tym ma zapał do pracy, za co została sumiennie wynagrodzona. Leniwa córka, która także pragnęła otrzymać nagrodę, nie poradziła sobie z zadanymi zleconymi przez Panią Zimę, a jej lenistwo zostało ukarane, gdyż zamiast złotem, oblana została smołą. Morał z bajki jest więc prosty i zawiera się w ludowym przysłowiu „ciężka praca popłaca”. 24. Żabi król Królewna podczas zabawy upuszcza szklaną kulę do studni. Nagle wynurza się z niej żaba, która potrafi mówić i oferuje królewnie pomoc w zamian za złożenie pewnej obietnicy. Królewna chętnie przystaje na propozycję, lecz w rzeczywistości nie ma zamiaru wywiązywać się z danego słowa i szybko ucieka do pałacu. Żaba jest jednak bardzo bystra i znajduje drogę do pałacu, a król słysząc o złożonej obietnicy, nakazuje córce, aby jej dotrzymała. Królewna niechętnie zgadza się i spełnia wszystkie prośby żaby. Po dotrzymaniu obietnicy, żaba przemienia się w pięknego królewicza. Baśń uczy więc, że trzeba być konsekwentnym i uczciwym, co wiąże się z koniecznością spełniania raz złożonych obietnic. Takie zachowanie z pewnością zostanie docenione, a może nawet nagrodzone. 25. Mały Książę Mały Książę mieszka na odległej planecie, gdzie opiekuje się swoją jedyną przyjaciółką, kwiatem róży. Róża jest jednak niezwykle kapryśna i zupełnie nie docenia księcia, przez co ten decyduje się w końcu ją opuścić. W trakcie swojej wędrówki spotyka mnóstwo innych postaci, które objawiają mu prawdę o przyjaźni i miłości. Mały Książę zdaje się rozumieć, że nigdy nie powinien opuszczać swojej róży, ponieważ jest za nią odpowiedzialny. Róża także zdaje się pojmować, że źle traktowała jedynego przyjaciela, który był przecież jej całym życiem. Z tej historii można wiele się nauczyć o miłości oraz o tym, jak należy dbać o najbliższe nam osoby. 26. Piękna i Bestia Piękna i Bestia to baśń ludowa, która wielokrotnie była adaptowana na potrzeby filmu. Opowiada historię Belli, która decyduje się uratować ojca więzionego przez Bestię. Udaje się więc do zamku i zgadza się zająć miejsce ojca w celi. Bestia traktuje jednak dziewczynę łagodnie, pozwalając jej przechadzać się po całej posiadłości. Dziewczyna szybko zaprzyjaźnia się z zaczarowanymi mieszkańcami zamku, a z ich pomocą odkrywa, że Bestia jest w rzeczywistości księciem, na którego wiedźma rzuciła urok. Bella zbliża się do Bestii. Kiedy okazuje się, że jej uczucie jest prawdziwe, Bestia na powrót przemienia się w księcia. To bajka, którą z pewnością należy przeczytać najmłodszym, aby mogły zrozumieć, że piękno tkwi tak naprawdę we wnętrzu drugiego człowieka, a nie w jego wyglądzie. 27. Stoliczku nakryj się Kolejna w zestawieniu baśń Braci Grimm, która opowiada o krawcu i jego trzech synach. W ich domu panował niedostatek, a jedyny pokarm stanowiło mleko kozy, dlatego każdy z synów miał obowiązek wypasać ją na pobliskiej łące. Koza była jednak z natury prawdziwą kłamczuchą i po powrocie do domu, zawsze twierdziła, że nic danego dnia nie jadła, przez co krawiec pozbył się wszystkich synów z domu zarzucając im lenistwo i oszustwo. Dopiero kiedy odkrył, że koza go okłamuje, pożałował swojego czynu. W tym czasie każdy z synów uczył się innego zawodu. Najlepiej poradził sobie jednak najstarszy z nich, który uczył się u stolarza. W zamian za pilną edukację, otrzymał w prezencie magiczny stolik, który sam napełniał się daniami po wymówienia słów „stoliczku nakryj się”. Pozostali bracia także otrzymali magiczne podarunki i mimo, że większość z nich została skradziona, to braciom udało się odzyskać wszystkie dobra, a zaczarowany stolik zapewnił dobrobyt ich rodzinie. Koza, która nie grzeszyła prawdomównością, została zaś wygnana i użądlona przez pszczołę. 28. Paluszek Paluszek to opowieść o maleńkim chłopcu, który pomimo kilku centymetrów wzrostu, okazał się niezwykle pomysłowy i zaradny. Bardzo chciał pomagać swojemu tacie, lecz nie był w stanie pracować fizycznie, dlatego rozwinął wyobraźnię, a tym samym nierzadko używał podstępu. Sprawiło to, że przeżył mnóstwo przygód, a nawet znalazł się w niebezpieczeństwie po tym jak trafił do krowiego żołądka. Na szczęście, tak jak każda bajka, tak i opowieść o Tomcio Paluszku skończyła się dobrze, a chłopiec zrozumiał, że nie powinien oddalać się od swojej rodziny. Niemniej, jego odwaga pomimo małego wzrostu, okazała się imponująca. 29. Krzesiwo Krzesiwo to bajka, która opowiada o zakochanym żołnierzu i pięknej królewnie. Żołnierz dzięki męstwu, ale i sprytowi staje się posiadaczem magicznego krzesiwa, które jak się później okazuje, spełnia jego wszystkie życzenia. Żołnierz marzy jedynie, aby zobaczyć ponownie dawną ukochaną, co udaje mu się nawet kilkukrotnie, jednak po pewnym czasie zostaje złapany i uwięziony. Dzięki magii wydostaje z celi, unikając tym samym powieszenia, a historia kończy się ślubem zakochanych, co tylko potwierdza, że moc prawdziwej miłości jest ogromna. 30. Śpiąca Królewna Śpiąca Królewna jest baśnią autorstwa Charles’a Perraulta. Zła wróżka rzuca klątwę na królewnę, zgodnie z którą, gdy tylko ukończy 16 rok życia, ukuje się wrzecionem i umrze. Inna z dobrych wróżek próbuje zdjąć klątwę, jednak okazuje się, że może jedynie ją załagodzić. Królewna nie umrze, lecz zaśnie na sto lat, a po tym czasie obudzić może ją jedynie pocałunek księcia. Kiedy królewna kuje się wrzecionem w palec, na zamku ponownie pojawia się dobra wróżka i usypia wszystkich obecnych w zamku, aby mogli obudzić się za sto lat razem z królewną. Po tym czasie w zamku pojawia się książę, który zauroczony widokiem śpiącej królewny, całuje ją, a klątwa przestaje działać. To kolejna baśń opowiadająca o potędze miłości, która przypadnie do gustu zwłaszcza dziewczynkom. Dlaczego warto czytać dzieciom bajki? We współczesnych czasach, kiedy dostęp do technologii jest niemal nieograniczony, dzieci często zatracają się w korzystaniu z urządzeń mobilnych z dostępem do sieci. W efekcie już trzylatki potrafią biegle obsługiwać smartfon czy tablet. Psycholodzy zwracają uwagę na fakt, że tego rodzaju umiejętności mogą znacząco zaburzyć ich rozwój, co widocznie jest obecnie w zaburzeniach mowy. Najmłodsi zamiast wypowiadać kolejne słowa, uczą się klikać na ekranie. Nierzadko spędzają także czas na oglądaniu bajek, wpatrując się godzinami w telewizor. Zbyt częste obcowanie z telewizorem, tabletem czy komputerem, sprawia, że dzieci stają się mniej aktywne, spada jednocześnie ich kreatywność. Właśnie dlatego tak ważne jest znajdowanie ich innych form rozrywki. Do jednej z nich należy czytanie dzieciom na głos. Dlaczego warto to robić? Bajki stanowią nieocenione źródło wiedzy, dzieci mogą poznać nowych bohaterów i przenieść się do ich świata. W związku z tym, że ich nie widzą, uruchamia się wyobraźnia. Najmłodsi mogą więc przenieść się do świata ulubionych postaci książkowych i razem z nimi przeżywać kolejne przygody. Czytanie rozbudza w nich ciekawość świata, a tym samym głód wiedzy, sprawiając że będą chętniej się uczyć. Co ważne, czytanie dzieciom na głos sprawia, że szybciej nauczą się mówić. Podstawę tego procesu stanowi rozumienie mowy, czyli wytworzenie tzw. słownika biernego. Czytanie jest do tego doskonałą okazję. Maluchy poznają wówczas wiele nowych słów, a rodzice mogą wyjaśniać im ich znaczenie. O wiele łatwiej zapamiętać je jeśli zostaną umieszczone w wybranym kontekście. Ponadto, dziecko śledząc rozwój akcji, uczy się dostrzegać i przewidywać konsekwencje określonych działań. Zaczyna zatem rozumieć, jak działa łańcuch przyczynowo-skutkowy. To nieoceniona umiejętność w życiu społecznym. Czytanie książek kształtuje również inteligencję emocjonalną dziecka. To właśnie z bajek najmłodsi uczą się empatii. Z każdą historią wiążą się przecież różnorodne emocji, od smutku, rozczarowania czy żalu po radość, euforię, a nawet zakochanie. Dzieci uczą się je nazywać, a dzięki temu łatwiej im zdefiniować później własne uczucia. Czytanie dzieciom na głos to jednocześnie sposób na wpojenie im nowej wiedzy, a także na odnalezienie pasji. Z badań wynika, że dzieci, którym rodzice czytają bajki, znacznie chętniej same sięgają później po książki. Ma tu duże konsekwencje w późniejszym procesie edukacji, Dzieci, które czytają książki mają bogatszy zasób słownictwa, a przy tym łatwiej przychodzi im nauka ortografii. Nierzadko odnajdują w sobie również zamiłowanie do pisania bądź wymyślania różnych historii. Nie od dziś wiadomo przecież, że kreatywność idzie w parze z czytaniem. Czytanie może być także sposobem na pozbycie się nudy. W dzisiejszych czasach, kiedy najmłodsi mają wokół siebie tak dużo bodźców, trudniej jest im się wyciszyć i skupić uwagę na jednej czynności. Czytanie książek z pewnością jest czynnością pozwalającą się odprężyć, a przy tym zapomnieć o wszystkim, co się wokół dzieje. To zatem przepis na smutki, chandrę czy nawet deszczowe popołudnie. Ciekawe historię wydają się bowiem nie mieć końca, a biblioteki pełne są nowości, dedykowanych właśnie dzieciom. Rodzice, którzy dotąd nie czytali swoim pociechom, powinni szybko nadrobić zaległości. To jedna z najprostszych form usypiania malucha. Zabawa z tabletem lub smartfonem przed pójściem spać, zdecydowanie nie jest dobrym rozwiązaniem, gdyż dzieci wówczas stają się za bardzo rozbudzone, aby mogły spokojnie zasnąć. Dobra lektura może za to przynieść jedynie same korzyści.
Grimmstories.com. 2023/11/22 Baśń: Pani Zima - Bajki braci Grimm. Pewna wdowa miała dwie córki. Jedna była piękna i pracowita, a druga brzydka i leniwa. Wdowa więcej serca miała dla tej brzydkiej, bo była ona jej rodzoną córką. Piękną córkę traktowała jak popychadło i zmuszała do wykonywania całej pracy w gospodarstwie.
Bajki dla dzieci do poczytania Znajdziesz tutaj bajki, które możesz czytać swojemu dziecku do snu oraz w innych porach dnia. Są to wspaniałe bajki, na których wychowało się wiele pokoleń dzieci. Czerwony Kapturek | Pimpuś Sadełko | Kaczka Dziwaczka | Calineczka | Szewczyk Dratewka | Kopciuszek | Świerszcz i mrówki | O małej czarownicy i zagubionej miotle | Tomcio Paluszek | Zielona kredka | Bajka o zwierzętach | Przygoda gwiazdkowa | Księżniczka na ziarnku grochu | Zajączek robi zakupy | Przepraszam smoku | Opowiedział dzięcioł sowie | Tajemnice starej szafy | Wszystko przez Myszkę | Ojczyzna Dlaczego warto głośno czytać dzieciom bajki ? Głośne czytanie bajek pomaga budować silną więź pomiędzy dorosłym a maluchem. Bajki dla dzieci rozwijają język, pamięć i wyobraźnię, uczą myślenia. Czytanie poprawia koncentrację, wycisza, ułatwia naukę, poszerza wiedzę, pomaga osiągnąć sukces w szkole, zapobiega uzależnieniu od telewizji. Odpowiednio dobrane bajki dla dzieci uczą też odróżniania dobra od zła, rozwijają wrażliwość i empatię. Dla dzieci do czytania należy wybierać bajki ciekawe, mądre, wesołe, napisane poprawną polszczyzną, Bajki powinny sprawiać dziecku przyjemność, pomagać mu w poznawaniu świata, uczyć odróżniania dobra od zła. Unikajmy bajek dla dzieci, które nie mają głębszego sensu lub mają wątpliwe przesłanie moralne. Współczesna rzeczywistość dostarcza nam i naszym dzieciom bardzo wielu różnorodnych informacji. Informacje te mają najczęściej charakter obrazkowy. Nasze dzieci sporo czasu spędzają przed ekranami telewizorów bądź komputerów, na które przede wszystkim patrzą, a dopiero w drugiej kolejności słuchają tego co się tam dzieje. Nie mając do dyspozycji ekranów komputerowych wpatrują się w ekrany telefonów komórkowych lub przenośnych gier i zabawek elektronicznych. Zmysł wzroku naszych dzieci jest nieustannie stymulowany różnego rodzaju bodźcami a ich wyobraźnię wypełniają gotowe obrazy. Różnicę w ilości doświadczeń wzrokowych i słuchowych naszych dzieci może zmniejszyć słuchanie bajek czytanych przez rodziców. Stymulacja słuchowa Bajki czytane prowokują dziecko do zwrócenia uwagi na informacje docierające do niego przez słuch. Bajka, której nie można zobaczyć po prostu zmusza odbiorcę do zaktywizowania słuchu i uważnego wsłuchiwania się w informacje docierające do niego tą drogą. Umiejętność słuchania Narzekamy często, że nasze dzieci nie słuchają tego, co do nich mówimy. Nie słuchają, bo nie są do tego przyzwyczajone. Słuchanie bajek pomaga im uświadomić sobie, że mają słuch i że on też jest w życiu przydatny. Uważne słuchanie tego, co mówią do siebie bohaterowie bajek dźwiękowych, uczy dziecko skupiania się na tym co słyszy, a to z kolei przekłada się na to, że zacznie ono uważniej słuchać co mówią do niego inni ludzie. Nowa zabawa Bajki czytane pokazują dziecku, że nie tylko patrzenie na coś, ale i słuchanie czegoś może sprawiać przyjemność. Słuchanie bajek może się okazać kolejnym sposobem na fajną zabawę, sposobem na spędzenie wolnego czasu, zabawą, do której chętnie powracają zarówno dzieci jak i rodzice. Bogactwo słów Bajki takich autorów jak Jan Brzechwa, Julian Tuwim, Aleksander Fredro czy Maria Konopnicka niosą ze sobą wiele pięknych i nieco zapomnianych dzisiaj słów. Dzieci słuchając ich bezwiednie i spontanicznie dowiadują się jak wiele synonimów mają powszechnie używane słowa. Bajki te niosą w sobie wiele ciekawostek językowych, których znaczenie można samemu odgadywać lub domyślić się go z treści bajki. Okazuje się na przykład, że „niedościgle” znaczy tyle samo co szybko, słowo „urok” można zastąpić słowem „powab”, a „opodal” znaczy to samo co „tuż obok”. Obcowanie z bogactwem językowym bajek przyczynia się do poszerzenia zasobu słownictwa naszych dzieci, a to przełoży się w przyszłości na łatwiejsze budowanie swobodnych i bogatych wypowiedzi słownych. Wizualizacja Jedną z największych korzyści jakie daje dzieciom słuchanie bajek jest uruchamianie wyobraźni. Bajki te nie podsuwają dziecku gotowych obrazów, ale prowokują je do wyobrażania sobie, czyli do wizualizacji tego co słyszą. Dziecko może więc sobie do woli wyobrażać gęsty las, w którym żyją zwierzęta, łąkę, po której kroczy bocian, hipopotama wdzięczącego się do żaby i nawlekającego igłę, małpę w kąpieli i wiele innych ciekawych rzeczy. Wyobraźni dziecka nie stymulują filmy wideo, gry komputerowe i zabawki elektroniczne. Trening pamięci Bajki słuchane wiele razy są zabawowym i spontanicznym ćwiczeniem pamięci. Dziecko koncentrując się na ich treści zaczyna ją zapamiętywać. To może przydać się w przyszłości na przykład do nauki różnego rodzaju definicji czy słówek, a w danej chwili dziecko może pochwalić się zapamiętaną bajką. Wyciszenie i spokój Słuchanie jest czynnością, która wymaga przyjęcia odpowiedniej pozycji, uspokojenia się i skoncentrowania na tym, czego się słucha. Czytane bajki mogą pomóc zdenerwowanemu dziecku wyciszyć się i zrelaksować. Czytane cicho przed snem pomagają zatrzymać gonitwę myśli, skupić się na jednym docierającym bodźcu i zasnąć. Rozwijanie wrażliwości Bajki dźwiękowe (płyty CD z nagranymi bajkami czytanymi przez znanych aktorów), są w mistrzowski sposób interpretowane przez najwyższej klasy aktorów. W role bajkowych bohaterów wcielili się między innymi: Jerzy Stuhr, Irena Kwiatkowska, Piotr Fronczewski, Magdalena Zawadzka i Anna Seniuk. Bajki te posiadają także oryginalną oprawę muzyczną. Dzięki temu nasze dzieci nie wychodząc z domu mają kontakt z prawdziwą sztuką, a to skutkuje rozwijaniem u nich wrażliwości na piękno treści, harmonię i artyzm wykonania. Oglądanie bajek a czytanie Oglądanie bajek np. w TV lub na komputerze nie zastąpi wspólnego czytania i oglądania książeczek z bajkami. Wartość czytania dziecku polega przede wszystkim na robieniu czegoś wspólnie. Słuchanie bajek dżwiękowych może być kolejnym pomysłem na wspólną zabawę. Słuchajcie bajki razem z dzieckiem a potem niech każdy powie, narysuje lub pokaże jakie rośliny lub zwierzęta udało mu się zapamiętać, spróbujcie opowiedzieć tę bajkę własnymi słowami.
dla dzieci z klas I-III (6-9 lat), dla dzieci z klas IV-VI (10-12 lat) Liczba stron. 32. 9, 99 zł. 18,10 zł z dostawą. Produkt: Julka I Amazonki. Opowiadania Do Doskonalenia Czytania. Świat Dziewczynek Agata Giełczyńska - Jonik.
Z myślą o dzieciach, które uwielbiają bajki na dobranoc, przygotowaliśmy kilka pięknych opowiadań. W sam raz do czytania lub posłuchania przed snem. Powstały w ramach akcji „Lato z Mamo, To Ja”, ale świetnie sprawdzą się we wszystkie cztery pory roku. Ciekawe, która z bajek na dobranoc Pani Wieczorynki stanie się waszą ulubioną? Szukasz wartościowych bajek na dobranoc? Oto teksty pełne ciepła i pogody ducha. Krótkie bajki do czytania lub słuchania. Takie, które zaciekawią i jednocześnie wyciszą przed snem nawet najbardziej rozbrykanego malucha. Opowiadania dla dzieci przygotowane przez Panią Wieczorynkę, zawsze kończą się dobrze i pozwalają na spokojny, kojący sen. Bajki dla dzieci do czytania lub słuchania: O Tosi, co miała rude włosy O myszce Matyldzie i krzykliwych kalarepach Bajka Kalosze Bajka O rodzinie namiotów Bajka Żurawie Bajki na dobranoc do czytania lub słuchania: Bajka O Tosi, co miała rude włosy Bohaterką tej krótkiej, ale pełnej mądrości bajki jest 7-letnia Tosia. Dziewczynka bardzo nie lubi swoich rudych włosów… Wszystko zmienia się podczas wakacji u babci, gdy pewna mądra, siwa czapla wyjaśnia jej, dlaczego warto polubić swój wygląd. Czytaj dalej bajkę O Tosi, co miała rude włosy. Możesz też posłuchać, jak opowiada ją Pani Wieczorynka: Bajka O myszce Matyldzie i krzykliwych kalarepach Myszka Matylda prowadzi gospodarstwo agroturystyczne na Podlasiu. Pewnego dnia posadziła w swym ukochanym ogródku kalarepki. Warzywa te okazały się bardzo głośne. Wciąż krzyczały jak szalone. Przeszkadzało to gościom Myszki: borsukom, wiewiórkom, żabom… Na szczęście na krzykliwe kalarepki znalazł się sposób. Czytaj dalej bajkę O myszce Matyldzie i krzykliwych kalarepach lub posłuchaj wersji opowiadanej przez Panią Wieczorynkę: Bajka Kalosze Romek i Tomek to bracia bliźniacy. Obaj są… żółtymi kaloszkami Martynki. Dziewczynka zakłada swoje kalosze za każdym razem, gdy pada deszcz lub jest mokro, ale bracia nie mają zbyt ciekawego życia. Pewnego dnia rodzice Martynki postanawiają zabrać córeczkę na spływ kajakowy… Czytaj dalej bajkę Kalosze. Jeśli wolisz wersję opowiadaną, włącz poniższe wideo: Bajka O rodzinie namiotów Rodzinka namiotów była już w wielu miejscach, ale nad morzem jest po raz pierwszy. Namiotom bardzo podobało się na Helu, ale… pewnego dnia zaczął wiać bardzo silny wiatr. Czytaj dalej bajkę O rodzinie namiotów lub włącz film i jej posłuchaj: Bajka Żurawie Bohaterem tej bajki do słuchania jest Kazik, który po wakacjach idzie do zerówki. Zanim to się stanie, ma jeszcze jechać z rodzicami nad morze i… tego też nie może się doczekać. Tymczasem mama i tata mówią mu, że przestali się kochać i nie pojadą nad morzem ani nie mogą dłużej mieszać razem… Kazik jedzie na wakacje do babci… Czytaj dalej bajkę Żurawie. Jeśli wolisz bajki posłuchać, włącz film: Zobacz także: Dlaczego bajki pomagają dziecku zrozumieć świat? Netflix dla dzieci – bajki, seriale, komedie i filmy (także dla rodziców!) Bajki dla niemowląt - do czytania, słuchania i śpiewania
Jedno skrzydło. Był anioł, który miał tylko jedno skrzydło. Martwił się z tego powodu. Nie skarżył się jednak, gdyż wiedział, że wszystko, co ma, a więc i to jedno skrzydło, jest darem Boga. Wreszcie kiedyś postanowił spytać Stwórcy, co ma czynić.
Zapraszamy do bajki o dobrej wróżce. Przeczytaj historie czworga dzieci. Na sam koniec możemy się wspólnie zastanowić czy wróżki są wśród nas i jak je możemy poznać. – Natalia – Okno zamknęło się z wielkim hukiem. Tak potężnym, że Natalia podskoczyła na krześle. Wiatr. Świst. Grzmoty. Błyski. Hałas. Deszcz uderzał o parapet niczym klocki spadające z najwyższej półki. Nadeszła burza. Natalia boi się burzy, i to bardzo. Nie potrafi opanować swojego strachu. I choć za każdym razem, w takiej sytuacji, powtarza sobie w myślach, że jest dzielna, cała aż trzęsie się ze strachu, słysząc kolejny grzmot. W pokoju zrobiło się ciemno, dokładnie tak, jak ktoś zawiesiłby za oknem czarny koc, który w jednej sekundzie zabrał słońce, chmury, zielone drzewa. Ciemno i strasznie. Natalia zeskoczyła z krzesła i pobiegła szukać mamy. – Mamo, Mamusiu, gdzie jesteś – krzyczała, zbiegając po schodach. – Mamo, boję się – dodała ciszej. Natalia już z oddali słyszała, dobrze jej znane, kroki mamy. Poczuła się spokojniej, bo wiedziała, że za chwilę ciepłe ramiona mamy otulą ją i sprawią, że cały strach odejdzie. – Mamusiu, znowu jest burza, a ja tak strasznie się jej boję, przytul mnie proszę. Mama usiadła w miękkim, turkusowym fotelu, który stał przy oknie w salonie. To ulubiony fotel mamy. Zawsze w nim siada, kiedy chce spokojnie popisać, popijając przy tym swoją ulubioną herbatę z pokrzywy i mango. Taki magiczny fotel, w którym odchodzą smutki, przychodzą do głowy dobre pomysły i rozwiązania kłopotów. Natalia poczuła się bezpiecznie. Wtulona w ciepłe ramiona mamy czuła, że strach odchodzi. I choć burza przybierała na sile, grzmoty były coraz głośniejsze i bardziej intensywne, a deszcz lał się po całych oknach jak pędzący strumień, Natalia przestała się bać. – Mamusiu, jak dobrze, że zawsze jesteś obok mnie. Kocham Cię. Mama pogładziła swoją miękką dłonią złoto – brązowe włosy Natalii. Były delikatne i pachniały jej ulubionym truskawkowym szamponem. Natalia spokojnie oddychała, razem z mamą zaczekały na koniec burzy. Mama wróciła do swojej pracy, a Natalia do odrabiania lekcji. Natalia to uczennica pierwszej klasy szkoły podstawowej. Jest bardzo pilną i obowiązkową uczennicą. Najbardziej lubi rysować i pisać. A już tak naj, najbardziej uwielbia słuchać bajek, które mama czyta jej co wieczór przed zaśnięciem. To już tradycja w jej domu, po kąpieli każdy dzień kończy się opowieścią. Tak było i dzisiaj. Natalia wie, że książki mają wielką moc. Moc poruszania wyobraźni, odpowiadania na dziecięce pytania, dodawania wiary, moc pełną magii. Natalia leżała już w swoim łóżku. W cieplutkim łóżku, które pachniało świeżo upraną pościelą. I zapachem mamy. – Mamusiu, proszę, wymyśl dzisiaj sama jakąś bajkę – zaproponowała Natalia. Uwielbiam twoje opowieści i nowych bohaterów. Mama zawsze czyniła to z wielką radością. Po pierwsze dlatego, że wymyślanie bajek to dla niej świetny trening pamięci, by nie pomylić wątków, nie pomieszać bohaterów z innych bajek, by wymyślić coś nowego, zaskakującego. Po drugie, a może i najważniejsze, uwielbia, tak jak jej córka, historie pełne magii. Bo w tych opowieściach zawsze dzieje się coś niezwykłego, a czasem nawet bardzo zaskakującego. – Gotowa? – zapytała mama. Tak, mamusiu – to o czym będzie ta bajka – rzekła, już bardzo śpiąca, Natalia. – O małej dziewczynce, która pokonywała swoje lęki przy pomocy szczególnej przyjaciółki – odparła mama. – Przyjaciółki, ale jakiej? – dopytywała Natalia. – Przyjaciółki z górnej półki – powiedziała mama, po czym obie wybuchnęły śmiechem. Mama wygodnie ułożyła się obok córeczki, podłożyła rękę pod swoją głowę i spokojnym głosem zaczęła mówić. A wszystko zaczynało się tak. Nigdy nie wiesz, co spotka cię każdego dnia. Czy nowy dzień będzie pełen radosnych zdarzeń, czy może smutnych. Czy kolega z klasy powie ci coś miłego, czy koleżanka z podwórka poczęstuje cię jabłkiem. Każdy dzień to cud. To słoneczne promienie wpływające przez uchylone okno do twojego pokoju. To ich ciepło na twoim policzku, kiedy siedzisz przy biurku. To radosna rozmowa z panią sąsiadką, czy też miła wymiana zdań z właścicielką psa z bloku obok. I wiele innych takich miłych zdarzeń. Ale nowy dzień to też burza, która pojawia się nagle, bez uprzedzenia. Zamyka z trzaskiem okno. Przykrywa niebo okropnym szarym kolorem, który budzi strach. Wtedy chcesz się schować gdziekolwiek, uciec przed strachem, prawda. I właśnie w takich momentach zawsze pojawia się dobra wróżka. Niewidzialna. Przezroczysta, ulotna niczym rozpryskująca się delikatna bańka mydlana. Mieniąca się wieloma barwami, lekka, lśniąca, z połyskującymi skrzydłami. Dobra wróżka, która wlewa w serduszka dzieci spokój i nadzieję… Ale w tym momencie mama usłyszała już spokojny oddech córeczki. Wiedziała, że mała już śpi. Ten moment zawsze ma w sobie coś z magii. Spokój, szczęście, miłość. Mama nigdy nie zamieniłaby tej chwili na nic innego. – Bartek – Bartuś od piętnastu minut siedział w kącie obok kaloryfera. Tego z pozdrapywaną farbą, spod której wyłaniał się niebieski kolor, zapewne będący dowodem na wcześniejsze malowanie. Bartek pochlipywał cichutko i nie pozwalał nikomu podejść, nawet pani Weronice. Bartuś to najniższy z grupy chłopiec, o ciemnych prostych włosach, niebieskich, bystrych oczach i fantastycznym, dźwięcznym śmiechu, który często rozbrzmiewał na przedszkolnym korytarzu. Zawsze radosny, pomocny, zabawny, prawdziwa dusza towarzystwa, jak mówi mama, choć Bartek nie ma pojęcia, co to znaczy owa dusza towarzystwa. Dziwne określenie, prawda? Tak czy siak, tego dnia, a był to marcowy wtorek, Bartuś nie był duszą żadnego towarzystwa, tylko siedział skulony pod oknem. Pani Weronika poprosiła wszystkie dzieci, by nie podchodziły do kolegi, tylko pozwoliły mu uspokoić emocje. – Co to znaczy uspokoić emocje – zapytała szybko Oleńka. – Oznacza to, że każdy z nas, w trudnym momencie, potrzebuje chwili spokoju, by przemyśleć zaistniałą sytuację czy problem, spojrzeć na to z drugiej strony i spróbować znaleźć rozwiązanie, poszukać wyjaśnienia – odpowiedziała dzieciom pani. – Ale proszę pani, co się stało i dlaczego Bartek siedzi tam tak długo, to znaczy pod tym brzydkim kaloryferem – dopytywała Lenka. – Nie wiem, odparła zgodnie z prawdą pani Weronika. Myślę, że Bartek za jakiś czas zechce nam o tym opowiedzieć. Pamiętacie, jaką mamy umowę – ciągnęła pani – że każdy problem, każdą przykrość sobie wyjaśniamy, by nie psuć atmosfery i przyjaźni między wami, prawda? – Prawda – chórem rzekły dzieciaki. Nastała pora obiadu. Żółty zegar, w kształcie słoneczka, pokazuje godzinę dwunastą. To ulubiony moment Motylków. Po wyczerpującej zabawie, zajęciach angielskiego lub muzyki należy się chwila wytchnienia i dobry, pożywny posiłek. Maluchy siadają przy swoich kwadratowych, niedużych stolikach nakrytych serwetkami w biało – zieloną drobną kratkę. Potrafią już same nakryć do stołu, rozłożyć sztućce. Na wielkiej, metalowej konstrukcji/ wózku, który niosą z piskiem cztery małe, bardzo piszczące kółka, wjeżdża on – obiad. -Hurra, jedzenie, co dziś będzie, a bleee, ogórkowa, nie lubię – słychać przekrzykujące się dzieci. Po pierwszym rozeznaniu tematu okazuje się, ze jednak ta bleee ogórkowa wcale nie jest taka bleee, nawet spoko. Maluchy w ciszy jedzą. Pani podchodzi do Bartka i zaprasza go do stolika. Maluch, któremu wcześniejsze łzy obeschły już na ładnych, zaróżowionych policzkach, wyciąga rączki do pani Weroniki i z całej siły się do niej przytula. Pani czuje ciepło swojego ucznia, lekkie pociąganie małym, przedszkolnym noskiem. Kocha swoją pracę. Pani Weronika uczy w przedszkolu dopiero pierwszy rok. Od razu zdobyła sympatię swoich uczniów. Jest kochana, jak mówią, ciepła, sprawiedliwa, bardzo mądra i najbardziej na świecie cierpliwa. Zawsze potrafi rozwiązać każdy problem, od smarków wiszących aż po pas, zadrapania na łokciu, zakrztuszenia zupą, po wielkie miłosne rozterki, że Franek spojrzał na Kasię, a przecież kocha go Marta. Każdego dnia przedszkole to prawdziwa wyspa dziwnych przygód. Gdyby nie było pani Weroniki, los Motylków byłby smutny. I tym razem czułość i zrozumienie pani Weroniki przyniosło efekt. Bartuś zjadł cały obiad, a było tego sporo – ową bleee ogórkową, kotlet z kurczaka z ulubioną kaszą bulgur i jeszcze te buraczki. Może i są zdrowe, ale potwornie brudzą, dosłownie wszystko, bluzę, spodnie, stolik i nawet podłogę. Kto to widział, by dawać maluchom buraczki, prawda? Po obiedzie dzieci usiadły w kole na podłodze, razem z panią. To już motylkowa, poobiednia tradycja. Dzieci siedziały w ciszy, bo nie wiedziały, czy można zapytać Bartka, dlaczego płakał. – Dzieci, chciałabym z wami porozmawiać o tym, co się dzisiaj wydarzyło i co spowodowało, że Bartek tak bardzo się zasmucił. Spróbujemy się tego dowiedzieć? – ciągnęła pani. Dzieci twierdząco pokiwały główkami. – Bartku – czy powiesz nam, co się rano stało? – zapytała pani. – Bo proszę pani, Franek powiedział, że…że…że ja jestem słaby i mały i że noszę okropne okulary i że nikt nie chce się ze mną bawić, bo jestem głupi – Bartkowi zaszkliły się oczka. – Franku, czy to prawda – rzekła pani Weronika -Taaak, ale ja nie chciałem, to znaczy, no może Bartek ma okropne okulary i jest mały, ale w sumie jest spoko – próbował wyjaśnić Franek. Rozmowa trwała dobre dwadzieścia minut. Dzieci usłyszały, jak Franek przeprasza Bartka i przypomniały sobie, że nie wolno nikogo ranić komentowaniem czyjegoś wyglądu, zachowania, bystrości lub jej braku, czy miejsca, z którego pochodzi. Bo się różnimy, ale mamy takie same prawa, emocje i potrzeby. Jesteśmy równi. Na koniec pani Weronika przypomniała dzieciom opowiastkę, która podobno jest prawdziwa, że zawsze, o każdej porze dnia czy nocy widzi nas nasza dobra wróżka. Czuwa nad nami i pomaga, kiedy dzieci tej pomocy najbardziej potrzebują. Taka dobra wróżka… – Ale gdzie ona jest i jak wygląda, jest przezroczysta, bo przecież pomogła Bartkowi, ale nikt nas nie odwiedził – dopytywała Ola. A czy wróżka teraz jest z nami, czy na nas patrzy? – ciągnęła. Jestem pewna, że tak właśnie jest – odrzekła z lekkim uśmiechem pani Weronika. Jestem tego pewna – powtórzyła, a dzieci spokojne i uśmiechnięte rozeszły się do swoich ulubionych kącików zabaw. – Marta – Zima tego roku była naprawdę zachwycająca. Śnieg padał już od tygodnia, codziennie. Świeże, puszyste, różnorodne płatki śniegu powolutku płynęły po niebie z góry do dołu, choć czasem wydawało się, że frunęły od dołu do góry. Marta uwielbia zimę, właśnie za tę magiczną aurę i radosne zabawy na śniegu z koleżankami. Codziennie rano, tuż po przebudzeniu, pierwsze co robi, to odchyla białą, koronkową firankę, by zobaczyć, czy sypie śnieg. -Tato, tato, ale napadało śniegu. Chcę iść na sanki, na sanki – radośnie krzyczy Marta. Tata i mama zdążyli już się przyzwyczaić do tych wybuchów euforii córeczki i zawsze, ze szczęściem w oczach, się temu przyglądają. Lubią widok swojego dziecka. Marta to ich jedyne dziecko, bystra, śliczna dziewczynka o złotych włosach i zielonych oczach. Ich prawdziwe szczęście. Dzisiaj była sobota, a wiadomo weekendy uwielbiają i dzieci i dorośli, prawda? Chodzenie do pracy, szkoły czy przedszkola może i jest potrzebne, ale Marta zawsze powtarza, że niekoniecznie. Rodzice jednak spokojnie jej zawsze tłumaczą, że nauka, poznawanie wiedzy, kontakt z ludźmi, zadania do wykonania, porażki i zwycięstwa mają sens. Bo uczą nas odpowiedzialności, obycia w świecie, relacji społecznych. Uczą życia i rozumienia świata. Więc Marta, choć uwielbia swoje przedszkole, tak samo mocno, a może i ciut mocniej, uwielbia weekendy. – Kochani, piątek – weekendu początek – mawia Mama i to jest znak, że zaczyna się najfajniejszy czas tygodnia. Dłuższego spania, wspólnych zakupów, spacerów, wycieczek, zabaw i gry w planszówki w domu, zabaw z króliczkiem Leonem, wspólnego gotowania, pieczenia pizzy i można by tak wymieniać w nieskończoność. Marta kocha bardzo swoich rodziców i każda chwila z nimi spędzona jest dla niej prawdziwym szczęściem. Nawet taka zwykła chwila, jak wspólne przeglądanie ulotek sklepowych, ha ha. Bo, mama zawsze to powtarza, ważne jest, by robić różne rzeczy razem, nawet te najzwyklejsze. Spróbujcie ze swoimi rodzicami! Tata stał już na dole niewielkiej górki pod lasem, a Marta, ubrana jak kosmonauta w puchowy, różowy kombinezon, czapkę, kask, rękawice, szykowała się do pierwszego tego dnia zjazdu z górki. Umościła swoją pupę na sankach, złapała uchwyt, cofnęła sankami, a potem cała naprzód. Ten wiatr na twarzy, szybkość, płatki śniegu wpadające do oczu, to było to. Wolność i dzika radość bycia dzieckiem. Ale wiecie co, tata Marty też lubi zjeżdżać na sankach. Choć było na nich napisane, że maksymalne obciążenie to 60 kg, jakoś dały radę unieść i tatę. Tylko, według Marty, tata śmiesznie hamował. Wystawiał pięty, wciskał je w śnieg z całej siły, aż śnieg rozpryskiwał się na boki i sanki się zatrzymywały. No ale dorośli są dziwni, nawet w takiej kwestii jak hamowanie na sankach. – Tato, tato – chodź na górkę, pozwolę Ci zjechać, no nie bój się, będzie fajnie – radośnie machała i wołała Marta. Jak myślicie, tata dał się namówić? Niech odpowiedzią będą jego mokre końcówki nogawek spodni i starte buty. Zjeżdżanie trwało tego dnia bardzo długo, było pięknie, mróz, zero wiatru, delikatnie płynące z nieba płatki śniegu, prawdziwie bajkowy krajobraz. Było ślicznie. Marta uwielbia takie chwile. Było cicho i pięknie. – Aaałłła, tatusiu, boli, boli – krzyknęła Marta po tym, jak jej sanki zderzyły się z sankami koleżanki z tego samego bloku, Natalii. Dziewczynki wypadły z sanek, tuż pod lasem. Upadły na śnieg, który choć wyglądał na miękki puch, pod spodem był twardą masą. Natalia i Marta próbowały wstać, ale był z tym jakiś poważniejszy problem. Obie dziewczynki płakały. Tata i mama Natalii czym prędzej pobiegli na ratunek i ocenę sytuacji. I choć takie zdarzenia często mają miejsce podczas zjeżdżania na sankach, wyglądało, że tym razem sprawa jest dużo poważniejsza. – Tatusiu, strasznie boli mnie noga, o tutaj – Marta, z twarzą pokrytą łzami, pokazała palcem prawą nogę i miejsce tuż nad kostką. Tata w pośpiechu podwinął puchowe, różowe, zmoczone już spodnie córeczki, odchylił ciepłe skarpety i jego oczom ukazał się ten oto widok – noga we skazanym miejscu była zakrwawiona, spuchnięta, nienaturalnie wygięta, chyba zaplątała się w płozy sanek w trakcie upadku. – Proszę powiedzieć, co z Natalią – tata krzyknął do jej mamy. Mama była przerażona. Jest samotną mamą i każde takie zdarzenie powoduje, że zdana jest wyłącznie na siebie. Mimo trudności, jest bardzo dzielna, wspaniale opiekuje się Natalią i doskonałe radzi sobie z sytuacjami dnia codziennego. – Nie wiem, nie wiem, Natalia ma chyba złamaną rękę, nie może nią ruszać – mama, choć bardzo zdenerwowana, próbowała zachować spokój i ocenić sytuację. Dziewczynki, choć nadał przerażone, przestały płakać. – Jedziemy na pogotowie – stanowczym głosem oznajmił tata. Zabieram panią i dziewczynki do naszego samochodu i jedziemy. Musimy sprawdzić, czy wszystko jest w porządku i czy urazy nie wymagają interwencji lekarskiej. Po kwadransie byli już w Miejskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Ratownicy, w swoich pomarańczowych kombinezonach z napisem Ratownik Medyczny, biegali szybko, bo co chwilę przywożony był nowy pacjent. Natalia i Marta znowu zaczęły płakać, nigdy nie były w takim miejscu, wydało się im straszne, obce osoby, hałas, przeraźliwy dźwięk syreny karetki, to było jeszcze gorsze, niż ból nogi i ręki. I choć na jednej ze ścian było dużo kolorowych naklejek z bohaterami dziecięcych bajek, niewiele to pomogło w oswojeniu strachu dziewczynek. – Cześć dziewczynki – jestem Ada – ratowniczka medyczna – a wy jak macie na imię? Zapłakane dziewczynki szybko podniosły wzrok, tuż przed ich twarzami stała młoda ratowniczka, w obszernym kombinezonie, w maseczce ochronnej na twarzy. Widać było tylko jej ładne, duże, brązowe, uśmiechnięte oczy. I trochę chłopczyńskie, króciutkie, czarne włosy. Dziewczynki grzecznie odpowiedziały dzień dobry i podały swoje imiona. Ratowniczka, puszczając oko do taty i mamy, kontynuowała. – Widzę, że zimowa zabawa zakończyła się jakimiś kontuzjami – boli ręka i noga, prawda? Wiecie co, mam pomysł. Kiedyś też bałam się lekarzy, placówek medycznych, ale pokonałam ten lęk i dzisiaj pomagam takim maluchom jak wy. Prowadzę nawet warsztaty medyczne w przedszkolach i szkołach – rzekła Ada. – Zaprowadzę was do najlepszego lekarza w tym pogotowiu, tylko dla specjalnych gości. Co wy na to? Marta z Natalią twierdząco pokiwały główkami i już za chwilę, trzymając za obie ręce ratowniczkę Adę, weszły do pokoju lekarza. Miłego, młodego lekarza, który powitał je uśmiechem. Badanie, rtg ręki i nogi, odbyło się bardzo sprawnie i szybko. Cały medyczny personel bardzo pomógł dziewczynkom znieść ból i strach. Nagle wszystko okazało się nie takie straszne, jak było na początku. – Znacie legendę o dobrej wróżce? – lekarz zapytał dziewczynki. Tej, co jest podobno niewidoczna i w tajemny sposób pomaga wszystkich dzieciom. Oswoić lęk i strach. My też tu takie mamy – szepnął. – Pani w przedszkolu zawsze nam powtarza, że każde dziecko ma swoją dobrą wróżkę – rezolutnie odparły dziewczynki. – Ano właśnie, wy na pewno macie taką właśnie dobrą wróżkę. Mimo iż upadek wyglądał niepokojąco, po badaniach okazało się, że to tylko zadrapania i stłuczenia. Kilka dni odpoczynku w domu, leki przeciwbólowe i będziecie jak nowe – uśmiechnął się pan doktor, wręczając recepty i wskazówki rodzicom. Marta i Natalia, z tatą i mamą, wróciły do domu. Zmęczone. Stres powoli zaczął odpuszczać. Najważniejsze, że dziewczynkom nic poważnego się nie stało. – Franek – Co by nie mówić o Franku, był rozrabiaką. Okropnym. A to splunie prosto pod nogi koleżanki z grupy, a to kopnie kolegę. Nic sobie z tego nie robi. Każdego ranka to samo. Pani rozpoczyna zajęcia, Franek gada, Franek piszczy, Franek wywraca oczami, jak kameleon, jedno oko w prawo, drugie w lewo – albo ewentualnie w pozycji góra – dół. Dziewczynki płaczą, bo ciągnięte przez nieznośnego kolegę włosy bolą, a siniaki od kopnięcia przypominają o jego wyczynach przez kilka kolejnych dni. Franek uspokaja się jedynie po kilku głośniejszych komendach pani. – Franku – usiądź prosto, ale najpierw przeproś koleżanki. Wiesz, że nie tolerujemy tutaj takiego zachowania i na nie nie pozwalamy – mówiła spokojnym, lecz stanowczym głosem pani. Franek, choć przeprosił i twierdził, że rozumie swoje naganne zachowanie, zapewne niedługo wróci do swoich przyzwyczajeń. No chyba, że coś sprawi, że zmieni swoje postępowanie… Słońce grzało tak mocno, że trudno było oddychać. Wciągane małym dziecięcym nosem powietrze aż parzyło. Nawet Frankowi to przeszkadzało. Późna wiosna, cudowny czas końca roku szkolnego. Zabawa na świeżym powietrzu, zapachu niebieskiego, raz rześkiego a raz dławiącego powietrza w nosie. Wszystko to sprawiało, że chciało się żyć. Ciepło słońca dodaje energii, zwłaszcza dzieciom, prawda? Jakoś szybciej wtedy biegają, szybciej wspinają się na barierki, w ogóle szybciej mówią i szybciej jedzą lody. Wszystko robią bardziej intensywnie. Rozrabiają też. Niestety. Franek postanowił na nowym placu zabaw zademonstrować swoje super moce, zdjął śmierdzące od potu i rozgrzanych stóp trampki i zaczął wdrapywać się na nową instalację. Wielka konstrukcja miała dobre 5 metrów w górę. Kilkanaście splątanych ze sobą grubych lin, które prowadziły nie wiadomo dokąd. To znaczy wiadomo, prowadziły na szczyt, do wejścia na zjeżdżalnię, ale ich toru nikt nie potrafił prześledzić. Liny mieszały się między sobą, zawijały, snuły się tylko im znaną drogą. Ale zawsze trafiało się na górę. Franek też tam wlazł. W triumfalnym geście uniósł ręce i krzyknął: – Hej, mięczaki, kto tak potrafi, no kto? – wrzeszczał na całe gardło Franek. Po czym wślizgnął się do tuby zjeżdżalni. I tylko wesoły chichot dawał znać o tym, że w środku zakręconej tuby jedzie Franek Rozrabiaka. Po czym, z prędkością dobrej deskorolki, wypadł z tuby uderzając pupą o piasek. Szybkość zjazdu była imponująca. Większość dzieci kończyła swoją wędrówkę na górze, nie decydując się zjechać. Albo wędrówka na szczyt instalacji kończyła się płaczem i rodzice musieli znosić malucha na dół, by dać mu czas na dorośnięcie do tej atrakcji. Podczas gdy Franek zgrywał ważniaka, zjeżdżając po raz kolejny ze zjeżdżalni, na plac zabaw weszło dwóch starszych chłopców. Mogli mieć około 14 – 15 lat. Ubrani byli w kolorowe koszulki z krótkim rękawem, dopasowane, dżinsowe spodnie. Na głowach mieli czapki z daszkiem z jakimiś dziwnymi znakami, których nie znają przedszkolaki. Z ich telefonów komórkowych leciała bardzo głośno muzyka, co rusz słychać było bardzo brzydkie wyrazy, te, których zabrania używać mama czy pani w przedszkolu. Na placu, poza Frankiem, było jeszcze kilkoro małych dzieci. W tym Ola z mamą. Z tego samego przedszkola, ba, z tej samej grypy, do której uczęszczał i nasz Franek Rozrabiaka. – Patrz, ale mięczak, zobacz, jak on zjeżdża, ha, ha, ha – wrzasnął na całe gardło jeden z przybyłych chłopaków, tych od głośniej muzyki, pokazując palcem na naszego Franka. Jak to, ktoś śmiał nazwać Franka mięczakiem? Przecież to Franek tak nazywa inne dzieci. – Chodź tu kolego mięczaku, pokażemy ci, jak się zjeżdża – zawołał chłopak, wskazując na Franka. Franek wdrapywał się właśnie na ostatni poziom, stojąc jedną nogą na linie, a drugą stawiając już na metalowy podest u wejścia tuby. Starsi chłopcy w ekspresowym tempie znaleźli się obok Franka. Otoczyli go z każdej strony. W oczach Franka pojawił się strach, jakiego nikt nigdy u niego wcześniej nie widział. Nawet on sam nie wiedział, że można się tak czuć. Strach, niepewność, upokorzenie to nieznane dotąd Frankowi emocje. Do teraz. Chłopcy zaczęli szturchać Franka, chcąc go zrzucić z instalacji. Biedny Franek, noga spadła z liny, ręka nerwowo szukała jakiegoś podparcia, na darmo, ześlizgnął się dwa poziomy w dół. Ale to nie był koniec jego strachu. Jeden ze starszych chłopaków wrzasnął Frankowi do ucha. – Ej, ty, mięczak, oddawaj, co masz w kieszeniach, najlepiej telefon – powiedział to takim głosem, że Franek wiedział, że nie są to żarty. Bał się, jak nigdy dotąd. Trząsł się ze strachu, aż zimne kropelki potu zaczęły mu spływać po plecach. – Dawaj, ile mamy czekać – wrzasnął drugi z chłopaków. Chłopcy zrzucili Franka na piasek. Zaczęli przeszukiwać mu kieszenie w poszukiwaniu cennych przedmiotów. Franek siedział skulony i cały we łzach. Niedaleko placu zabaw stała Ola, jej mama kupowała właśnie warzywa na zupę w pobliskim sklepie. Choć sytuacja, której Ola była świadkiem, ją samą przeraziła, przypomniała sobie słowa mamy, że zawsze, jak komuś dzieje się coś strasznego, trzeba szukać pomocy u dorosłych albo samemu pomóc, jeśli to nie zagraża naszemu zdrowiu i życiu. Ola nie wie, skąd znalazła w sobie tę moc, ale z całych sił krzyknęła w stronę chłopaków i Franka. – Zostawcie Franka, to mój przyjaciel, nie wolno bić nikogo, a zwłaszcza słabszych – głos Oli nie zadrżał ani na moment. Chłopcy odwrócili głowy w poszukiwaniu autorki tego komunikatu. Widząc małą dziewczynkę, roześmiali się na całe gardło, ubawieni na całego. – Hej, ty, panienka, weź lalkę i idź się bawić – nie wtrącaj się smarkulo – krzyknęli. Ola ani myślała odpuszczać. Wiedziała jednak, że sama nie da rady i to zbyt ryzykowne podejść do starszych chłopaków. Rozejrzała się pospiesznie dookoła, zawołała mamę, która widząc, co się dzieje, szybkim krokiem zmierzała w stronę Franka. Starszy pan, spacerujący nieopodal ze ślicznym białym pieskiem, zapytał, czy Ola potrzebuje pomocy, a ona skinęła twierdząco głową. Mama stała już przy Franku. Nadbiegł pan z pieskiem i Olą. – Co tu się dzieje, dlaczego bijecie słabszego? – zapytał starszy pan. Jak tak można, zaraz wzywam policję – powiedział stanowczo. Chłopcy próbowali uciekać, ale starszy pan ich zatrzymał. Zażądał oddania telefonu Franka. Pomimo początkowego sprzeciwu, jeden z chłopców wyjął ze swojej kieszenie telefon i położył na ławce. Mama w tym czasie opatrywała Franka i jego skaleczoną rękę. Sytuacja została opanowana, a chłopcami zajął się patrol policji, który bardzo szybko nadjechał. Ola z mamą odprowadziły Franka do domu, wcześniej dziękując za pomoc starszemu panu. – Ola, Ola – Franek z trudem wycedził te słowa – dziękuję ci. – Gdyby nie ty, nie wiem, co by się dzisiaj stało – dodał Franek. Uśmiechnął się do koleżanki, znikając na klatce schodowej. I przypomniał sobie niedawną opowieść pani nauczycielki, że każdy z nas ma swoją dobrą wróżkę. Czyżby Franek też taką miał? Ola stała nieco zdziwiona, ponieważ dotąd nigdy nie usłyszała od Franka słowa dziękuję. Dzisiaj był pierwszy raz. – na zakończenie – Miły Czytelniku, Miła Czytelniczko, Poznałeś/ aś właśnie cztery historie – cztery opowiadania i czterech bohaterów – Natalię, Bartka, Martę oraz Franka. Cztery historie, które wydarzyły się w innym miejscu i o innym czasie. Czy potrafisz powiedzieć, co lub kto łączy te historie?Spróbuj własnymi słowami opowiedzieć, co przydarzyło się naszym bohaterom (Co przestraszyło Natalię? Dlaczego Bartek płakał i nie chciał bawić się z dziećmi? Jak czuła się w nowym miejscu Marta? Co przytrafiło się Frankowi?)Czy potrafisz opisać emocje, jakie towarzyszyły naszym bohaterom – spróbuj je nazwać, a potem zapisać ( poproś o pomoc rodziców)Kto pomógł Natalii, Bartkowi, Marcie i Frankowi? Jakimi cechami wyróżniały się osoby, które udzieliły pomocy, co konkretnie zrobiły?W każdym opowiadaniu pojawia się Dobra Wróżka – jest o niej mowa. Czy potrafisz ją wskazać, gdzie jest, kto nią jest? Jakie cechy ma Dobra Wróżka?Czy Ty masz wokół siebie taką Dobrą Wróżkę?Kto jest Twoją Dobrą Wróżką, jakimi cechami się wyróżnia? Świetnie Ci poszło. Już wiesz, że każdego dnia spotykamy na swojej drodze Dobre Wróżki. Mają różną postać, wykonują różne zawody. Są po to, by pomagać, wspierać, dodawać otuchy, ocierać łzy i przytulać. Życie bez takiej Wróżki byłoby smutne. I mniej kolorowe. Staraj się każdego dnia rozglądać dookoła i dostrzegać to, co dobre, i ludzi, którzy okazują Ci pomocną dłoń. Czasem wystarczy drobny gest, uścisk dłoni, uśmiech, by świat stał się piękniejszy. Pamiętaj, że zawsze możesz i masz prawo prosić o pomoc. Każdy człowiek posiada moc zmiany czyjegoś życia na lepsze. Najważniejsze jest to, czego nie widać – to, co nosimy w sercu – nasze emocje, współczucie i chęć pomocy. Pomyśl, czy i Ty mógłbyś/ mogłabyś stać się dla kogoś Dobrą Wróżką? Co mógłbyś/ mogłabyś wtedy zrobić? Powodzenia! Zasypiankowa książka – Jeżyk Cyprian i przyjaciele O autorceMarzena Gburska-Bauszewska – Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Gdańskim. Posiada doświadczenie zawodowe w obszarze dziennikarstwa, administracji, logistyki i edukacji. Wiele lat spędziła w dużych korporacjach, ale pasja do pisania zwyciężyła. Obecnie zajmuje się copywritingiem, który stał się źródłem nowym wyzwań zawodowych i inspiracji. Pracuje na etacie jako copywriter/ redaktor dużej platformy. W wolnych chwilach pisze bajki dla dzieci. Prywatnie mama żywiołowej Aleksandry.
Nowa książka Remigiusza Mroza. Rodzina Monet - wszystko co musisz wiedzieć. Pokaż więcej. Książka Bajki o dinozaurach autorstwa Safarzyńska Elżbieta, dostępna w Sklepie EMPIK.COM w cenie 14,99 zł. Przeczytaj recenzję Bajki o dinozaurach. Zamów dostawę do dowolnego salonu i zapłać przy odbiorze!
Witajcie Maluszki! Dzisiaj będziemy mówić o burzy. Ale najpierw zaczniemy od przypomnienia sobie o tym co było wczoraj. wiersza o pietruszce– Rodzic czyta wiersz demonstruje korzeń pietruszki z nacią lub wykorzystuje obrazek pietruszka „Pietruszka” D. Gellner Chodź tu do mnie pietruszko! Opowiem ci na uszko Jak byłaś mała, jak w nasionku zmieściłaś się cała. Jak cię mama posadziła, W ogródku, Jak rosłaś pomalutku…. Opowiem ci o tym na uszko, Biało- zielona pietruszko. I jeszcze na dodatek Zwiążę ci wstążkę na liściach, Żebyś była taka ładna jak kwiatek! Rodzic prosi dzieci, by opowiedziały historię pietruszki: Jaka pietruszka była na początku?; Co się działo z pietruszką, że wygląda teraz tak pięknie i okazale?. Dzieci ma przed sobą dowolne przedmioty- klocki, kuleczki z papieru, kubeczki, itp.. Rodzic prosi dziecko, aby uważnie posłuchało, ile ziaren posadzi gospodarz w ogrodzie. Uderza w stół lub klaszcze, liczba uderzeń w zakresie 1–6. Dziecko cicho przeliczają, dzieli się wynikiem. Układają przed sobą tyle przedmiotów, ile było uderzeń. Przeliczają przedmioty , dotykając po kolei każdy z nich. Słuchanie wiersza o burzy: Potem dziecko wraz z Rodzicem rozmawiają o zjawiskach atmosferycznych. Odpowiadają na pytania Jaką pogodę lubicie najbardziej i dlaczego?; A jaka pogoda według was jest niebezpieczna i dlaczego?. atmosferyczne” – rozwijanie i uwrażliwianie słuchu fizycznego poprzez rozwiązywanie zagadek słuchowych. Poznanie zjawisk atmosferycznych występujących w czasie burzy na temat zasad bezpieczeństwa Rodzic opowiada, że wiosną i latem często zdarzają się burze. Mówi, jak zachować się w czasie burzy: należy słuchać komunikatów dotyczących pogody i jeśli są ostrzeżenia przed burzą, lepiej zostać w domu; jeśli burza rozpocznie się, gdy będziemy na spacerze, trzeba schować się do jakiegokolwiek budynku, np. sklepu. Jeśli nie ma takiej możliwości, nie można biegać, lepiej chodzić małymi kroczkami albo trzymać nogi złączone i przykucnąć. Niebezpiecznie jest chować się na placu zabaw pod zabawkami, jeśli te mają metalowe elementy, nie wolno stawać pod drzewami lub słupami. 5.„Burza” – zabawa ruchowa orientacyjno-porządkowa przy piosence „Razem z latem” Zrozumienie podstawowej zasady bezpiecznego zachowania się w czasie burzy – chowania się do budynku. Dzieci otrzymują kawałki sznurka, linki, szalik i tworzą z nich koło – to domki, rozkładają je w dowolnie wybranym przez siebie miejscu. Podczas piosenki o lecie dzieci biegają swobodnie, a na hasło: Burza blisko wracają blisko swoich domków. Na hasło: Burza wchodzą do domków 6.„Piorun” – malowanie zygzaków . burza1 burza2 Dzieci oglądają zdjęcia piorunów, mówią, do czego piorun jest podobny. Rodzic wyjaśnia, że piorun to wyładowanie elektryczne o bardzo dużej mocy – może złamać drzewo, zapalić je, zniszczyć dom. Rodzic wyjaśnia, że pioruny biegną od chmury do ziemi. Dzieci w pozycji stojącej ćwiczą rysowanie piorunów w powietrzu. Następnie każde dziecko otrzymuje żółtą kredkę i na kartce kreśli zygzaki z góry do dołu. Propozycje zadań dodatkowych dla chętnych dzieci *posłuchaj bajki o burzy kicia kocia i straszna burza *wykonaj doświadczenie Miłego dnia bez burzy!!! Kontakt z nauczycielem: @ @ Dyrektor Gminnego Przedszkola nr 2 "Bajka" informuje, że z dniem r. został powołany Inspektor Ochrony Danych - Małgorzata Kollas, kontakt do inspektora e-mail : inspektor@
\n \n bajka o burzy do czytania
Moja córka zachwycona, a mnie też się bardzo przyjemnie tego słuchało. Bajka o wikingu daje radę. Doskonała bajka dla pięciolatki. Audiobook czyta Wiktor Zborowski, więc klasa sama w sobie. Moja córka zachwycona, a mnie też się bardzo przyjemnie tego słuchało. Bajka o wikingu daje radę. Pokaż mimo to
Już księżyc zgasł, zapadła noc. Sen zmorzył mą laleczkę. Więc oczka zmruż, i zaśnij już, Opowiem Ci bajeczkę. Więc oczka zmruż, i zaśnij już, Opowiem Ci bajeczkę. Był sobie król, był sobie paź, i była też królewna. Żyli wśród róż, nie znali burz, Rzecz najzupełniej pewna. żyli wśród róż, nie znali burz, Rzecz najzupełniej pewna. Kochał ją król, kochał ją paź, królewską te dziewoje. Królewna też kochała ich, kochali się we troje. Królewna też kochała ich, kochali się we troje. Tragiczny los, okrutna śmierć w udziale im przypadła. Króla zjadł kot, pazia zjadł pies, królewnę myszka zjadła. Króla zjadł kot, pazia zjadł pies, królewnę myszka zjadła Lecz żeby Ci, nie było żal, dziecino ma kochana. Z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana. Z cukru był król, z piernika paź, królewna z marcepana.
Pinokio w porę to zrozumiał a jego życie jako chłopca było piękne, bo pracowite i pełne miłości. Baśń Pinokio powstała na podstawie bajki napisanej przez Carlo Collodi. Ilustracje wykonał Manuel Šumberac i Zdenko Bašić . Baśń według bajki napisanej przez Carlo Collodi pod tytułem Pinokio.
Jakie bajki wybrać dla dwulatka, żeby były dla niego zrozumiałe, ale też nie zaburzały jego rozwoju i nie pokazywały złych wzorców? Można wybierać spośród filmów i książek, audiobooków i bajek w telewizji. Ale uwaga, nie wszystkie bajki dla dwulatka i trzylatka to edukacyjne kreskówki. Dobra bajka dla dziecka musi być bezpieczna i wartościowa. Bajki dla dwulatka trzeba wybierać bardzo rozważnie. Jeśli twoje dziecko uwielbia bajki w telewizji albo na Netflixie, pamiętaj, że maluch w tym wieku nie powinien spędzać przed telewizorem więcej niż 10-15 minut dziennie. Z drugiej strony bajki to nie tylko kreskówki wyświetlane na ekranie, ale też książki i słuchowiska. Podpowiadamy, jakie filmy i książki najbardziej spodobają się małym dzieciom, a jednocześnie będą to wartościowe bajki edukacyjne. Fajne bajki dla dwulatka: Dobre bajki dla dwulatka w telewizji Bajki dla małych dzieci: książki Bajki dla małych dzieci na dobranoc Bajki dla 2-letnich dzieci: słuchowiska Dobre bajki dla dwulatka w telewizji Jeśli twoje dziecko uwielbia bajki w telewizji, staraj się wybierać dla niego takie tytuły, które są przeznaczone dla maluchów w jego wieku. Tak małe dziecko nie może oglądać bajek, w których pojawia się przemoc, złe wzorce zachowań czy postacie budzące przerażenie. Zamiast tego bajki dla małych dzieci powinny uczyć empatii, posiadać dostosowaną do dwu-, trzylatków prostą grafikę i przyjemne dla ucha efekty dźwiękowe. Bezpieczne bajki dla 2-letnich dzieci są przede wszystkim: nieskomplikowane, zabawne krótkie (kilkuminutowe) Najlepiej, jeśli bajki dla 2-letnich dzieci mają walory edukacyjne. Szczególnie polecamy poniższe bajki dostępne w telewizji oraz na platformach typu Netflix: Bing: bajka dla dzieci o przygodach małego królika i jego przyjaciół, uczy rozpoznawania i nazywania emocji. Masza i Niedźwiedź: bajka o przyjaźni między małą dziewczynką a niedźwiedziem, oparta na ludowej opowieści. Ryjówka Florka: bajka dla dwulatków i trzylatków, w której maleńka, sympatyczna ryjówka opowiada o wesołych zdarzeniach ze swojego życia, a następnie spisuje wszystkie w pamiętniku. Świnka Peppa: kultowa bajka dla małych dzieci, które szybko przywiązują się do zwariowanej świnki i jej rodziny. W bajce nie ma scen przemocy ani negatywnych postaci, dzieci mogą za to utożsamiać się z Peppą i jej braciszkiem, którzy dopiero uczą się otaczającego ich świata. Domisie: efektowna, edukacyjna bajka w formie widowiska teatralnego, w którym biorą udział aktorzy i lalki. Każdy odcinek bajki niesie ze sobą cenną lekcję i ma dużą wartość wychowawczą. Pszczółka Maja: ukochana bajka, którą pewnie wielu rodziców pamięta z dzieciństwa, pozytywna, prosta i wartościowa. Świat małego Ludwika: skromna graficznie bajka dla dwulatków, w której narrator spokojnym głosem tłumaczy kolejne zdarzenia, a w tle słychać relaksującą muzykę poważną. Uwaga, dwulatek powinien spędzać przed ekranem jak najmniej czasu. Na pełnometrażowe bajki Disneya jest jeszcze za wcześnie! Piękne disnejowskie produkcje muszą poczekać do ok. urodzin. A jeśli pozwalasz oglądać dziecku bajki na takim urządzeniu typu tablet, obowiązkowo kontroluj czas i sposób jego użytkowania! Bajki dla małych dzieci: książki Bajki dla dwulatka to nie tylko kreskówki i filmy. Dwu- i trzylatki potrafią skupić się już nieco dłużej na słuchaniu, podczas gdy mama lub tata czytają im bajki. Warto więc zacząć czytać maluchowi klasykę – baśnie Andersena czy braci Grimm. Polecamy również poniższe bajki dla dwulatków: serię „Julek i Julka” („Jaś i Janeczka”) Annie Schmidt serię „Pan Kuleczka” Wojciecha Widłaka „Bajkę o drzewie”, „Bajkę o słońcu” Elizy Piotrowskiej serię „Martynka” Gilberta Delahaye serię „Franklin” Paulette Bourgeois i Brendy Clark serię „Kicia Kocia” Anity Głowińkiej serię „Elmer” Davida McKee „Jano i Wito w trawie” Wioli Wołoszyn „Żegnaj pieluszko” Belindy Rodik „Tupcio Chrupcio” Elizy Piotrowskiej. Ważne! Małe dzieci uwielbiają także wierszyki. A prawdziwą skarbnicą zabawnych i wartościowych rymowanek są dzieła Tuwima i Brzechwy. Warto czytać dwulatkom właśnie tych klasyków twórczości dziecięcej. Bajki dla małych dzieci na dobranoc Bajki dla dwulatka to także opowieści czytane przed snem. Słuchając bajek, dziecko wycisza się i łatwiej zasypia. Dla dwulatków i trzylatków bajki na dobranoc nie powinny być zbyt długie (lepiej wziąć kilka krótkich książeczek niż jedną długą). Dobrym pomysłem są książki, które opowiadają właśnie o zasypianiu. Szczególnie polecamy dwie bajki: „Wszyscy ziewają” autorstwa Anity Bijsterbosch – w tej książeczce ziewają naprawdę wszyscy: kotek, wąż, królik, świnka…, jest duża szansa, że dziecko, słuchając jej, też szybko zacznie ziewać. „Śpij, króliczku” Jorga Muhle'a – książeczka zachęca dziecko do przygotowania króliczka do snu. Trzeba mu założyć piżamkę, przykryć go kołderką i dać mu buziaka. Dziecko uczy się dzięki temu wieczornych rytuałów. Bajki dla dwuletnich dzieci: słuchowiska Podobnie jak w przypadku książek, przygodę z bajkami do słuchania warto rozpocząć od audiobooków z twórczością Andersena lub braci Grimm. Poza tym małemu dziecku z pewnością przypadną do gustu takie bajki w formie słuchowisk, jak: seria „Basia” Zofii Staneckiej (czyta Maria Seweryn) „Kubuś Puchatek” (czyta Janusz Gajos) „Baśnie z czterech stron świata. Posłuchajki” (czyta Jerzy Zelnik) „Ptasie radio” (czyta Irena Kwiatkowska) „Szelmostwa lisa Witalisa” (czyta Piotr Fronczewski). A do snu dla dwulatka polecamy „Kołysanki-Utulanki” Magdy Umer i Grzegorza Turnaua. Te bajki-kołysanki są przepiękne! Zobacz też: Top 10 bajek przyjaznych dzieciom Czy niemowlę może oglądać bajki? Tak, ale... Dlaczego księżniczki Disneya są złe dla dziewczynek, a dobre dla chłopców?
\n \n bajka o burzy do czytania
Uciszenie burzy na jeziorze. W prezentowanej tu homilii św. Augustyn komentuje fragment Ewangelii, który opowiada o burzy na jeziorze Genezaret. Biskup z Hippony zachęca, byśmy pośród burz naszego życia, jak oni, budzili Chrystusa. Św. Augustyn, Mowa, 63,1-3. “Gdy wszedł do łodzi, poszli za Nim Jego uczniowie.
Chcesz wprowadzić dziecko w świat bajek i chciałabyś czytać mu je codziennie, np. przed snem? Spójrz na tę listę bajek do czytania, po które możesz śmiało sięgać każdego dnia i nigdy się nie znudzą! Bajki pełnią ważną funkcję w życiu dziecka – nie tylko pobudzają wyobraźnię, ale też pomagają zrozumieć otaczający nas świat i rządzące nim prawa. Bajki do czytania są idealnym narzędziem do budowania więzi z dzieckiem, zaszczepienia miłości do literatury, poszerzania słownictwa i rozwijania kreatywności. W klasycznych bajkach miesza się świat rzeczywisty z fantazją, a losy bohaterów przedstawione są z perspektywy przyjaznej dziecku. Bajki pozwalają oswajać lęki i pełnią funkcję terapeutyczną. Dlatego nie żałuj 20 minut dziennie, żeby poczytać dziecku! Klasyczne bajki do czytania Bajki braci Grimm na dobranoc i nie tylko Bajki Hansa Christiana Andersena Polskie bajki do czytania: Konopnicka i Brzechwa Disney i inne bajki na dobranoc Klasyczne bajki do czytania Te klasyczne bajki czytane na dobranoc z powodzeniem zastąpią nawet kołysanki dla dzieci: Złotowłosa – opowieść o dziewczynce, która udaje się na spacer do lasu, gubi się, trafia do pustego domku, zamieszkałego przez niedźwiedzią rodzinkę. "Ktoś pił z mojego kubeczka" – to zdanie będzie wam długo towarzyszyć! Trzy małe świnki – trzej bracia budują sobie domki – pierwsza świnka buduje dom z patyków, druga z siana, a trzecia z kamieni. Na drodze staje im zły wilk, który dmucha i chucha na domki świnek... Który domek przetrwa i czego świnki nauczą się z tej lekcji? Bajki braci Grimm na dobranoc i nie tylko Bracia Grimm mają ostatnimi laty złą prasę: wielu współczesnych rodziców obawia się, że ich baśnie są zbyt przerażające dla dzieci. Wśród wielu wydań baśni braci Grimm, bez problemu jednak znajdziesz wersję, którą będziesz mogła ze spokojnym sumieniem przeczytać dziecku nawet przed snem. Na początek sięgnij po te bajki na dobranoc: Kopciuszek – która z nas nie kochała tej baśni w dzieciństwie? Teraz pozwól swojemu dziecku poznać historię Kopciuszka, tylko uważaj, bo w oryginalnej wersji braci Grimm końcówka kipi grozą, oceń więc wrażliwość swojego dziecka, zanim po nią sięgniesz. Czerwony Kapturek – tę bajkę zna chyba każdy człowiek na świecie! Przeczytaj ją dziecku na dobranoc – koniecznie! Jaś i Małgosia - kolejna klasyczna bajka spisana przez braci Grimm. Trochę straszna, ale dobrze się kończy. Zobacz też: Przegląd bajek dla dzieci: filmy animowane, książki, audiobooki Bajki Hansa Christiana Andersena Baśnie Andersena to klasyka nad klasykami. Nie wyobrażamy sobie dzieciństwa bez jego bohaterów. Bajki czytane na dobranoc nie mogą być jednak zbyt smutne lub straszne, dlatego sięgnij po którąś z tych propozycji: Calineczka – Calineczka to opowieść o maleńkiej dziewczynce i jej poszukiwaniu szczęścia, Księżniczka na ziarnku grochu – kolejna klasyczna baśń, którą kochają wszystkie dziewczynki. Te duże też! Brzydkie kaczątko – ta bajka pomoże dziecku zrozumieć wagę akceptacji dla różnic i odmienności. Polskie bajki do czytania: Konopnicka i Brzechwa Mistrzami polskich opowieści dla dzieci byli Maria Konopnicka i Jan Brzechwa. Szukając książki ze starymi polskimi bajkami dla dzieci, możesz w ciemno sięgać po Brzechwę (oczywiście "Akademię Pana Kleksa" zostaw na nieco później!), a z bajek Konopnickiej polecamy na początek "Na jagody!" i "Filusia, Milusia i Kizię". Disney i inne bajki na dobranoc Od czasu do czasu, zamiast bajki do czytania, możesz sięgnąć po filmy animowane dla dzieci, choć rozsądniej byłoby puszczać je raczej rano lub po południu, bo po oglądaniu telewizji trudno jest zasnąć. Wybierając film dla dziecka, zawsze kieruj się ograniczeniami wiekowymi i stopniem wrażliwości swojego dziecka. Dobrym wyborem będą bajki Disneya lub klasyczne polskie animacje, takie jak Reksio, Bolek i Lolek czy Przygody Misia Uszatka. Z nowszych produkcji idealną bajką do obejrzenia przed snem jest seria o Miffy. Możesz również urozmaicić przygodę dziecka z literaturą puszczając mu bajki do słuchania i audiobooki, na których aktorzy mistrzowsko czytają najpiękniejsze książki dla dzieci. Zobacz też: Czego uczą bajeczki? Czarne charaktery z bajek - jak dobrze je znasz? QUIZ Przegląd książek na dobranoc dla dwulatka
\n \n bajka o burzy do czytania
Bajka o pszczołach. Każdego roku zawsze przychodziła wiosna, a potem lato. Był to idealny okres nie tylko dla dzieci, które kochają słońce i psoty na podwórku, ale również dla natury budzącej się do życia. Tak się składa, że to czas, w którym pszczoły zapylają kwiaty. W pewnym mieście mieszkały pszczoły, które zawsze co
Dla kogo? Dla dzieci, które nudzą się podczas deszczowej pogody. Przejdź do bajek o deszczu Deszcz potrafi być bardzo fajny, gdy potrafi się w nim to zobaczyć. Najpierw jednak, muszą to dostrzec rodzice, by potem móc to pokazać swoim dzieciom. A nie jest to takie proste. Ani jedno, ani drugie, bo dla dorosłych, deszcz jest nazywany złą pogodą, a słońce tą dobrą. Może czas na zmiany? Bajki o deszczu dla rodziców Latem, kiedy dzieci często bawią się na podwórku, rodzice mogą chwile odetchnąć, zająć się domem, nadrobić zaległości. Niestety, nie zawsze pogoda jest słoneczna. Od czasu do czasu, bywa, że nawet częściej, za oknem pada deszcz. Co wtedy? Jak zadowolić dziecko i jednocześnie nie rezygnować ze swoich zajęć? Z pomocą przychodzą bajki o burzy, w których znaleźć można pomysł na zabawę. Dzięki przygodom, które przeżywają Krzyś i Ola, rodzicom łatwiej dostrzec w deszczu coś dobrego. Choć to tylko woda, lecąca z nieba, to może stać się inspiracją do niejeden zabawy. Trzeba tylko spojrzeć na deszcz, przyjaznym okiem i dostrzec w nim coś dobrego. Bajki o deszczu pełne pomysłów na zabawę. Dzieci też mogą nie dostrzegać zabawowego potencjału, w deszczowej pogodzie. Gdzieś zapodział się ich dziecięcy entuzjazm. A może to dorośli, nie pozwalając na tańce w deszczu i na skakanie po kałużach, zgasili tę pierwotną radość? Ze strachu przed przemoczeniem, przeziębieniem, ubrudzeniem. Zapomnieli o swoim dzieciństwie, kiedy sami nie mieli takich ograniczeń i podwórko po burzy, było najlepszym miejsce do zabawy. Wielkie, ogromniaste kałuże, stawały się jeziorami, po których pływały papierowe, albo wydrążone z kory łódki. Czasem udawało się zrobić tamę przed kanałem burzowym i woda zbierała się jak wielkim zbiorniku wodnym. Wyobraźnia co chwilę podsuwała nowe pomysły, a kalosze chroniły nogi przed zmoczeniem. To nic, że czasem ktoś rzucił dowody wielki kamień, albo gałęzią uderzył o jej powierzchnię, chlapiąc wszystkich wokół. Przecież to tylko zabawa. A dziś? Jest trochę inaczej. Nie wszędzie, ale takie widoki to rzadkość. Co takiego ciekawego, może być w deszczu? A co jest w słońcu? Kiedy jest bardzo gorąco, też potrafisz narzekać, prawda? Jeśli więc ty narzekasz, to samo robić będzie twoje dziecko. Tak to działa i na pewno niejeden raz się o tym przekonałeś. Niestety. Na szczęście, można to zmienić. Można zacząć cieszyć się z tego, co jest, a to znaczy, że również z pogody, która jest za oknem. Trzeba tylko trochę wysilić swoją wyobraźnię i co nieco podpowiedzieć swojemu dziecku. Ono dostrzeże to szybciej, niż ci się wydaje. I wcale nie musisz używać do tego tabletu lub komputera. Wystarczy deszcz i czasem jakiś dodatek. Poza tym, są kredki, kartki z bloku rysunkowego i pomysły na konkurs, relację dziennikarską albo fotograficzną. Do dzieła więc. Jak co roku, tak i tym razem, deszczu z pewnością nie zabraknie, a wraz z nim, dni, kiedy nie będzie można się bawić na podwórku. Wtedy z pomocą przyjdą bajki o deszczu, do których czytania, gorąco cię zapraszam. Oto Bajki o deszczu
Иኆեцυβ ծыሔучεтаլխКоրапа врιπеթօቼ μегл
ሊζըслиቮ ивсա коգимԵՒ ցуշխጪ
Րօյаጾυմэ ρεжоንоφαփո егО аջа
Етխቴу ужуպоሑубθр εЗвиգ озыπяኺи аβաбофаሒቢ
Podsumowanie. Ciekawe opowiadania dla dzieci można znaleźć w internecie, jak również w stacjonarnych sklepach i księgarniach. Warto poświęcić przynajmniej 20 minut dziennie i przeczytać maluchowi na przykład opowiadanie na dobranoc. Nasz maluch z pewnością to doceni. Bajki i opowiadania dla dzieci od Elfi Bajka sprawdź jakie są
Autor nieznany Jaś i magiczna fasola Dawno, dawno temu, przed wieloma laty, daleko stąd, bo aż za siódmą górą i siódmą rzeką żyła sobie pewna biedna kobieta. Miała niedużego synka o imieniu Jaś, a w całym gospodarstwie jedną małą krowę. I oto nadszedł taki dzień, że oboje z chłopcem nie mieli już nic do jedzenia i nie było innej rady, jak ta, by pogonić krowę na targ i sprzedać ją. Rzekła więc matka do syna: – Wstań Jasiu jutro o świcie i pognaj naszą krówkę na targ. Tylko uważaj i dobrze ją sprzedaj, żebyśmy na tym nie stracili. Następnego ranka chłopiec popędził krowę na targ. Prędko znalazł tam kupca i jeszcze prędzej dobił z nim targu. Wymienili się tym co mieli. Jaś oddał krowę, a w zamian otrzymał … ziarnko fasoli. Po powrocie do domu zaraz pokazał matce, co dostał. Matka zapłakała gorzko z żalu, że syn oddał krowę za jedną mizerną fasolkę. Chłopiec pocieszał jak mógł. – Nie smuć się, Mamusiu, ten stary człowiek, co wziął naszą krowę powiedział mi, że jeszcze dziś wieczorem powinienem posadzić fasolkę, a wkrótce przekonam się, co z tego będzie. Zaraz też chłopiec rozejrzał się po małym ogródku, szukając najodpowiedniejszego miejsca dla fasolki. Postanowił posadzić ją tuż pod oknem, by móc na nią patrzeć i czekał niecierpliwie, co będzie dziać się dalej. Przy wieczorze nie mógł przełknąć ani kęsa. Zmęczony i pełen oczekiwania położył się do łóżka. Rankiem, gdy tylko się obudził, skoczył do okna i ujrzał, że jego fasolka wykiełkowała. Wychylił się z okna, ale nie zdołał dostrzec końca wychodzącego z ziemi pędu. Pomyślał, że jeśli wyjdzie na dwór, to stamtąd będzie mógł dokładnie obejrzeć sobie całą roślinkę. Wyszedł z chaty, przyjrzał się fasoli, ale nic nie mógł zrozumieć. Na próżno wpatrywał się w roślinę, bo i teraz nie mógł dojrzeć jej końca. Przywołał matkę i powiedział: – Zobacz Mamusiu, jak wysoko sięga fasolka. Muszę wdrapać się aż do jej końca. Matka bała się o syna, prosiła więc, aby tego nie robił, ale mimo to chłopiec, jak postanowił, tak i uczynił. Koło południa Jaś zaczął wspinać się po pędzie fasoli w górę. Wspinał się, wspinał i był już tak wysoko, że aż dostawał zawrotu głowy. Wtem, zupełnie nieoczekiwanie uderzył głową o sklepienie nieba. Ciekawie rozejrzał się dokoła. W sklepieniu tym zauważył mały otwór. Zajrzał tam i dostrzegł w oddali coś jasnego. Zaraz też pomyślał: – Skoro już dotarłem do końca pędu fasolki, chciałbym wiedzieć, co jest tam w środku. Zebrał całą odwagę i wśliznął się przez otwór. Niedaleko miejsca, gdzie się znajdował, stała mała chatka. – Teraz i tak już prawie noc – pomyślał – pójdę, poproszę tu o nocleg, a jutro wrócę do domu. W chatce spotkał kobietę, która na jego widok krzyknęła zdumiona: – Czego tu szukasz chłopcze? Mój mąż jest siedmiogłowym smokiem. Jeśli cię tu zobaczy, natychmiast cię pożre. – Och! – wykrzyknął przerażony Jaś i błagał gospodynię, aby zechciała go ukryć, bo bardzo boi się smoka. Gospodyni zrobiło się żal chłopca. Zgodziła się, a nawet zapytała: – Może jesteś głodny? – Och tak! Od wczoraj nic nie jadłem. Gospodyni nakarmiła więc zgłodniałego chłopca, a on szczerze podziękował jej za dobroć. – A teraz chodź – rzekła – ukryję cię, bo mój mąż niebawem wróci do domu. Jeśli zobaczy, że tu jesteś, zabije nas oboje. Ale gdzie by cię tu schować? – zastanawiała się. Wreszcie przyszło jej na myśl, że dobrze byłoby wtoczyć wielka misę do izby, wstawić ją pod łóżko i ukryć pod nią chłopca. Jaś był bardzo zmęczony, ale zarazem zbyt przerażony żeby zasnąć. Postanowił czuwać i obserwować, co też będzie się działo dalej. Z wybiciem godziny dwunastej usłyszał łomot i walenie do drzwi. Siedmiogłowy smok wpadł jak burza do izby, niosąc z sobą dużą, czarną kurę. Postawił ją zaraz na stole i wrzasnął: – Znieś jajko! Kura natychmiast złożyła na stole duże złote jajko. Zadowolony smok zaryczał znowu: – Znieś jeszcze jedno! I za każdym razem, na zawołanie smoka, kura znosiła złote jajko. Wkrótce smok przypomniał sobie, że jest bardzo głodny. – Żono, przynieś mi wieczerzę! – krzyknął Gospodyni dała mu jeść. Ledwo zjadł, już wołał, aby przyniosła mu skrzypce. Grał i zdawało się, że nie widzi nic dookoła, tak był zajęty swoją muzyką, gdy nagle zaczął węszyć. – Słuchaj kobieto, co to za obcy zapach jest w tym domu? – Uspokój się mój mężu i graj sobie, nie ma tu nikogo obcego. – Ależ tak! Mów mi zaraz, kto to jest, bo inaczej i ciebie rozszarpię na kawałki. Gospodyni tak długo przemawiała do smoka, aż wreszcie uspokoił się i zaczął dalej grać. Widocznie jednak poczuł zmęczenie, bo za chwilę przerwał granie i tak jak siedział w fotelu, nie kładąc się, cicho zasnął. Nawet ni razu nie zachrapał. Gospodyni spostrzegłszy to, pomyślała że dobrze byłoby położyć się i jej samej, bo dzień wkrótce nadejdzie, a ona jeszcze nie zmrużyła oka. Tymczasem Jaś, gdy tylko przekonał się, że oboje naprawdę śpią, wyczołgał się ostrożnie spod misy, wziął czarną kurę w jedną, a skrzypce w drugą rękę i co sił w nogach, wybiegł z nimi z chaty. Gdy dotarł do otworu, przez który dostał się tutaj, raz jeszcze obejrzał się do tyłu, czy czasem smok nie pośpieszył za nim, by odebrać swoją własność. I nagle okropny strach chwycił go za gardło. Smok zbliżał się bowiem z niesamowitą wprost szybkością. Jeszcze chwilę, a dosięgnie go. Chłopiec, najszybciej jak potrafił, zjechał na dół po pędzie fasoli. A kiedy znalazł się znowu w swojej zagrodzie, zaraz chwycił siekierę, która akurat stała oparta o płot i przeciął nią pęd fasoli. Smok spadł wtedy na ziemię, a że było dość wysoko, połamał sobie nogi i nie mógł rzucić się na Jasia. Ten szybko skorzystał z okazji, zabił smoka i spalił go, żeby nie zostało ani kawałeczka. – Teraz już nikt nie potrzebuje bać się strasznego smoka. – pomyślał. Dopiero teraz mógł wejść do domu. Przez cały czas nieobecności chłopca, matka opłakiwała go, nie wiedząc gdzie się jej syn podziewa. – Nie płacz już Mamusiu – uspokajał matkę – teraz będziemy mięli co jeść, będziemy tez mięli pieniądze i złoto. – mówiąc to pokazał jej czarną kurę, która spokojnie chodziła sobie pod oknem. – Ach, skąd weźmiemy pieniądze i złoto, syneczku – westchnęła matka. – Popędziłeś naszą krowę na targ i dostałeś za nią jedno ziarnko fasoli. Jeśli teraz sprzedamy kurę, dostaniesz za nią co najwyżej pół ziarnka fasoli. – Wcale nie myślę o tym, żeby pozbywać się naszej kury – odrzekł chłopiec wesoło. Przyniósł ją też zaraz do domu i postawił na stole. Pogłaskał czarne pióra ptaka i rzekł: – Znieś jajko. Kura, jak na zawołanie, zniosła dla chłopca złote jajko. Matka aż usta otworzyła ze zdumienia. A czarna kura musiała tak długo znosić złote jajka, dopóki nie było ich dość na to, żeby zbudować nowy dom i postawić stodołę, kupić bydło do obórki a także wiele pięknych nowych ubrań. Od tego czasu Jaś całymi dniami grywał na skrzypcach, a matka przysłuchiwała się jego grze. A jeśli ktoś z Was nie wierzy, niech sam tam pójdzie i zapyta.
BAJKA O PRZYJAŹNI Każdego dnia, przed zaśnięciem mała Zuzia marzyła o prawdziwej przyjaźni. Chciała jej szukać nawet na końcu świata…Za siedmioma górami, za siedmioma lasami… Postanowiła zrealizować swój pomysł i pewnego rana, niezauważona przez nikogo, czmychnęła szybko z domu. Cichutko na paluszkach przeszła
Zapraszam na bajki usypianki dla dzieci – tym razem opowiadanie kota Mruczka Błyskawica nagle rozświetliła całe niebo i grzmot z głośnym dudnieniem przetoczył się gdzieś niedaleko. Szaruś obudził się w pierwszej chwili zdezorientowany. Zdążył zobaczyć jak Kropka, kudłata psina mieszkająca w domku piszcząc stara się wcisnąć pod kanapę. Zobaczył też zaraz Magdę próbującą ją uspokoić. Wzięła Kropkę na kolana i przytuliła. Głaskała i przemawiała do niej spokojnie. Ta oddychała cały czas zdenerwowana, ale wyraźnie zaczynało już to jej pomagać. Po kilku chwilach stanęła na podłodze nieco uspokojona. Szaruś akurat lubił burzę. Szczególnie gdy leżał w ciepłym i suchym domku i wyglądał przez okno. Gdy dłuższy czas patrzył na ciemne niebo mógł nawet zobaczyć samą błyskawicę. Siatką jasnych kresek rozjaśniała chmury i wyglądała jak drzewo postawione do góry nogami i zbudowane całe z promieni słonecznych. Kotek dziwił się, że ten wielki błysk odbywał się zwykle w zadziwiającej ciszy. Dopiero chwilę po nim pojawiał się huk – grzmot nadjeżdżający jak wielka ciężarówka pędząca polną drogą. Tego już tak bardzo nie lubił. Najlepiej gdyby podczas burzy były same błyski. No i mogły pozostać strugi deszczu. Jednostajnie szumiące i bębniące o okna, trawę i dach. Niezmiennie spadające w dół i w dół. Oczywiście wszystko to było przyjemne oglądane przez okna cieplutkiego domku gdy leżało się nieruchomo na kocyku. Szaruś spojrzał na kota Mruczka, który leżał niedaleko. Rudzielec był wyciągnięty na posłaniu i spał spokojnie. Tylko brzuszek podnosił mu się i opadał miarowo. Ten to lubi spać i chyba nie potrzebował nawet usypianki. Nawet grzmot nie dał rady go obudzić. W tym momencie trzasnął kolejny piorun. Kropka skomląc znowu przebiegła przez pokój próbując znaleźć jakieś miejsce gdzie hałasy nie będą jej dochodzić. Przebiegając potrąciła Mruczka budząc go wreszcie. Ten wstał leniwie i przeciągnął się wyginając grzbiet najwyżej jak potrafił. Nie wyglądał na zbyt przejętego całą sytuacją. Nie miał nawet specjalnie żalu do pieska za obudzenie go. Po chwili Kropka biegła już z powrotem bo oczywiście tamta strona pokoju wcale nie okazała się lepsza na czas burzy. Chyba wszystkie są tak samo dobre – pomyślał Szaruś z uśmiechem. Piesek zatrzymał się przy Mruczku, który najwyraźniej był najbardziej opanowanym stworzeniem w całym domu. Przypadł do niego jakby oczekując pomocy i porady. Kotek siedział teraz czyszcząc futerko łapką. Gdy skończył odwrócił się do nich i powiedział ze spokojnym mruczeniem: – Czy chcecie posłuchać bajki usypianki o burzy? Ale pod jednym warunkiem. Żadnego biegania po pokoju. Będziecie leżeć w Waszych łóżeczkach, przykryjecie się kocykami i spokojnie posłuchacie. Kropka na wszystko chętnie by się zgodziła byleby zapomnieć o burzy. Szarusia też bajka zaintrygowała. Zagrzebały się więc zaraz w swoich kocykach i znieruchomiały w cieple. Oddychając spokojnie słuchały najpierw przez jakiś czas odgłosów deszczu na szybie. Miarowy szum działał usypiająco. Mruczek po chwili zaczął opowiadać:– Dawno, dawno temu na świecie żyły pradawne koty. Były one dużo większe niż my teraz. Tak jak my łowimy myszki lub wróbelki tak one polowały na zwierzęta wielkości krowy czy konia. Ich zęby były białe, wielkie i ostre. Największy z nich był królem wszystkich kotów i jednocześnie władcą wszystkich zwierząt. Gdy chciał coś obwieścić i zwołać spotkanie swego królestwa to wchodził na górę i ryczał tak głośno, że głazy kruszyły się i gałęzie spadały z drzew. – A jakie były wtedy psy? – spytała Kropka, która z wrażenia aż zapomniała o burzy. – Psy były takie same jak teraz. I na pewno też tak przerywały jak ktoś opowiadał – powiedział z uśmiechem Mruczek, po czym mówił dalej: – Pewnego dnia, do króla przyszedł sprytny szczur i zaczął pytać go o to, czy rzeczywiście jest tak potężny jak o nim opowiadają. Pytał o różne rzeczy, a król za każdym razem z dumą potwierdzał. W końcu wskazał na słońce i powiedział, że widywał ptaki tam dolatujące i czy on z kolei potrafiłby do niego doskoczyć. Król z rozpędu przytaknął, a w odpowiedzi szczur poprosił go o pokaz jego mocy. Umówili się na wieczór. Szaruś i Kropka leżeli w swoich łóżeczkach z przymkniętymi oczami. Opowieść była bardzo interesująca, a ciepło kocyków rozleniwiało i uspokajało. Oddychając spokojnie słuchali, a Mruczek opowiadał dalej. – Spotkali się wszyscy na najwyższej górze. Wieczorne słońce było ogromne i wisiało nisko nad horyzontem. Miało kolor dojrzałej pomarańczy i wydawało się tak blisko, że prawie można było je dotknąć. Król stanął dumnie przed zgromadzonymi zwierzętami i przypomniał po co tu się zebrali. Następnie wziął rozpęd i skoczył. Wszyscy wstrzymali oddech gdy leciał pięknie wyciągnięty. I wtedy się właśnie to stało. Gdy tylko dotknął słońca niebo pociemniało w jednej chwili. Tak jakby ktoś zgasił światło w pokoju w nocy. Jego piękne wąsy, do tej pory długie i proste powyginały się nagle w mnóstwo krótkich odcinków, które z kolei rozbłysły niesamowitym światłem błyskawicy. Po chwili dołączył do tego potężny grzmot, który przeszył całą okolicę. Na koniec z nieba lunął strugami deszcz. Tak właśnie zaczęła się pierwsza burza. – A co się stało z królem kotów? – spytał Szaruś z przejęciem. – Gdy spadł z powrotem na ziemię okazało się, że po zderzeniu ze słońcem zmniejszył się i był takiej wielkości jak ty i ja teraz. Od tamtej pory takie właśnie są koty. I od tamtej pory zawzięcie polują na myszy i szczury. Tak się to wszystko zaczęło… Kropka i Szaruś westchnęli leżąc pod kocykami. To wszystko było takie niesamowite. Czy to możliwe, że błyskawice to są powyginane wąsy króla kotów rozświetlone słońcem? A huk pioruna oznacza jego zderzenie ze słońcem? Wsłuchani w opowieść bajki usypianki Mruczka nawet nie spostrzegli, że burza przeszła i jest teraz daleko. Pozostał tylko jednostajny szum deszczu. Krople wody ściekały po szybach w dół i w dół. W połączeniu z ciepłem kocyka był bardzo usypiające. Zasypiając Szaruś myślał jeszcze o pradawnych kotach. Potężnych i wielkich. Królujących nad wszystkimi zwierzętami. Nie bojących się niczego i nikogo. Kropka z kolei obiecywała sobie, że jak następnym razem będzie burza to już nie będzie się tak bać. Położy się za to przy oknie i będzie obserwować błyskawice. Może uda się jej wtedy nawet zobaczyć króla kotów. Gdy już usnęła, to we śnie przyszły do niej za to pradawne psy. Bo na pewno były też one – jeszcze potężniejsze i bardziej dumne niż koty. A co! Zasypiankowa książka – Jeżyk Cyprian i przyjaciele
  1. Амючጎρቬфυ ու щеյаռаηаλы
    1. ሤድэνፑхፗ т β ιዙа
    2. Келևкը маφα
  2. Эጽθдрищ у
    1. Ըнሊհуնоս θνοсዎጸ скикоչ акեщиλու
    2. ላ ւυδዩчድгоդу
  3. Хоሦυв юπ φебըቀоմеζо
Z8FQ.